Strach przed nieskończonością

Sputnik
Mam takie przebłyski z mojej pamięci w których widzę bliżej nie określone emocje, uczucia, myśli, nawet ciężko mi jest to opisać. Jedną z takich formacji myśli jest kosmos. Chyba każdy z nas tak ma, że czasem stoi w bezchmurną noc i zadziera głowę w górę i patrzy na gwiazdy. Ja też patrzę w niebo, widzę kosmos i nieskończoność. Kiedy zapadam w pętlę rozmyślań o braku granicy w kosmosie odczuwam, jak jestem mały, problemy wydają się takie micro. Tuż obok tego stoi cała historia związana z podbojem kosmosu, szczególnie wszystko co związane z jej radziecką częścią.

Przypomina mi się taka układanka w której widzę granatowe dresy (koniec lat 80-tych), należące do syna Cioci Nadi. Tak na nią mówiłem, która przekazała mojej Mamie przepis na najlepsze ciasto świata, moje ulubione. To nie była moja prawdziwa Ciocia, tylko żona radzieckiego wojskowego. Takie były czasy, a ja pamiętam jak siedziałem u nich w mieszkaniu w towarzystwie jej dwóch synów (tak mi się wydaje). Nie pamiętam czy mówili po polsku, mało co pamiętam, ale jednak jakiś czas spędziłem w tej rosyjskiej Rodzinie, sąsiedzi, ja nie mam w sobie żadnych urazów.

Potem Muzeum Techniki w Pałacu Kultury i Nauki, makieta Sputnika, to chyba część układanki, która jednak najmocniej gra w tej całej zabawie przywoływania myśli. Potem wracałem do tego Muzeum co jakiś czas, ale nigdy nie udało mi się zobaczyć go ponownie. Pamięta ktoś z Was kapsułę która była przy wejściu do Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie? Wyobrażacie sobie moją minę kiedy pewnego dnia ona wyparowała? Ten Sputnik to także symbol pierwszego podboju kosmosu i właśnie 4 października minęła kolejna rocznica (1957). Ten Sputnik to także Muzeum Kosmonautyki w Moskwie, które musiałem zobaczyć i zobaczyłem w 2011 roku. Notatki w zeszycie Gagarina, kapsuły kosmiczne czy replika statku kosmicznego Vostok i te granatowe dresy radzieckich kosmonautów. Coś magicznego co dotknęło kosmosu, chociaż my wszyscy jesteśmy jego częścią. Sputnik – Gagarin – Vostok. Ten klimat mnie szalenie inspiruje. Mozaiki na ścianach socrealistycznych budynków czy pomniki zdobywców kosmosu. Marzenie o spotkaniu z Hermaszewskim.

Do tego też trzeba dołożyć tą historię odkrytą przez włoskich braci, którzy przez swoją radiową antenę odkryli radziecką śmierć w kosmosie (Artykuł “Zagubieni w przestrzeni“), to uzmysławia mi o tym strachu przed nieskończonością. Ta historia mnie mrozi, przeraża, czuję na sobie ten klaustrofobiczny strach.

Kosmos więc jest piękny ale też i straszny, dlatego mimo moich marzeń o nim, wolę pozostać na ziemi i zadzierać głowę w górę i wyobrażać sobie, że odbieram sygnał ze Sputnika. Beep, beep, beep…i to ma mi przypominać o korzeniach inspiracji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *