Miesiąc: Maj 2016

Gruzińska Droga Wojenna

O świcie wyruszyliśmy metrem na dworzec autobusowy Didube. Miejsce, gdzie autobusy i marszrutki (mniejsze busiki, chyba najpopularniejszy środek transportu na wschodzie) wyruszają do północnej i zachodniej Gruzji. By dotrzeć do celu musieliśmy przebić się przez wielki bazar – czyste wariactwo. Przymrużając oczy, poczułem się jak za starych dawnych czasów na stadionie X-lecia – jeden z pierwszych kontaktów z kulturą wschodu.

Wiedziałem, że marszrutki odjeżdżają z krańcowej części dworca i czytałem by w żaden sposób nie przejmować się innymi kierowcami, proponującymi podróż. Zresztą, odganianie się od niechcianych propozycji transportu było chlebem powszednim, wszędzie, podczas podróży po Gruzji. Na wycieczkę do Armenii chętnie bym się zgodził, tylko czasu za mało.

Gdy szliśmy do autobusu, gdzieś nad dachami bazarowych bud, pojawiła się tabliczka z napisem: Kazbegi i strzałka za która podążyliśmy. Na miejscu było bardzo dużo samochodów. Gdzieś po mojej prawej stronie, wśród tysiąca prowizorycznych bud zauważyłem małe okienko, wyglądało na kasę. Wsadziłem głowę i po rosyjsku zapytałem czy mogę tu kupić bilet i skąd odjeżdżają marszrutki do Kazbegi. Miła starsza Pani, która zupełnie na taką nie wyglądała, wstała, wyszła, zamknęła drzwi i…ku mojemu zdziwieniu, zaprowadziła nas pod konkretny autobusik.

Cena przejazdu to 10GEL (16-18zł) i płatne w busiku i jak to na wschodzie, rozkładu jazdy brak. Kierowca wraz z dworcowymi asystentami czekają aż wszystkie miejsca się zapełnią i wtedy ruszają w trasę.

Gruzińska Droga Wojenna – główny szlak przechodzący w poprzek Wielkiego Kaukazu, biegnie z Tbilisi (w Gruzji) do Władykaukazu (w Osetii Północnej), łącząc regiony Południowego i Północnego Kaukazu. GDW ma długość 208 km a w najwyższym punkcie, tj. na Przełęczy Krzyżowej wznosi się na wysokość 2379 m n.p.m. (wiki)

Przepiękna trasa, ale jeśli ktoś ma chorobę lokomocyjną to zalecam podwójną dawkę leku. Zakręty, wzniesienia, zjazdy, jazda, delikatnie rzecz ujmując, na krawędzi. Jakość drogi pozostawia wiele do życzenia. Ilość dziur może zrobić z naszego ciała galaretkę, lepiej nie siadać z tyłu.

Kiedy marszrutka wznosi się na 2400 metrów za oknem widzę śnieg, czuję chłód i spokój. Ten widok mnie zauroczył. Nigdy wcześniej nie byłem na takiej wysokości. Pierwszy raz widziałem tak wysokie góry. Szczyty, w tej części Kaukazu, wzbijają się na ponad 5000 metrów. Czyste, rześkie powietrze i zatykające się uszy. Byliśmy na Kaukazie. Moje serce biło szybciej i szybciej. Nie mogłem nacieszyć się widokiem gór i dolin, które wydawały mi się jak wielkie kratery. Na zboczach pasły się krowy. Już widziałem takie na Syberii. Krowy, które same wspinają się wyżej i wyżej po świeże źdźbło trawy. Owce, barany, mali ludzie gdzieś obok swoich wiejskich chat, które wydaja się jak pudełka od zapałek. Opuszczone budynki i ta świadomość miejsca gdzie się jest.

Ostatnim przystankiem po blisko 3 godzinnej podróży, była miejscowość Kazbegi (oficjalna nazywa Stepancminda), która mieści się na wysokości 1700 m n.p.m, Na horyzoncie widać szczyt góry Kazbek (5033,8 m n.p.m), ale on nie jest celem naszej podróży. Tuż obok przystanku widzę tablicę z napisem Władykaukaz. Ta nazwa działa na mnie jak magnes. Od znaku do granicy z Rosją jest jedynie 15 minut jazdy samochodem. Do Władykaukazu 45km…tam wybiorę się innym razem. Teraz jestem tu.

Kaukaz i ja. Poczułem się jak na innej planecie. Poczułem się dobrze.

Gruzja_2016_Danieluk_086
Gruzja_2016_Danieluk_087
Gruzja_2016_Danieluk_088
Gruzja_2016_Danieluk_089
Gruzja_2016_Danieluk_090
Gruzja_2016_Danieluk_091
Gruzja_2016_Danieluk_092
Gruzja_2016_Danieluk_093
Gruzja_2016_Danieluk_094
Gruzja_2016_Danieluk_095
Gruzja_2016_Danieluk_096
Gruzja_2016_Danieluk_097
Gruzja_2016_Danieluk_098

Tbilisi. Przekraczając Verę

Gruzja_2016_Danieluk_048
Gruzja_2016_Danieluk_049
Gruzja_2016_Danieluk_050
Gruzja_2016_Danieluk_051
Gruzja_2016_Danieluk_052
Gruzja_2016_Danieluk_053
Gruzja_2016_Danieluk_054
Gruzja_2016_Danieluk_055
Gruzja_2016_Danieluk_056
Gruzja_2016_Danieluk_057
Gruzja_2016_Danieluk_058
Gruzja_2016_Danieluk_059
Gruzja_2016_Danieluk_060
Gruzja_2016_Danieluk_061
Gruzja_2016_Danieluk_062
Gruzja_2016_Danieluk_063
Gruzja_2016_Danieluk_064
Gruzja_2016_Danieluk_065
Gruzja_2016_Danieluk_066
Gruzja_2016_Danieluk_067
Gruzja_2016_Danieluk_068
Gruzja_2016_Danieluk_069

Odpalam najnowszą płytę Daniela Spaleniaka. Tak się lepiej pisze, tak się lepiej widzi świat który przemyka w oknie autobusu, odbija się w szybkie pędzącego wagonu metra. Jego pierwszy album towarzyszył mi podczas długiej podróży po Chinach w zeszłym roku. Muzyka jest ważna bo pomaga zapisać wszystko to co ważne, co będzie ważne i co wydaje nam się mało ważne.

Wygodne łóżko w mieszkaniu Pani Tamriko. Na stole w klimatycznej kuchni leżał mój stary laptop, którego miałem ochotę już kiedyś wyrzucić przez okno, ale okazało się, że przeżywa swoją drugą młodość. Na próżno bawić w nim godziny w Internecie bo jedyne do czego się nadaje to zgrywanie zdjęć. Ciężki, ale mały. Przez całą podróż miałem wrażenie, że jest cegłą. Od dłuższego czasu wyznaję zasadę, że podróżować trzeba z jak najmniejszą liczbą rzeczy. Tego się człowiek uczy. Pięć lat temu kiedy odbyłem pierwszą daleką podróż byłem spakowany tragicznie. Nie warto jednak o tym pisać.

Wyruszyliśmy na miasto. Naszym celem był budynek o którym napisałem krótki wpis Być mieszkańcem bloku na Nutsubidze 1, ponieważ był to szalenie ciepły dzień w jednym ze sklepów kupiłem wodę. Jej źródło jest niedaleko narodowej wody Borjomi. Jeśli ktoś pił Borjomi to wie o co chodzi. Ową wodę się kocha lub…nienawidzi. Ja tego smaku nie lubię, próbowałem się w nim rozkochać, ale niestety żadne podejście nie zakończyło się sukcesem. Woda Borjomi to wszak lecznicza sprawa, a i na kaca podobno lekarstwo w Gruzji numer jeden, ale dla mnie to jak gdyby napić się wody z Morza Bałtyckiego. Kiedy był dzień taki jak wtedy, gorący, duszny to człowiek jedyne na co miał ochotę to zaciągnąć się zimną wodą do dna. W moim przypadku kolega źródlany okazał się bratem Borjomi. Na początku słona woda, a im dalej tym słonej wody nie idzie niczym przepić. Ma to swój urok, regionalna ciekawostka. Wszak człowiek zapachami, smakiem i muzyką, wraca i wspomina.

Zbliżyliśmy się do Very. Małej rzeki gdzieś na dole wąwozu. Nad nią wielki pusty most. Cała okolica budynku Uniwersytetu pozwoliła mi przenieść się w realia gry The Last Of Us. Zabrakło tylko zombie i studentów. Wszystko jak by opuszczone, martwe, zapomniane. Gdzieś jednak w budynku paliło się światło. Mostem z ciekawym widokiem dotarliśmy do przystanku autobusowego. Byliśmy wtedy bez lokalnej karty sim, więc wszystko trzeba było robić na tzw. rympał. Wsiedliśmy w pierwszy lepszy autobus (niestety autobusy mają kierunki, ulice, opisane po gruzińsku) i pojechaliśmy na Stare Miasto (potoczna nazwa starego Tbilisi).

Na koniec dnia udało nam się wjechać kolejką (taką jak na Gubałówce) na górę i podziwiać skąpane w słońcu miasto. Zawsze gdy widzę jakieś miasta z góry, zamieram i ładuję umysł wspaniałymi krajobrazami, a Tbilisi…ma się czym pochwalić. To rozległe miasto otoczone wzgórzami, a w tle wydaje się górami wysokimi.

W drodze do mieszkania Pani Tamriko wchodzimy do jednego z małych sklepów na ulicy Taszkienckiej kupiliśmy wielką lemoniadę o smaku cytrynowym. Tbilisi szło powoli spać, ciężkie nogi odpowiedziały na kilka prostych pytań o ilości kroków i kilometrów, które zrobiliśmy. Czekały nas jeszcze dwie noce w stolicy Gruzji.