Kategoria: 2015

Rok Kozy

Kończy się rok. To czas by zrobić małe podsumowanie tego co działo się przez te 12 miesięcy. Chociaż do końca roku jeszcze kilka chwil, to jednak śmiało można go opisać i pokazać. Działo się dużo, ale paradoksalnie na blogu niewiele. Chyba wiem czym to jest spowodowane. Większość strumienia fotograficznego przelewa się do Instagramu, ale wiernie i dzielnie będę kontynuował pracę u podstaw. Statystyki nie powalają, ale dziś nie jest to najważniejsze. Nie jestem „blogerem”, który robi wszystko pod coś, dla kogoś, za coś. Fotoblog jest, był i będzie moim fotograficznym notatnikiem do którego lubię i będę wracał by zobaczyć co działo się na kartach mojego życia.

Ten rok był pod znakiem tworzenia wideo. Cieszy mnie to, ale fotografia nadal pozostaje niezagrożonym numerem jeden. Zapraszam wszystkich zainteresowanych na małą podróż po 12 miesiącach. Mam taką swoją małą mapę na której zaznaczam moje podróże (małe i duże) i widzę, że ten rok zdominowała Polska. Na mojej mapie zabrakło jedynie Szczecina i okolic. Tam jest mi najdalej, ale muszę to nadrobić!

Tytuł wpisu jest „Rok Kozy” czyli koza (owca) jest symbolem kultury, odnosi się do czasu relaksu, pielęgnowania i zbierania sił (link). Tak mówi chiński kalendarz. Coś w tym jest. Ostatnie chwile na przyjemne przepuszczanie czasu przez palce.

Wybór zdjęć był trudny ponieważ większość zdjęć pojawia się na Instagramie, a tu chciałem wrzucić (co się udało) zdjęcia zrobione tylko aparatem.

Styczeń
Styczen
W styczniu pojechałem zbierać myśli i pomysły tam gdzie po zachodzie słońca nic nie rozprasza. Postanowiłem na południowej ziemi Podlaskiej, gdzie styka się z północną Lubelszczyzną zapoczątkować cykl wideo „Zwykłe Rzeczy„, który obecnie jest w wielkiej fazie eksperymentu. Plany na 2016 rok są, więc trzymajcie kciuki!

Lubię Terespol i okolice. To jednak część mojego życia, dzieciństwa, miejsc i symboli, które w sobie pielęgnuję. Na fotografii słup graniczny na Bugu (koło miejscowości Neple). W tle Białoruś.

Luty
Luty
Zimowe wejście z przyjaciółmi na Babią Górę w Beskidach. To moja pierwsza wizyta w tamtych rejonach. To był 14 lutego. Przepiękna pogoda. Ze szczytu (podejście trwało około 4-5 godzin, ze względu na ogromną ilość śniegu) było widać Tatry. Na górze kilkanaście minut i szyba ucieczka przed nocą. To było niesamowite. Wieczorem w telewizji obrazki płonącego Mostu Łazienkowskiego. Smutny widok i kilka miesięcy problemów.

Na fotografii Kasia.

W lutym też zrobiłem krótki materiał wideo o Adamie, golibrodzie z Opola, który dba o moją brodę.

Marzec
Marzec
Któregoś dnia siedzieliśmy sobie na jednym z portali oferujący noclegi na całym świecie. Z ciekawości rzuciliśmy okiem na ceny noclegów w Japonii. Skoro lecieć do Tokio, dlaczego by nie lecieć przez…Hong Kong? Tak narodził się pomysł na 4 i pół tygodniową podróż po Chińskiej Republice Ludowej i Hong Kongu. W tym mieście spędziliśmy tydzień, a potem ruszyliśmy dalej. Nasza podróż to 5000 kilometrów koleją po Chinach. Jedna z trudniejszych, szczególnie że krótki ale intensywny pobyt w placówce zdrowia w Chińskim Ludowym Szpitalu Yangshuo, odebrał mi sporo sił i radości z podróży.

Na fotografii jedno z osiedli w Hong Kongu (dla tych bloków, chciałbym tam wrócić). Liczyłem. 60 pięter.

Kwiecień
Kwiecien
Kwiecień także stał pod znakiem podróży po Chinach. Podczas naszej podróży odwiedziliśmy wspomniany wcześniej Hong Kong, następnie pierwszym miastem w Chinach był Kanton. Dalej Guilin, Yangshuo, Zhangjiajie, Hangzhou, Szanghaj i Pekin.

Na fotografii chińska flaga z najbardziej rozpoznawalną budowlą w Szanghaju, Oriental Pearl Tower.

Tutaj Zwykłe Rzeczy – Hong Kong & Chiny znajdziecie wszystkie filmiki jakie zrobiłem w Chinach.

Maj
Maj
Wyjątkowo nie moje zdjęcie, a Kasi podczas realizacji krótkiej formy wideo o Hołowczycu. Ten rok był bardzo filmowy.

Czerwiec
Czerwiec
Im cieplej tym było mniej czasu by robić swoje rzeczy. Taki urok pracy jako fotograf.

Tutaj na fotografii wnętrze stodoły należącej do mojej Rodziny z południowego Podlasia. Zawsze gdy tam jestem znikam na chwilę by poszukać ciekawych rzeczy.

Lipiec
Lipiec
Lipiec był zwariowanym miesiącem. Pamiętam jak wracałem nocnym pociągiem relacji Gdynia – Szklarska Poręba. Istna mordownia letnia. Jedyne wolne miejsce znalazłem na podłodze w wagonie do transportu rowerów. Drewniana podłoga i inni mocno śpiący towarzysze drogi. Uwielbiam podróżować pociągiem. W tym roku więcej podróżowałem w wagonach sypialnych niż tych z samymi siedzeniami.

Na fotografii widok z okna statku podczas rejsu Gdynia – Karlskrona.

Sierpień
Sierpien
Moja praca w dłoniach Stevena Mulla oraz jego żony Cheri podczas pożegnalnej uroczystości. Ambasador USA wrócił do domu i podjął się bycia liderem w rozmowach dotyczących atomu i jego energii na linii USA – Iran.

Smutny to był dla mnie dzień.

Wrzesień
Wrzesien
Wojtek Grzędziński trzyma w dłoniach album fotograficzny o prezydenturze Bronisława Komorowskiego. Wojtek przez blisko 5 lat był jego osobistym fotografem. Sąsiad.

We wrześniu do moich narzędzi fotograficznych (aparat, telefon) dodałem małego Fuji x100t. Czegoś takiego mi brakowało. Cichy i skuteczny.

Październik
Październik
Brakowało nam czau na wakacje. Ciągle coś. Na szczęście udało się załapać kilka oddechów w najpiękniejszym miejscu na ziemi tuż pod Kazimierzem Dolnym.

Listopad
Listopad
W listopadzie udałem się na zdjęcia do Berlina. To jest właśnie najśmieszniejsze, że człowiek jedzie do dużego fajnego miasta i przywozi dla siebie 2 fotografie. Reszta trafia do klienta. Na szczęście z najlepszym męskim kompanem do podróży Dawidem, udaliśmy się do chłodnego Kijowa i Lwowa na fotograficzne spacery. To taka nasza już chyba tradycja by jesienią wyskoczyć za wschodnią granicę. Wcześniej była Białoruś, rok temu Ukraina-Mołdawia-Naddniestrze. Teraz znów Ukraina. Nie ukrywam, ale teraz chyba czas na Rosję. W dzisiejszych czasach takie słowa mogą być karalne, ale tęskni mi się za nią.

Na blogu pojawią się jeszcze zaległe wpisy z Kijowa i Lwowa.

Grudzień
Grudzien
Po powrocie z Ukrainy razem z Kasią wsiedliśmy w samolot i polecieliśmy do ciepłego Izraela na kilka dni. Tego nam trzeba było (aktualnie dodaję wpisy z tej podróży).

Mieliśmy ambitny plan by na terenie Palestyny dotrzeć do opuszczonego parku wodnego. Niestety wysoki płot nie pozwolił nam się tam dostać. Obok pole minowe i opuszczona baza wojskowa. O tym, że nie można po niej chodzić, dowiedzieliśmy się dopiero przy wyjściu :) taki był ten rok!

Ostatnie 11 godzin ostatniego dnia roku więc na jednej nodze udało mi się zrobić ten wpis :) Wszystkiego dobrego i oby 2016 był 10x lepszy od tego!