Strona główna » Charków (cz.1)

Charków (cz.1)


Listopad. Razem z Dawidem wsiadamy w samolot z Warszawy i lecimy do Charkowa. Wróć. Wsiadamy w pociąg do Krakowa, a tam na lotnisko i lecimy do Charkowa. Jak zawsze wybór padł na Wizzair, którego lubię i wybieram jako pierwszą możliwość przelotu, ale to już jakiś szczegół. Dwa dni później dołączył do nas Grzesiek. W każdym razie Charków od dawna chodził mi po głowie, a w 2021 roku kiedy to na celownik wziąłem Ukrainę, Charków musiał się znaleźć. Nie ukrywam, ale dogodne połączenia lotnicze z Ukrainą to zawsze zachęta do odbywania podróży. Kiedy piszę ten wpis (styczeń 2022) to podróżowanie trochę się zmieniło bo po przylocie spoza strefy Schengen należy wykonać test. Nie ukrywam, ale jest to rzecz która mnie zniechęca, no ale jakie czasy takie koszta podróżowania. Nie będę przecież rezygnował z podróżowania.

Wracając do Charkowa. Miasto jest ciekawe, ale w całej hierarchii miejsc na Ukrainie nie jest wysoko. Warto zobaczyć tak jak wiele innych miejsc. No dobrze. Charków. Nowoczesne lotnisko zbudowane na Euro 2012. Potem Uber do hotelu. Z Dawidem od razu ruszamy na miasto w celu konsumpcji Big Tasty™. To taka nasza tradycja. Jest chłodno. Następnego dnia temperatura spadnie do -8. Z ust bucha para. Wyjazd jest kontynuacją naszych małych tradycji. Metro. Tramwaj. Socrealistyczne budowle. Pogoda dopisuje. Do tego wieża Eiffla która zaprasza klientów do centrum handlowego. Znowu metro. Kiedy wpada do Charkowa Grzesiek, odwiedzamy ogromny mural z Jurijem Gagarinem. Następnego dnia odwiedzamy Cmentarz Ofiar Totalitaryzmu. Odwiedzanie polskich miejsc za naszą granicą powinno być czymś naturalnym. Jestem Polakiem więc obowiązki mam polskie. Warto zwyczajnie pamiętać o tych którzy oddali to co najcenniejsze w walce o wolność. Cmentarze są smutne.

Charków musi być piękny latem. Zielone parki, deptaki pełne ludzi. Nie przeszkadza wszystkim czołg na cokole, czy prawie na wysokości nieba sierp i młot. Mój aparat ma co robić, chociaż marzną mi palce. Kupuję w jednym z zachodnich sklepów najtańsze rękawiczki. Mam podwójną warstwę. Wracam do gry. Tutaj ludzie mówią częściej po rosyjsku jak ukraińsku. Do granicy przecież z 20 kilometrów. Do granicy z Rosją. Ciężko nam Polakom zrozumieć trochę jak to wszystko działa na tej Ukrainie. Że zachód na zachód, że wschód czuje bliższe powiązania z Rosją. Od wielu dekad zmieszany naród, zaraz będzie wiek. Na pewno wielu mieszkańców Charkowa ma rodziny po drugiej stronie granicy. Ogromna flaga w barwach letniego pola żyta i błękitu nieba, przypomina jednak gdzie jesteśmy. W telewizji pokazują to co dzieje się na granicy polskiej i białoruskiej.

Snujemy się po mieście, rozmawiamy, oglądamy telewizję. Tak wyglądało moje pożegnanie z Ukrainą. W wynajmowanym mieszaniu było zimno, leżałem z zamkniętymi oczami, plecami do kaloryfera. Było dobrze.

Trochę zdjęć zrobiłem, dlatego też podzielę Charków na kilka części.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.