Kategoria: Ja

Sobotni ciepły kubek

Organizm się przyzwyczaja do pewnego stanu, rytmu, kiedy tylko jedna z tych rzeczy zostanie gdzieś zaburzona to ciężko jest znów powrócić do jakiejś normalności. I tak poniekąd jest z sobotą, która od kwietnia kojarzy mi się z pewnym znanym mi układem zadań i rzeczy. Gdzieś w przyszłości będzie to wyglądać podobnie, ale tak daleko nie patrzę, nie zaglądam i nie planuję bo nie od dziś wiadomo, że niczego nie da się zaplanować.

Siedzę na łóżku, słucham spokojnej muzyki, na podłodze leży jeden z moich ulubionych kubków, który kupiłem sobie w Kijowie z samolotem Tu-134. Chociaż kubków w szafce mam kilka z tego smakuje najbardziej. Sam tego nie rozumiem.

Codziennie w nocy budzę się około godziny czwartej. Czwarta w nocy czy czwarta nad ranem. Leżę z ciężkim ciałem na łożku i znów zamykam oczy w poszukiwaniu utraconego snu. Dziś miałem sen i wybudzenie się było największym szczęściem. Coś powoli się układa w głowie, ale jeszcze nie czas na to by spokojnie przemyśleć sobie to gdzie i kim człowiek jest, a mowa o własnej osobie.

Pisanie o sobie jest terapią i szukaniem siły na życie.

Czekam.

Ocean

Marzy mi się ocean. Jego brzeg w dowolnej formie i jego zimy, orzeźwiający wiatr. Daleki horyzont i cisza. Cisza w mojej głowie.

W podziemnym przejściu grał jakiś facet, coś wspominał o marzeniach i o tym, że wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Myślałem, że specjalnie dla mnie śpiewa i uderza swoją dłonią o strony starej gitary.

Wieczorne światła miasta Warszawy.

Przestałem śnić na własne życzenie.

America – A horse with no name

Gołębi śpiew

Processed with VSCO with a5 preset Ostatnio nie mam czasu na bloga. Tak zwyczajnie.

Zaległe zdjęcia z wyjazdu na Białoruś, gdzieś krzyczą z elektrycznej szuflady, a ja zwyczajnie nie mam czasu tego wrzucić, napisać kilku prostych słów. A efekty mojej codziennej pracy nie mają szans tutaj wylądować, chociaż bardzo dużo fotografuję.

Ostatnio byłem blisko 40 godzin u mojego Taty w Terespolu. Półtorej doby w miejscu gdzie wszystko jest jakieś sentymentalne. Postęp czasu i wydarzeń. Takie jest to miasto, miejsce, dom. Chociaż pewne rzeczy się nie zmieniają, to jednak tu i teraz, powoduje że odnoszę jakieś wrażenie, że każdy czas jest wyjątkowy. Zawsze też patrzę ciut do przodu i taki stan tu i teraz, naprawa mnie radością.

Przedwczoraj uświadomiłem sobie także, że 1 sierpnia ruszyła machina związana z uroczystościami Powstania Warszawskiego, a to drugi rok kiedy nie muszę tego fotografować. Chociaż ten czas był zawsze nad aktywny i mogłem widzieć wiele ciekawych, mocnych rzeczy to jednak dziś, czuję spokój.

I znów myślami wracam do Terespola i gołębiego śpiewu. Nie znam się na nim i na nich, ale gołębie gruchają w różny sposób. Ten jeden powoduje, że wracam do jednego poranka. To był chyba czerwiec, miałem może z 13 lat, nocowałem u mojego Dziadka na warszawskich ochocie. Otwarte okno, ciepło, to chyba było jakieś religijne święto. I te gołębie i to słońce, poranne, najpiękniejsze. Jak dźwięki potrafią zapisać w naszej pamięci obrazy, takie które mamy tylko w głowie i są dla nas najcenniejsze.

Ostatnio kiedy zasypiam myślę o tych, których już przy mnie nie ma. Wspominam i pamiętam.