Miesiąc: Listopad 2014

70 lat Zespołu Szkół Fototechnicznych

5531 5532 5533 5534 5535 5536 5537 5538 5539 5540 5541
No dobrze, jestem osobą która ceni w sobie wspomnienia i lubi je pielęgnować, a fotografia to jedna z tych rzeczy które w tym pomaga. Wczoraj kolega przypomniał mi, że dziś Zespół Szkół Fototechnicznych obchodzi swoje 70-te urodziny i odbywa się zjazd absolwentów. Nie należę do osób, które żyją swoją szkołą, ale zawsze kiedy ją odwiedzam lub bywam obok niej czy spotykam się z Konradem lub Darkiem, to wspomnienia ożywają i kotłują w głowie różne myśli i wspomnienia. Dziś też tak było.

Przemówienie, sztandar, wszystkie sale otwarte, wszędzie można było wchodzić i wspominać to co zaczęło się 16 lat temu :) dużo śmiechu, śmiechu i jeszcze raz śmiechu. To był piękny czas od 1998 do 2003 roku i przyznam się bez bicia, że jestem dumny, że do niej chodziłem. O tak! Aczkolwiek nie liczę matematyki i niemieckiego. Obu tych rzeczy nienawidzę po dziś dzień!

Woreczek różności

5530
Kubek. Szklanka. Pełna ciepłego czaju o głębokim smaku. Do tego miód. Połączenie działa jak jakiś narkotyk. Pobudza, rozpieszcza cały przewód od ust po wnętrze. Do tego radio wypełnione muzyką jazz. Na podłodze leży szereg różnych małych drobnych elementów. To mi przypomina, że dziś jest dziś, może nie jest to do końca zrozumiałe, ale daje mi to dużo dziwnej, nieznanej mi radości. Te małe przedmioty z jednej dziedziny pozwolą mi na więcej.

Jesień szybko pędzi na spotkanie z zimą, a ja razem z nią. Oboje się spieszymy do przodu. Oboje wiemy co nas czeka, zima z jesienią schowa się w kuble na brudną bieliznę, a ja dalej będę maszerował. Ten cel zaczyna we mnie ożywać, energia i siła. Czekam.

Jest we mnie ogrom radości!

Oktyabrsky, Tiraspol

5514 5515 5516 5517 5518 5519 5520 5521 5522 5523 5524 5525 5526 5527 5528 5529
Okolice naszego hotelu. Chwilę przed zmrokiem, chwilę przed i po świcie. Mieliśmy tak mało czasu. Miałem wrażenie, że trafiłem do blokoraju.

W rękach mieliśmy już bilety na nasz pociąg. O 9:40 wyjechaliśmy z Tyraspolu w kierunku Odessy. Na dworcu czekaliśmy tylko my! Podeszła do nas milicjantka i poprosiła o zwrócenie kart migracyjnych, tak też zrobiliśmy. Kiedy pociąg ruszył z ukrytym żalem rozstawałem się z obrazkiem za oknem. Ponieważ wstałem z Dawidem o nieludzkiej godzinie by się spakować i przywitać naddniestrzański świt, zasnąłem czytając książkę. Następna stacja Odessa.