Miesiąc: Grudzień 2014

Jaki był 2014 rok?

Zawsze pod koniec roku czas na małe podsumowania tego co właśnie się kończy. Poprzedni rok był tak samo aktywny jak ten, chociaż w żaden sposób nie da się go porównać. Wiem, że ten następny będzie takim połączeniem 2014 i 2013. Tak czuję. Zawsze gdy kończy się rok zliczam kilometry, podróże, przeglądam moje elektryczne szuflady pamięci. Takie podsumowania są dobre bo można sobie jasno powiedzieć czego się nie zrobiło, a ile się zrobiło. Konkretne fakty. Przy okazji w notesie lista z „2014” zostanie kolejny raz zweryfikowana na papierze i z „2015” zostaną dopisane punkty z poprzedniego roku i lista życzeń.

Podróż po 2014 czas zacząć. By łatwiej mi było wrzucam mapkę miejsc które udało się odwiedzić w tym roku. Postaram się wrzucić małe fotograficzne podsumowanie, które skłoni mnie do przeszperania mojego archiwum. Jeśli ktoś prowadzi jakieś fotograficzne archiwum, to taka podróż przez 12 miesięcy dużo wam da i do tego was zachęcam! :)

2014

Styczeń

Styczen_2014

Moje fotoblogowanie trwa już 10 lat. Poprzez różne migracje serwerowe nie zaktualizowałem jeszcze tej strony o stare wpisy, ale najpewniej to poczynię w 2016 roku :) i tak jak sobie obiecałem zrobię jakiś mały album fotograficzny z tej okazji. Styczeń minął mi na podróżach między Warszawą, a Opolem. Najlepsze jest to, że patrząc na moje archiwum człowiek nie zdaje sobie sprawy jak życie bywa „wywrotowe”, szczególnie kiedy piszę dziś ten wpis. Na plus, plus, plus!

Na fotografii Paweł Hajnos, który pozował mi na opuszczonych basenach Skry w Warszawie.

Luty

Luty_2014

15 lutego pojechałem pod Rotundę (budynek PKO w centrum Warszawy). Tego dnia mijało dokładnie 35 lat od tragicznego wybuchu gazu. Wpadłem na pomysł by wykorzystać fotografię mojego kolegi Zbyszka Furmana, który fotografował to miejsce 15 i 16 lutego 1979 roku. Połączyłem dwa pokolenia i trzy i pół dekady historii.

W lutym zacząłem pisać moją pracę magisterską. To był ciężki miesiąc bo z początkiem marca musiałem ją oddać, a na horyzoncie miałem kolejny ciekawy wyjazd. I trzeba pamiętać, że jak pisze się pracę w miesiąc, a nie pół roku to nie może ona być rewelacyjna, szczególnie że pierwsza jej wersja została odrzucona z mojej winy. Pierwsze 60 stron poszło prawie do kosza. Mimo to po raz kolejny odkryłem, że pisanie tekstów w BUW-ie (Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego) to świetne miejsce by się skupić i pisać.

Marzec

Marzec_2014

Marzec rozpoczął u nas 1,5 miesięczny maraton podróżowania. Pierwszym etapem był Izrael, a skończyliśmy to na fotografowaniu dla artlove.pl ślubu we Włoszech. Ale marzec należy w mojej głowie tylko do Izraela. Opisywałem na blogu podróż do tego miejsca (marzec) i dziś też mocno myślimy o tym by tam wrócić. Nawet był ambitny plan polecieć tam w styczniu 2015 roku, ale nasze plany zostały szybko zweryfikowane :) ale nie ucieknie! Generalnie Izrael był czarną kropką na mojej mapie wiedzy i pewnej świadomości. Na szczęście pod tym czarnym punktem okazał mi się kraj przepiękny! I nie mówię tu o religii, która akurat przy tej podróży miała najmniej do gadania. Rejony Morza Martwego przyciągają mnie ponownie, a widok wielkiej góry, która cieszyła nasze oczy z hotelowego pokoju, prosi się by znów ją zobaczyć. Tak, chcę tam wrócić. I dla przypomnienia nasz wspólny film z tego wyjazdu:

Na fotografii Kasia, która wchodzi do Morza Martwego blisko granicy z Palestyną.

Kwiecień

Kwiecien_2014
Kwiecień kojarzy mi się z dwoma rzeczami. Moje urodziny spędziłem w Trójmieście, a wszystko przez szalony pęd z Łodzi do Warszawy, potem Modlin i lot do Gdańska. Tydzień później z Kasią polecieliśmy do Rzymu, a dalej na wschód by sfotografować zaślubiny pewnej polsko-włoskiej pary. Dzięki temu miałem okazję zwiedzić Rzym bo nigdy wcześniej tam nie byłem. Piękna wiosna, idealna!

Na fotografii słoneczna uliczka w Rzymie.

Maj

Mińsk | Białoruś | Danieluk
Maj. Ukończyłem studia w połowie miesiąca. Stałem się absolwentem szkoły filmowej w Łodzi. Miłe uczucie, serio! Cieszy mnie to bo skończyłem edukację i dziś nie bardzo mi się widzi bym mógł jeszcze gdzieś studiować. Zwyczajnie nie dla mnie to już, czasu nie ma i czas właściwi robić inne rzeczy, ale nie ukrywam, troszkę tęskno!

W maju także pojechałem na Białoruś w składzie takim jaki chodził mi po głowie od początku moich podróży do Mińska. Na Mistrzostwa Świata w hokeju na lodzie w Mińsku, pojechałem z Tatą i Bratem. To był fajny męski wyjazd z wieloma smaczkami, dla każdego z nas. Wjazd na Białoruś był bezwizowy pod warunkiem posiadania biletu na mecz. Kupiłem dla naszej trójki bilet na ćwierćfinał i w zasadzie dopiero dzień przed meczem dowiedzieliśmy się, że trafimy na mecz Rosja – Francja (3:0). Sportowa Białoruś była inna, milsza, słoneczna i ciepła. Drugi raz w życiu na granicy w Brześciu byli dla mnie mili. Za pierwszym razem dopiero po czasie celniczka odkryła, że ma ze mną pewne powiązania (geograficzno-towarzyskie) i była do rany przyłóż. Wcześniej jednak o mało nie aresztowała mnie swoim celniczym długopisem czy czapką wielkości lądowiska dla śmigłowców. Prawda taka, że czas spędzony z bliskimi ludźmi nie da się wymienić na nic innego. To był super wyjazd!

9 maja pożegnałem swojego przyjaciela, futrzaną siostrę. Wierzę, że teraz jest w jakimś psim raju, pełnym kiełbasek, zabawek, spacerów i pieszczot. I chociaż ciężko mi wierzyć w to, że jest jakieś „niebo” to liczę, że za xxx lat spotkamy się znów i jak za dawnych lat zaśniemy razem przytuleni. Pies prawdziwy przyjaciel. Tęsknię za Tobą berbeciu! 

Na fotografii białoruscy artyści tańczą i śpiewają w strefie kibica koło rzeki Niemigi.

Czerwiec

Barack Obama w Warszawie | Danieluk
4 czerwca w 25-tą rocznicę obalenia komuny w Polsce wybrałem się na Plac Zamkowy by zobaczyć obecnego Prezydenta USA, Baracka Obamę. Ukraińska flaga doskonale podkreśla cały rok wydarzeń i kierunek patrzenia.

Lipiec

Bardzo pracowity miesiąc.

Fotografia lipca została paradoksalnie wykonana w lutym, ale dopiero koniec miesiąca „pozwolił” na opublikowanie jej. Na fotografii jest Sławomir Opala, tego dnia (27 lipca) dowiedziałem się, że Opala odebrał sobie życie. Taka wiadomość dotyka, a dotyk śmierci jest mocniejszy kiedy człowiek znał, poznał człowieka którego do dotyczy. 4 lutego miałem okazję go spotkać i zrobić mu kilka fotografii. Pomyślałem sobie, że idealnie będzie gdy zapozuje mi z notatnikiem, udając, że coś notuje. Wtedy pisał książkę o swoim życiu i gdzieś w tle miałem dwie nadzieje, że książka się pojawi u mnie na półce z autografem Sławka, a dwa że może uda się mieć jakieś zdjęcie jego osoby z tej warszawskiej krótkiej sesji właśnie w niej. Nic z tych rzeczy nie mam, oprócz pamięci silnego uścisku i autografu Sławka na oświadczeniu do publikacji wizerunku. Tyle i aż tyle!

Sierpień

Kolejny miesiąc drogi. Fotografowanie telefonem. Pełen misz-masz i moje ostatnie spotkanie z Powstaniem Warszawskim.

Wrzesień


Miesiąc przejścia z lata w jesień. Takie przejścia zawsze są energetyczne. We wrześniu był jeden gorący weekend. Który zaczął się w Warszawie, zaczepił o czeską granicę i od razu powrót bez snu do Warszawy by załapać się na samolot do Tallinna, gdzie zrobiłem ową fotografię. Przy okazji pobytu w Estonii popłynęliśmy do Helsinek. I w przypadku tego wyjazdu widzę jak wiele rzeczy wraca dopiero po powrocie do domu.

Październik

Przed oczami widzę Paryż. Ciepłe miasto. Zapach metra. Zapachy odgrywają ogromną rolę i przez większość życia człowiek w ogóle o tym nie myśli. Przed wyjazdem do Francji pojechałem do mojej Babci i Taty pod granicę z Białorusią. Wieczory robiły się już ciemne i chłodne. Założyłem moje buty do biegania i wyruszyłem w bieg dookoła tego niedużego miasteczka.

„Ciało porusza się w miarę jednostajnie pilnując czasu odcinka 1000 metrów. Zapach. Ten zapach którego dawno nie czułem, to zapach tego miejsca. Ćwierć kilometra po mojej lewej Białoruś. Po prawej więcej jak 600 kilometrów Polski, ale to nic. Ta prawa strona nie ma znaczenia. Znaczenie ma to miejsce, ten krótki odcinek. Dopiero później kiedy zasypiałem odtworzyłem sobie symbole, rzeczy powiązane z tym zapachem. Czego to zapach? Wydaje się, że nic specjalnego. Trochę ziemi, zapach rzeki, zielonych drzew i traw. Do tego jak by unoszący się wiecznie zapach wieczoru tego miasteczka połączony z lekką mgiełką nad ulicami i dymem z kominów. Zamykam oczy i widzę ludzi, których nie ma. Nie pamiętam ich twarzy, imion. Rówieśnicy z wakacji. Miałem może 12 może 14 lat. Tacy byliśmy. Obrazy wypełnione słońcem, marzeniami, które o dziwo jeszcze się nie spełniły. Jedna wielka niewinność, a wszystko przez ten zapach. Obrazy zaczynają układać się w małą całość, ważną dla tamtych wakacyjnych chwil. Bez dat, lat. Tego nie pamiętam.” – Zapachy pamięci (wpis)

Na fotografii Paryż. Bardziej klasycznie się nie dało!

Listopad

Nic nie zwalniamy, wręcz przyśpieszamy. Pod koniec października wybrałem się z dobrym kompanem w podróży Dawidem (bo moja Kasia nie chciała, ostro broniła się przed zaproszeniem na wschód), na jeden z najciekawszych wyjazdów w moim życiu, który w zasadzie ograniczył się do 24 godzin pobytu w miejscu o którym dawno myślałem. Przez Odessę, Kiszyniów udaliśmy się do Tyraspola, stolicy Państwa którego nie ma. To był drugi wyjazd z serii wschód jesienią. Co będzie za rok? :)

Publikuję tu jedną fotografię, ale jeśli kogoś to zainteresowało polecam wpisy z tego wyjazdu gdzie napisałem więcej: Tyraspol, stolica której nie ma oraz Oktyabrsky, Tiraspol.

Grudzień

Od początku grudnia postanowiłem, że sam sobie będę szefem. To bardzo miłe, ale też zdecydowanie mocniej motywująco. Tak to w skrócie można napisać.

Przejrzałem grudzień i wśród wielu różnych opublikowanych i nie opublikowanych wydarzeń, przypomniało mi się, że wraz z kolegami byliśmy na 70-cio leciu Zespołu Szkół Fototechnicznych. Chodziłem do Technikum Fototechnicznego w latach 1998-2003 i za każdym razem jak tam jestem czuje dwie emocje: dumę i sentyment. Moja szkoła nosiła imię jednego z moich idoli, Jurija Gagarina o którym jak się okazało wielu uczniów napisało różnego rodzaju pracę. I wiecie czego żałuję? Że nie zwinąłem jednej z nich :D


Jaki będzie następny rok 2015? Mniej więcej wiem, mniej więcej gdzieś stworzyłem jego zarys. Rzeczywistość lubi weryfikować, komplikować, a czasem zwyczajnie pomagać w naszych zamierzeniach i planach. Jedno wiem na pewno, że nowy rok będzie jeszcze lepszy i bardziej aktywniejszy, ale nie będę niczego zdradzał :) więc…
…życzę wszystkim moim podglądaczom dużo pomysłów, zdrowia i spokoju! :)

 

Trzysta

Kopalnia Guido

Przypadek. Zupełny, że kolejny wpis dotyczy podobnego miejsca. Podobnego, ale zupełnie innego. Mowa tu o kopalni węgla kamiennego „Guido” w Zabrzu. Można tam zjechać na dwie głębokości: 170 i 320 metrów w dół. Miejsce robi wrażenie i chociaż byłem kiedyś w Wieliczce (1994) i mało pamiętam to dopiero dziś na dole poczułem kopalnię. Nie powiem ale zmienił mi się obrazek pod którym widzę górnika.

Jeśli ktoś nie był, a będzie w Zabrzu, koniecznie polecam! No i pamiętajcie, że trzeba przed zjazdem w dół zadzwonić i zarezerwować miejsce :) Takich kopalni do zwiedzania jak ta, są cztery. Ta nasza jest najgłębsza!

Gdy słyszę R-1

5551
5552
5553

W górach spadł śnieg. Na końcu drogi parking, mieści się tu jakiś hotel, może dwa większe pensjonaty.  Gdzie tylko człowiek spojrzy, góry. Powietrze jest chłodne, czyste, przyjemnie tu oddychać. Mowa o krawędzi miasta Kowary w Karkonoszach. Mieści się to jedno z moim zdaniem, ciekawszych miejsc na mapie Polski. Przyjechaliśmy tu specjalnie by zobaczyć dostępną do zwiedzania (bezstresowego) sztolnię numer 19a, byłą kopalnię uranu, a później inhalatornię radonową. Cały ten dobytek ma pod swoją opieką dwóch braci, pasjonatów. Wejście do sztolni to koszt 15 złotych i cała ta suma idzie na pracę związaną z utrzymaniem i udostępnianiem tego miejsca dla ludzi. Kawał cholernie dobrej roboty. Jesteśmy w dwójkę i jeden z braci. Dostajemy latarki, idziemy w głąb, słuchając historii tego miejsca. Uwielbiam takie miejsca. Na szukanie i zwiedzanie innych sztolni nie byliśmy totalnie przygotowani. Z takimi miejscami nie ma żartów. Od wejścia do końca ten wydrążonego w ziemi tunelu jest prawie 700 metrów. Promieniowania brak.

Kopalnia Podgórze działała od 1950 roku do 1958.  W późniejszym etapie swojej działalności była częścią zakładów R-1 (Zakłady Przemysłowe R-1 / rosyjski kryptonim Предприятие Кузнецкие Рудники). Z tej jednej kopalni wydobyto 196 ton uranu z czego prawie 99,9% wyjechało do ZSRR gdzie (najpewniej) wybudowano z niej bombę atomową. W latach 1974-1989 było można tam wdychać radon, który w małych ilościach działa leczniczo. Do dziś zostało tam sporo elementów o tym świadczących m.in. metalowe leżaki, które udało mi się sfotografować.

Także widoczny na fotografii szyb, zalany wodą, ma głębokość 242 metrów.

A gdy słyszę R-1 widzę fabrykę na skraju gór i widzę cały ten klimat lat 50-tych. Tajna kopalnia, tajne projekty, tajne laboratoria, papiery, teczki i śmierć. Zawsze musi się ona gdzieś pojawić. Wiosną lub latem chciałbym tam powrócić i zobaczyć ją z bliska.