Miesiąc: Styczeń 2014

10 lat fotobloga

10 lat fotobloga | Robert Danieluk
No dobrze jak tu zacząć by nie zanudzić? Może klasycznie. Będzie krótko. Dziś mija 10 lat od kiedy prowadzę mojego fotobloga. Wcześniej był pod adresem senq.ownlog.com (2004-2012), a od 2012 jego miejsce jest tutaj. Jeśli ktoś chce przejrzeć archiwum to zapraszam tymczasowo tutaj, planuję w tym roku wszystko wrzucić, ale to z czasem, najpierw praca magisterska. W połowie roku tak jak pisałem ostatnio (plan był ambitny bo miało to być na dziś), planuję późną wiosną wydać album fotograficzny z najważniejszymi fotografiami opublikowanymi tutaj przez te 10 lat z opisami. Oby się udało :) na bank będzie też z tej okazji jakieś publiczne spotkanie.

Dla mnie to miejsce jest szczególnie ważne. To nie tylko kolejna strona w Internecie, a mój osobisty, sentymentalny fotodziennik, pamiętnik, notes. Fotograficzna relacja z 1/3 mojego życia. Jeśli nazwać to pewnego rodzaju projektem to jest to najdłuższa taka rzecz w moim życiu, którego końca na dziś nie widać, chociaż miałem takie chwile by to skończyć, wyłączyć, usunąć. To miejsce było pewną iskrą do tego by poznać wielu ludzi, którzy dziś odgrywają ważną rolę w moim życiu i chciałem im za to podziękować. Przyjdzie osobista chwila by to zrobić.

Po kilku latach widać dopiero jaką siłę ma takie fotograficzne archiwum, blog, fotoblog jak zwał tak zwał, kiedy możemy cofać się w czasie i zerkać pod datami co danego dnia robiliśmy. Dziś jak by sama idea fotoblogowania trochę umiera, wyparł go Facebook czy Instagram, ale to nie może ot tak się zakończyć.

Przez te 10 lat moją stronę odwiedziło mnóstwo ludzi, wiele z nich pisało komentarze, a także wiele z tych osób pisało do mnie listy. Szczególnie tym, którzy zrobili cokolwiek pod wpływem moich fotografii lub zaczęli fotografować, dziękuję najmocniej. Tacy ludzie jak wy to jedna z tych rzeczy, która zwyczajnie motywuje do tego by dalej i w ogóle działać.

Zwyczajnie po ludzku dziękuję i zapraszam na następne 10 lat! :)

Ps. A na fotografii mój pierwszy wpis z pogrzebu Czesława Niemena. Tak jak się wszystko zaczęło Sen o Warszawie.

Aparat fotograficzny

Aparat fotograficzny | Robert Danieluk
Poczuć smak. Poczuć to w ustach. Inaczej ciężko to jakoś zrozumieć. Tak bardzo osobiście. Jeśli kiedyś pójdę do lekarza i powie mi, że mam krzywy kręgosłup od noszenia torby na ramieniu, nie powiem nic, chociaż gdzieś w sobie żałować niczego nie będę. Mój wybór. Za krótko żyjemy by wszystko pięknie obrać w słowa, cofnąć czas czy zwyczajnie przeżywać wszystko wielokrotnie. Tak nie się nie da, chociaż powroty w te same miejsca bywają bardzo przyjemne. Na wszystko składa się wiele różnych dużych i małych czynników.

Mowa o nim. O aparacie fotograficznym, który mimo różnego wyglądu, jest sobą. Z jednej strony bezdusznym narzędziem, z drugiej strony magicznym przyjacielem. Zawsze wiernym. Zawsze. Jest jak wątroba w naszym ciele. Z jednej strony magazynuje, a z drugiej strony przemienia odpowiednie substancje na drugie, bez których ciężko żyć. Tak w zasadzie jest z aparatem fotograficznym. Dla każdej osoby jest zupełnie indywidualnym przedmiotem, jednak jego idea jest ta sama. Jest stworzony głównie po to by magazynować nasze wspomnienia, życie, wszystko co nas otacza. To my go wyzwalamy, decydując o tym co ma zapamiętać z naszego życia, chociaż przecież nie fotografujemy aż nad to radykalnie. Mogę tu mówić tylko za siebie. Jak o czymś bez czego dziś nie potrafię żyć, chociaż to (dla innych) tylko przedmiot.

Aparat jest przyjacielem mimo, że nic nie mówi, nie doradzi, nie pomoże, nie da czasem kopa w tyłek kiedy zaczynamy się mazać (chociaż może nie!), aparat nie przytuli kiedy w nocy jest Ci zimno, On leży w swoim miejscu, w fotograficznej torbie, plecaku, czasem na stole. On wiernie czuwa, czeka, oczekuje, wyczekuje z ogromnym zaangażowaniem i nadzieją na to co wydarzy się za chwilę, za jakiś czas, gotowy by podjąć nasze wspólne działanie i być tam gdzie nasze lęki i marzenia. Bliżej się nie da. Chociaż niektórzy są alfonsami swoim aparatów, traktując ich jak własną dziwkę, która ma dla nich zarabiać forsę, tak mój aparat jest moim prawdziwym przyjacielem, takim z którym rozumiemy się bez słów.

Czasem nie trzeba fotografować, ważne by aparat był w zasięgu ręki. To czyni mnie spokojnym, a może i bezpieczniejszym. Trochę jak by moja torba z nim w środku była jak kabura z bronią. I chociaż nie strzelam z niego, a fotografuję tak wiem, że po tylu latach bycia razem, nie potrafię czasem się z nim rozstać. To rodzaj uzależnienia i nie popadając w żaden fanatyzm, zwyczajnie sprawia mi to przyjemność. Idę do sklepu z aparatem. Nigdy nie wiadomo.

Wracam do takich chwil w pociągu. W takich chwilach kiedy człowiek jest zdany na samego siebie, a On obok mnie. Smak pozornej samotności. On w torbie na której leżę. Smakujemy to samo miejsce, widzimy różnie, ja w ciągłości, On w wyrywkach decyzyjnych chwil, jednak On beze mnie nie ma racji bytu. Jestem świadomy przemijania czasu i wartości jaką ma w sobie fotografia. Każdy widzi świat inaczej, inne rzeczy go fascynują i przerażają. Każdy obarczony jest swoimi myślami, problemami i szczęściem. I jak by nie patrzeć to nasz mały przyjaciel, który zapisuje nasze chwile po to by za jakiś nieznany nam czas znów wrócić do tych chwil i miło je wspomnieć. Przecież oto chodzi. Zapisać. Odtworzyć. Żyć.

To wszystko mnie motywuje, daje nadzieję i siłę. Dzięki Ci aparacie!

PS. I proszę patrzę sobie na to zdjęcie i nie widzę tu tylko aparatu na sofie 67 piętra w Nowym Jorku, a cały zestaw setek obrazów i myśli, tęsknot za wspólnym czasem, ciepłem chodników, pieszych spacerów i tej ciszy. Małej prywatnej ciszy. Widzę jak Ona siedzi i patrzy przed siebie, oświetlona jak gdyby jakaś magia właśnie robiła w tym miejscu świetlny raj. Siła. Moc.

Ciepło

5025

Queen – Who Wants To Live Forever

Ten dzień zawsze będzie kojarzył mi się z tym utworem. To się chyba nigdy nie zmieni, a w każdym razie nie pozwolę na to. Był to chłodny dzień, styczniowy, może taki jak dziś. Nie pamiętam. Najbardziej mi żal, że było tyle jeszcze tematów do rozmów, tyle rad, tyle różnych chwil. Ostatnia kolacja i namacalne, mocne, fizyczne przejście na drugą stronę, jakkolwiek by ona wyglądała. Przejście z jawy do świata pełnego snów.

Zrobiłem Dziadku tylko jeden film aparatem jaki od Ciebie dostałem. To ten stary Zorkij, nie wiedziałem jednak, że jest uszkodzony. Pamiętasz jak fotografowałem ten pokój w szpitalu? To jedno z ostatnich zdjęć z Tobą. I chociaż to wiesz, Dziadku bardzo mi Ciebie brakuje. Tak bardzo!

1935 – 2009