Miesiąc: Luty 2017

Jest 8:38


Poranek o smaku kawy śniadaniowej. Bardzo lubię ten smak, chociaż kawy nie piję, są jednak takie chwile kiedy po kawę sięgam, ale wolę zardzewieć od czaju, jak to mawiał mój znajomy z poprzedniej dekady, Bartek.

W głowie mam setki różnych obrazów. Ostatnio ich wielość i barwność przenika ekspresowo przez moją wyobraźnię, a pamięć wyszukuje najróżniejsze zdarzenia i (po)widoki. Wszystko powoli się znów zaczyna układać, rysować w niepojętą od dawna całość. Widzę też szereg obrazów, których nigdy nie wiedziałem. Słoneczne letnie popołudnie, granatową sukienkę, ciepło wysokich pól, niewyobrażalny spokój i początek książki.

Chwilę potem stoję obok siebie, na odległość kilku wyciągnięć ramion. Stoję i patrzę, chyba niedowierzając, usilnie szukając odpowiedzi na moje niezadane pytania. To wszystko z muzyką w tle (do posłuchania).

Na fotografii Ola, po prostu Hello Tomorrow!

Biały blat

Słucham jakiejś przypadkowej muzyki. Nic ciekawego. Muzyka robi się tłem do tego co bym chciał sobie poukładać. Rzecz w tym, że przez ostatnie pół roku wiele rzeczy miałem do układania w swojej głowie. Zatem nie warto na siłę układać czegoś co wydaje się dobrze dopasowanym.

Siedzę przy moim miałym blacie. Mam tu tablicę korkową ze scenariuszem mojej książki, krem do ciała, żel do rąk, dwa długopisy i pióro. Jakąś kartkę w formacie A4 z różnymi zapiskami. Kilka przypadkowych słów, które układają się w całość tylko w chwili kiedy mają odniesienie do ważnych spraw.

Jest połowa lutego. Rok 2017. Milion myśli na minutę.