Miesiąc: Marzec 2018

Terespol na chwilę

Po pewnym kilometrze trasy radio zaczyna łapać fale zza Bugu. Dzięki temu wchodzę w ten jedyny w sobie klimacik. Słuchanie białoruskiego radia zazwyczaj trwa chwilę. Potem skręt w lewo i już tu jestem. W Terespolu. Miejscu które miało i ma ogromny wpływ na to gdzie jestem, kim jestem i co robię.

Stół w kuchni. Ten sam od zawsze jak większość rzeczy w tym mieszkaniu z widokiem na remizę lokalnej OSP. Czaj ma tu inny smak, chyba najlepszy. Wszystko wydaje się niezmienne i piękne. Warto pielęgnować miejsca i chociaż kalendarz wisi tutaj od 23 lat to nigdy nie zostanie wyrzucony. Co miesiąc zmienia się jego stronę, a widoki od dwóch dekad zachwycają.

Przyjechałem tutaj ze swoim łóżkiem, które tutaj spędzi resztę swojego życia. Na małej szafce telewizor z naziemną telewizją. Od kiedy pamiętam odbierał telewizją zza wschodniej granicy. Przyznam się bez bicia, że wielu rzeczy z niej nie rozumiem, ale lubię jak Tata wchodzi do pokoju, a ja leżę na łożku i mówi, że nie rozumie jak mogę to oglądać. Ja za pomocą telewizji odbywam podróż po Brześciu, Mińsku i Rosji, bo rosyjska telewizja też gości w domach na Białorusi.

Niedaleko dworca jest cmentarz. Zawsze jak tu jestem to tam wchodzę i szukam grobu Wojtka, który leży tam od sierpnia 2005 roku. Miał 22 lat. Był moim kolegą z dzieciństwa, który zaszczepił we mnie miłość do map. Pamiętam jak w małym pokoju rysował mapy Terespola. Do dziś to pamiętam i jestem mu za to wdzięczny.

Patrzę raz jeszcze na skrzyżowanie i wspominam drewniany słup. To tylko początek, resztę zostawiam dla siebie i w sobie.

30 godzin w Krakowie

Zostałem poproszony o kilka fotografii z pewnego wydarzenia dla mojego francuskiego klienta. Nominalnie miało to być w Chorzowie, ale trafiłem do Krakowa. Już widziałem jak spaceruję po Katowicach, ale niestety. Następnym razem. Tu się przyznam, że do Krakowa nie mogę się przekonać, to miasto ma w sobie coś czego nie czuję. Nie wzdycham na widok Rynku, kamienic, tej Wisły i bajgli. Nie czuję tej wymuszonej artystycznej świadomości.

Przyjechałem do Krakowa pociągiem. To był idealny wybór bo mogłem popatrzeć w szybę i nadrobić Netflix’a. Potem autobus i byłem już w hotelu. Uwielbiam hotele, uwielbiam ich dziwny porządek i ciszę. Uwielbiam ten moment kiedy otwieram drzwi od pokoju. Uwielbiam kraść wszystkie poduszki z innych łóżek i tulić się do nich całą noc. Dawno nie słyszałem szumu ulicy. Spałem jak dziecko. Wypiłem czaj bez miodu i cukru. Ta szorstka ciecz dała mi dużo siły.

Na cały wyjazd spakowałem się do mojego plecaka ze sprzętem. Wydzieliłem sobie jedną większą przegródkę w której miałem kilka osobistych rzeczy w tym moją podróżniczą szczoteczkę.  Wymagało to małej gimnastyki, ale się udało. Mówiłem Wam, że lubię mieć ze sobą mało rzeczy?

Kraków przyniósł mi dwa ciekawe spotkania, szczególnie z Wojtkiem „ra2nski” który lata dronami i uwielbiam jego fotografie. To była pierwsza nasza rozmowa przed wspólnym projektem, jeśli to tak można nazwać.

Wracając do Warszawy miałem cały przedział dla siebie. Otwierałem co jakiś czas okno by poczuć jak do przedziału wpada zimne powietrze.