Miesiąc: Kwiecień 2015

Cepeliada

928816_1558882214373421_1927388057_n Czas. Miejsce jest. nawet bardzo dużo miejsca, ale doba się skurczyła do połowy. Przecież trzeba spać, śnić. Trzeba.

Od powrotu do Polski z Chin minęło już prawie trzy tygodnie, a ja zwyczajnie nie mam czasu by przysiąść nad fotografiami jakie tam zrobiłem. Może czekają, może się kurzą, może już nie istnieją, a jednak są, czekają, są świeże, bardzo. Nic na to nie poradzą, może za kilka dni kiedy minie miesiąc od powrotu w końcu zacznę wrzucać tu całe serie.

Do dnia dzisiejszego skupiłem się mocno na Zwykłych Rzeczach w Chinach. Do tego ogrom pracy. Przeogrom. Przedużo. Przewszystko. Bloga mojego zapuściłem totalnie. Komisyjnie stwierdzam, prawda. Tu powtarzanie tych rzeczy nic nie da, nie pomoże, nie napisze, nie wrzuci. Dlatego jeśli ktoś tu wchodzi niech da znać :)

Kilka dni temu na ulicy w centrum Warszawy spotkałem takiego człowieka. Siedział i patrzył. Czy on liczy czas?

Cierpliwości. Niebawem zdjęcia z Chin :)

Chiny. Słodko-gorzki smak

Chińska Republika Ludowa / Hong KongHong Kong / Park Narodowy Zhangjiajie

Ostatni miesiąc spędziłem z Kasią w Chinach. Nawet więcej jak miesiąc co czyni ten wyjazd najdłuższą moją podróżą w życiu. Podróżą w sensie, drogi, różnych miejsc, wyprawa z aparatem w plecaku. Przez ten czas przejechaliśmy pociągami prawie 5000 kilometrów na trasie z Hong Kongu do Pekinu. Dziś jeszcze ciężko przysiąść mi do tego materiału, szeregu myśli i tego wszystko co zapisałem sobie w moim notesie by napisać serię różnych wpisów o tym co udało nam się przeżyć, a nie było tego mało, nawet w pewnych kwestiach o wiele wiele za dużo. Ci którzy śledzili moje konto na Instagramie doskonale widzieli gdzie byłem, co widziałem i co się działo. Instagram to trochę jak przekaz live. Dziś jest pamiętniczkiem. Podoba mi się to. Tak jest.

Jeśli ktoś z Was planuje wyjazd do Chińskiej Republiki Ludowej niech się zastanowi poważnie. Wyjazd do Chin nie jest wyjazdem z kategorii wyjazdu do Londynu czy Moskwy, nie mówiąc już o USA. Jeśli ktoś z was nie ma w sobie ogromnych pokładów cierpliwości, spokoju, tolerancji, a jego psychika jest zbyt europejsko-zachodnia, niech sobie Chiny odpuści. Zwyczajnie. Będąc w 2011 roku w Pekinie, po tygodniu pobytu byłem zmęczony zachowaniami lokalnych ludzi. Kilka miesięcy temu powróciłem znów do Azji. Dałem sobie czas odpocząć, wyzerować moje odczucia co do Azji i w tym roku rzuciłem się na głęboką wodę. Inaczej wyjazdu do Chin nazwać nie można i chociaż minęło dosłownie kilka dni od powrotu do Europy, uważam że takie wyjazdy jak ten działa na człowieka jak hartowanie na stal. Oczywiście Hong Kong, a Chiny to delikatnie mówiąc dwie różne rzeczy, a w ogóle tamten region to już zupełnia inna planeta. Ja czułem się tam czasami jak ciemnoskóry obywatel Afryki w Polsce lat 50-tych. Kilka dni jest to pewnego rodzaju frajdą, potem już utrapieniem.

Ten wpis traktuje jako początek opowieści o podróży do Hong Kongu i Chin. Była to wyprawa która po raz kolejny uświadomiła mi, że Chiny to pięknie zapakowany cukierek. Już człowiek trzyma go w rękach, już czuje piękny smak słodyczy, już ma go w ustach i czuje ten stan kiedy cukier rozchodzi się po całym ciele, gdy jednak go rozpakuje okazuje się, że cukierek jest spleśniały. Takie są Chiny. Ogrom gospodarczy to rzeka betonu, szerokich placów, pustych miejsc. Miliard ludzi, trzysta milionów przelewa się przez dworce kolejowe, a biały człowiek, którym jestem ja jest niczym obserwatorem tego co go w zasadzie nie dotyczy. Chiny to dla mnie kraj zamknięty. Wystarczy przecież zobaczyć, że większość rzeczy ze świata zachodniego jest tam zablokowane, a cenzura w Internecie to nic nadzwyczajnego.

Jadąc do Chin nie wychodziłem z założenia, że chce je zrozumieć bo tego zwyczajnie się nie da, patrząc na wschód od Polski, mam wrażenie, że tylko w jakiejś części udało mi się zrozumieć, wczuć w mentalność, tak to co dzieje się w Chinach jest poza moim zasięgiem. Przez ten miesiąc miałem okazję porządnie się najeść, przejechać pociągiem z prędkością 300km/h, zobaczyć chińską kopię wieży Eiffla, trafić do ludowego szpitala, niejednokrotnie mieć ochotę rozszarpania chińczyków, spacerować po wielkim murze czy stać na dachu jednego z wieżowców mieszkalnych w Hong Kongu, spać w pokoju bez okien czy zwyczajnie dobrze się wyspać.

Jednocześnie zbieram się do zmontowania filmu z wyjazdu. Ograniczenie czasowe trochę wydłuży pracę nad nim, ale mam nadzieję, że będzie warto i ktoś dzięki foto + video zdecyduje się na własnej skórze poznać Chiny :)