Po prostu Wenecja









Kilka razy porządnie przejrzałem moje fotografie, które zrobiłem w Wenecji. Są takie powierzchowne, szybkie, nie poszukujące, nie zatrzymujące oka na dłużej. Bez spójności i mojej ciekawości. Chyba takie po prostu są i miały być. Chociaż miejsce jest bardzo turystyczne to jednak te wąskie uliczki, wypełnione słońce, zapraszają by zostać tam chociaż na jedną noc. Po prostu kiedyś. Znów byłem tu na chwilę, a są takie miejsce gdzie kilka godzin to jak kilka sekund.

Pamiętam jak zdjąłem na chwilę czapkę, a swoją twarz skierowałem ku słońcu. Chyba pierwszy raz w życiu poczułem tak wielką tęsknotę za latem i ciepłem. Widzę dziś w swoich oczach tylko lato.

Wypowiedziane na głos

Pamiętam jeden z tych dni w moim życiu, tym życiu, które dziś traktuję jak starą książkę, jak wpis na świadectwie maturalnym. Jak te letnie beztroskie dni bycia cholernie młodym, kiedy codziennie rano budziłem się stojąc na własnym balkonie. Pamiętam kiedy wypowiedziałem na głos pewne słowa. Dosłownie na głos. Pamiętam nawet dokładnie miejsce w którym te słowa wypełniły przestrzeń wokół mnie. Pamiętam jak się czułem i co czułem. To był też ten czas kiedy rozkwitała we mnie wielka miłość do tego co dziś jest częścią (nadal!) mojego życia. To była miłość do fotografii.

Dziś mocno dociskam swoje dłonie do moich oczu. Potem przez chwilę nic nie widzę, tysiące plam, wyostrzają się, jak tysiące potłuczonych luster, by w tym jednym ujrzeć to co wypowiedziałem sobie na głos, blisko 16 lat temu.

Prozaicznie marzę o locie w kosmos. By być kosmonautą. By siedzieć na czubku rakiety. By zaraz opuścić Matkę Ziemię. By poczuć stan nieważkości, poczuć lądowanie na twardej tafli oceanu. Prozaicznie dziś widzę moją rakietę. Mam na sobie strój kosmonauty, polecisz ze mną?

Jest 8:38


Poranek o smaku kawy śniadaniowej. Bardzo lubię ten smak, chociaż kawy nie piję, są jednak takie chwile kiedy po kawę sięgam, ale wolę zardzewieć od czaju, jak to mawiał mój znajomy z poprzedniej dekady, Bartek.

W głowie mam setki różnych obrazów. Ostatnio ich wielość i barwność przenika ekspresowo przez moją wyobraźnię, a pamięć wyszukuje najróżniejsze zdarzenia i (po)widoki. Wszystko powoli się znów zaczyna układać, rysować w niepojętą od dawna całość. Widzę też szereg obrazów, których nigdy nie wiedziałem. Słoneczne letnie popołudnie, granatową sukienkę, ciepło wysokich pól, niewyobrażalny spokój i początek książki.

Chwilę potem stoję obok siebie, na odległość kilku wyciągnięć ramion. Stoję i patrzę, chyba niedowierzając, usilnie szukając odpowiedzi na moje niezadane pytania. To wszystko z muzyką w tle (do posłuchania).

Na fotografii Ola, po prostu Hello Tomorrow!