Miesiąc: Luty 2015

Barania Góra

Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
W ostatni weekend wybraliśmy się naszą paczką priorytetową do Wisły i Żywca (Beskidy). Przyznam, że nigdy tam nie byłem. Ta część polskich gór nie była mi nic, a nic znana. Teraz trochę się to zmieniło. Korzystając z pięknej zimowej pogody postanowiliśmy wejść na Baranią Górę. Ta pozornie nie wysoka góra (1220 metrów) okazał się sporym wyzwaniem. Przewidziany czas wejścia niebieskim szklakiem (najszybszym) zajęło nam, aż 4 godziny! Dwa kluczowe problemy mocno nas ograniczały. Pierwszy to nasza miejska forma oraz ogromna ilość śniegu która zmniejszała szlak do 30 centymetrowego rowu. Wystarczyło tylko wyjść poza szlak aby się zanurzyć w śniegu albo…spaść. Nie było lekko, a dodatkowo korek na drodze do Wisły mocno skradł nam czas. Mimo przecudownej pogody i słońca na niebie wiedzieliśmy, że powrót może zakończyć się mało przyjemnym spacerem w nocy. Ograniczeni ilością światła i sił daliśmy radę. Widok na szczycie wynagrodził nam wszystko! Na ostatnim zdjęciu widać Tatry. Mimo tych bajecznych widoków nadal pozostaję wierny Karkonoszom :)

Myśli

5555
Duże biurko. Po lewej stronie mój ukochany notatnik, na nim sterta paragonów, obok opakowanie od karty pamięci SD 16GB. Zegarek ze skórzanym paskiem, dysk twardy, tablet, jakaś koperta. Po prawej stronie telefon w drewnianej oprawie. Obok też kubek lekkiej kawy. W tle leci jeden z najlepszych wynalazków ludzkości jakim jest spotify. Szkoda jednak, że nie ma tam kliku znaczących albumów. Nad ekranem komputera widnieje w ramce napis: enjoy the little things. Proste i piękne, prawda? W głowie szereg myśli, które zwyczajnie podlegają procesowi zapisu na białej kartce. Taki prosty zabieg pozwala bezboleśnie uporządkować sprawy codzienne po…życie. Tak tak. Moc takiej kartki to sprawa iście bezcenna.

Wczoraj byłem pierwszy raz u typowego „golibrody” i takie krótkie, ale konkretne spotkanie potrafi w głowie sporo namieszać. Pomyślałem sobie, że atrybut wyglądu jakim jest broda (którą noszę od kiedy zaczęła wyglądać jak broda, będzie z 10 lat) to szalenie fajna rzecz! Oczywiście teraz nastała moda na brody i to mnie także cieszy bo w końcu skończyła się era chłopców z rurkami. Liczę, że taka moda jeszcze długo potrwa, ale ja osobiście nie wyobrażam sobie bym zgolił brodę i żył bez niej. W każdym dokumencie ją mam i pewnie do końca życia, nawet jak zmieni kolor będzie na mojej twarzy. Generalnie broda to rzecz która tylko dodaje pod warunkiem, że nie jest to rodzaj kopru. Tak, że ten. Wizyta u „golibrody” natchnęła mnie zwyczajnie na kilka fajnych pomysłów :) !

Niebawem czeka mnie też najdłuższa podróż w moim życiu, którą zaliczam do trudnych, ale o tym w swoim czasie i myślenie o niej daje mi dużo siły, jak mocna kawa, jak radość z małych rzeczy.

Dopijam kawę i kończę ten wpis.