Welcome to Iran! Sziraz (cz.1)
















06.03.2017 (poniedziałek)
Teheran. Za oknem srogi deszcz.

Poranne śniadanie, zawsze tak samo uciekający czas, układanie wszystkiego w plecaku. Można by powiedzieć, że jest to rytuał trasy.  W hotelowej recepcji zamówiliśmy taksówkę na lotnisko krajowe Teheran-Mehrabad. Prawie o czasie hotelowy boj, wskazał nam ręką, że samochód czeka. O dziwo nie była to taksówka, ale to już tak jest. Każdy chce zarobić, każdy poleca swojego. Osobiście jest i było mi wszystko jedno. Byle dojechać na lotnisko. Cena za przejazd to 350,000 Riali (35zł).

Młody kierowca nie zdołał zamknąć klapy bagażnika i ruszyliśmy. Mieliśmy blisko dwie godziny do krajowego odlotu. Nawet więcej. Samochód ruszył i od razu wbił się w korek. Deszcz sączył się z nieba jak moje myśli, a ja zastanawiałem się jak bardzo będę miał mokry plecak. Nawet więcej, zastanawiałem się kiedy ktoś po prostu go ukradnie i zostanę bez ubrań, słodyczy i innych pierdół. Zawsze, ale to zawsze w małym plecaku mam wszystko to co najważniejsze, włącznie z różnego rodzajami kabli. Ubrania ubraniami, ale skarpetami nie naładuję kamery czy innego elektrogadżetu.

Przemierzaliśmy Teheran z prędkością spacerującego człowieka. Wraz z przesuwającą się wskazówką mojego zegarka, rosło we mnie podminowanie. W pewnym momencie zacząłem się nawet śmiać, a potem gdy nastawiałem minutnik w telefonie do granicy krytycznej, poczułem ogromnie wkurwienie. Na twarzach chłopaków wyglądało to podobnie. Ponieważ nasz młody kierowca, dostał prawo jazdy, a w zasadzie znalazł je w opakowaniu tureckiej chałwy, nie wiedział, że korki da się ominąć bocznymi drogami. To było dla niego chyba za wiele. Było późno, za późno, przed oczami widziałem cały walący się plan, o ile nie uda się przebukować biletów i ładować  kasę za błąd młodego leszcza Hassana z koprem pod nosem. Hassan dla rozładowania stresu pokazywał nam na swoim telefonie pieska. Miałem ochotę wsadzić mu ten telefon w jego perską paszczę.

Deszcz lał, okna parowały, ale Hassan tłumaczył swoim persko-nieangielskim, że jego auto jest na CNG*, że nie ma paliwa w baku, a klimatyzacja działa na silniku zasilanym benzyną, więc Hassan nic nie widział. Co tam. Ważne, że auto się toczyło. Hassan walczył z oknem.

Hassan był chyba pierwszy raz na lotnisku krajowym bo nie wiedział gdzie znajduje się hala odlotów. Była może 9:15, może 25 minut po. Odlot samolotu był zaplanowany na 9:45. Hassan zatrzymał się przed halą i jeszcze zaproponował nam, że pójdzie sprawdzić czy to ten terminal, a najlepiej gdyby przytaszczył nam wózek na nasze bagaże. Deszcz lał jak najęty, a my już nie mieliśmy czasu. Pamiętam, że wrzuciłem swój plecak na głowę i biegliśmy jak szaleni po jeziorach na chodniku. Trochę zaleciało nam klimatem Operacji Argo, wpadliśmy do terminalu chyba w ostatniej chwili, Grzesiek przeleciał jak dzik przez wstępną kontrolę, że pilnujący ją wojskowy, nawet nie zauważył, że ktoś ominął punkt kontrolny. Na ekranach wyświetlały się wszystkie rejsy w języku perskim i nagle pojawił się nasz lot. Chwilę potem nasze bagaże leżały na taśmie i otrzymaliśmy swoje karty pokładowe. Cały ten bieg, pęd, nerwy właśnie rozpoczęły proces wygaszania. Hassan powinien dostać po dupie. Zużył we mnie całe pokłady siły i cierpliwości na ten dzień.

W samolocie było sporo turystów, szczególnie ciekawa była grupa Amerykanów (oni nie mogą po Iranie podróżować indywidualnie), a taże kilka starych Włoszek. Lot trwał godzinę z groszami, niski pułap spowodował, że mogłem delektować się pięknem tego rejonu.

Na samym lotnisku, udało się kupić kartę SIM (podczas zakupu, trzeba było odcisnąć swój odcisk palca), a na nas czekał kierowca Hassan, który skocznym rytmem z głośników, zawiózł nas do hotelu. Na zewnątrz blisko 20 stopni ciepła, pełnia słońca i poczucie, że będzie co robić w tym mieście, a właściwie co fotografować.

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ 

*) CNG (ang. Compressed Natural Gas) jest to paliwo – gaz ziemny w postaci sprężonej do ciśnienia 20-25 MPa. Służy do napędu pojazdów silnikowych zarówno z zapłonem iskrowym jak i z samoczynnym. Na świecie jeżdżą ponad 4 miliony samochodów zasilanych sprężonym gazem ziemnym. / wikipedia

One comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *