Miesiąc: Styczeń 2013

Kubek i jego róża

CzekajPusta kawiarnia. Jedna z sieciówek w Warszawie. Za kilkanaście minut spotkanie. Pani zza lady informuje, że nie napiję się mojego ulubionego trunku w tej sieci bo produkt wyprzedany. Szkoda. Dlaczego. Zabrali. Zamawiam więc największą herbatę i wiem, że tym produktem jestem skazany na smakową porażkę. Kawy już nie chcę. O tej porze zwyczajnie jej nie piję.

Siedzę i grzebię w telefonie. Przelatuję przez cztery aplikacje i zbieram informacje o tym co jedzą moi znajomi, czy kogo coś boli i czy ktoś już był dziś w kiblu. Lubię to. Nie roztrząsam czy dawne czasy były lepsze, czy przyszłość niesie ze sobą jeszcze gorsze relacje z ludźmi. Ciesze się i naparzam palcem po dotykowym ekranie z XXI wieku. Fotografuję mój kubek.

Pustka tej kawiarni zaczyna być elementem jakiegoś magicznego spotkania. Lubię puste przestrzenie. I nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki z dwóch stron zaczynają się zbierać ludzie. Jakieś zaoczne studentki zarządzania i kontroli ludzi (zawsze zastanawiam się po co tyle tych ludzi do zarządzania, a co kiedy nagle będą sami zarządzający bez osób do zarządzania?), które próbują się uczyć, ale siedzenie na facebooku chyba nie daje im spokoju.

Jeszcze kilka minut i czas na moje spotkanie. Do kawiarni wchodzi młody chłopak z małą foliową torbą i różą w ręku. Oczami razem z nim siadam przy oknie i widzę, że chłopak ten mimo swojego młodego wieku swoje już w życiu wycierpiał. Na jego głowie rysuje się wielka blizna. Zniekształcona skóra. Gdy odwraca się w moją stronę widzę cierpienie. Może już dawno po nim, może ta rysa w jego życiu zostanie na zawsze. Moje spotkanie trwa.

Co jakiś czas rzucam okiem na kawiarnię i patrzę kto wyszedł, kto przyszedł. Mimo już dwóch kwadransów, On nadal siedzi i czeka. Kręci się i zerka na zegarek. Zniecierpliwiony wstaje i wychodzi, przechodząc koło mnie patrzę na jego różę. Na nic innego nie muszę, wypełnia mnie na chwile jakiś przenikliwy smutek, rozczarowanie i współczucie, prawdziwe. Przez chwilę nic nie słyszę. Może chcę zrozumieć. Może nie muszę zwyczajnie nic.

Cukier zebrał się na dnie mojej herbaty rozmiar XXL i zaczyna to jakoś smakować. Kończę spotkanie i znikam gdzieś w ciemnym parku, przeskakując nad breją brzydoty temperatury na plusie. Już nie pada, zdejmuje kaptur, staję przed pasami i ku mojej radości świeci się do mnie czerwony napis „CZEKAJ”. Chyba się rozumiemy i uśmiechnięty idę dalej poszukać miejsca gdzie mogę się wysikać bo po tej herbacie niemiłosiernie pęcherz zaczyna wysyłać sygnały do mojego mózgu.

Przepraszam mieszkańców podwórka na ulicy Ogrodowej 65.

9 lat

9 lat
Dziewięć lat temu rozpocząłem zabawę z fotoblogowaniem. W zeszłym roku zmienił się adres o czym tutaj parę razy informowałem (z senq.ownlog.com na robertdanieluk.com/blog ). Muszę przyznać, że nadal ma to dla mnie bardzo duże znaczenie i cieszę się, że są osoby które uważają podobnie jak ja. Czasem przychodzą od was różne e-maile. Większości z was nie znam, ale zawsze staram się te dobre słowa docenić i przemienić w siłę tworzenia. I to właśnie wam dedykuję te 9-te urodziny.

Dziękuję!