Kategoria: Rosja

Lenin wiecznie żywy? / Moskwa cz. 5

Kolejny raz jesteśmy na Placu Czerwonym. Jest godzina 9 rano. Na jednej z wież Kremla biją dzwony, kuranty znane z telewizji czy radia. Tuż przy samym wejściu na Plac Czerwony widać charakterystyczne miejsce na kolejkę. Ponieważ pogoda nie zachęca do spacerów to na samym końcu chodnika widać już kilka osób. Pewnie latem sytuacja wygląda tu zupełnie inaczej. To kolejka do Mauzoleum Lenina.

Razem z Dawidem stoimy w pierwszej dziesiątce ludzi chętnych by zobaczyć Wielkiego Wodza Sowieckiego Sajuza. Wycieczka jest darmowa. Po blisko 40 minutach oczekiwania ilość osób wzrasta. Tuż obok mnie stoi jakiś facet, który na głupiego chce się wepchnąć. Mam to gdzieś. Potem widziałem, że policjantka która pilnowała przepustowości bramek, odesłała go z kwitkiem. Punkt godzina 10 otwierają się bramki. Napięcie rośnie. Jest 11 listopada.

Po przekroczeniu magicznej linii przechodzi się przez bramki do wykrywania mieczy i granatów. Potem Pan policjant (w Rosji nie ma już milicji) oglądał zawartość mojego plecaka. Nie było tam nic ciekawego. Ręką pokazał, że jestem wolny, że udało mi się przejść kontrolę pozytywnie, więc udałem się z Dawidem pod kremlowski mur. Na ścianie widnieją tablice z ważnymi dla systemu nazwiskami, które do dziś nie wiele mi mówią. Ściana pełni rolę cmentarza i chowano tu sowieckich VIP-ów do lat 70-tych XX wieku. Taki nasz Wawel.

Droga prowadziła bezpośrednio do centralnego punktu jakim jest schron Lenina. On sam umarł w 1924 roku. Od razu go zabalsamowano i w tym samym roku powstało pierwsze mauzoleum. W 1930 roku wybudowano już nowe, ale zachowano poprzednią wizję architekta. W 1940 roku Lenin otrzymał nowy sarkofag, który używany był do początku lat 70-tych. Następny sarkofag miał już pancerne szyby. Lenin tylko raz opuścił swój bunkier. Było to podczas II Wojny Światowej kiedy Niemcy zbliżyli się za blisko Moskwy. Od 1953 roku do 1961 tuż obok Lenina leżał Stalin. Dziś Stalin leży za budynkiem mauzoleum. Co ciekawe pod jego popiersiem leży najwięcej kwiatów. Czerwonych.

W czasach ZSRR dach mauzoleum służył jako trybuna do przyjmowania defilady na 9 maja. W 1993 zlikwidowano wartę honorową. Dziś taka warta jest obok Grobu Nieznanego Żołnierza tuż za winklem. Trup Lenina był atakowany trzykrotnie. W 1959, 1967 i 1973. Dziś wiele osób chce by Lenina pochować, ale Putin kilka dobrych lat temu powiedział, że Lenin nadal będzie tam spał.

Przed wejściem do mauzoleum stał żołnierz. Swoim wyglądem przypominał mi filmy o zimnej wojnie i latach 80. Długi płaszcz i wielka czapa. Ręką nakazał mi zdjąć czapkę. I wskazał kierunek wejścia. Pierwsze schody i kolejny żołnierz. Miałem wrażenie, że co trzy metry stał właśnie jakiś chłop w płaszczu. Kolejne schody w dół. Zaczęło się robić ciemniej i ciemniej. Nagle pojawiło się ogromne pomieszczenie, tak mi się do dziś wydaje że było wielkie. Po środku sarkofag.

Sarkofag można obejść z trzech stron. Sarkofagu nie da się dotknąć. Oczywiście można spróbować, ale po pierwsze można wypaść za kamienną barierkę, murek i spaść na dół. Po drugie myślę, że jeden z żołnierzy odstrzelił by rękę. Po trzecie nie wiem po co. W środku panowała dziwna ciemność, a rozświetlony delikatnym czerwonym światłem sam Lenin wygląda jak żywy!

Doznałem dziwnego uczucia. To coś jak gorzko-słodki smak. Połączenie przerażenia i ciekawości, fascynacji tym zjawiskiem. Nie jestem i nie byłem zwolennikiem Lenina i jego dzieł, ale samo spotkanie z człowiekiem-symbolem-radzieckim robi wrażenie. Sam nie wiem dlaczego. Może dlatego, że Lenin widnieje na całym wschodzie. Już nie wszędzie, ale nadal się z nim silnie kojarzy i zlewa. W Moskwie lądowaliśmy dzień po 100-tnej rocznicy Rewolucji Październikowej.

Idąc wzdłuż murka co jakiś czas zwalniałem by wyostrzyć wzrok i zobaczyć wszystko dokładnie. W mauzoleum nie wolno się zatrzymywać, rozmawiać i fotografować. Myślałem, że jego ciało jest w gorszym stanie bo w zasadzie ciężko było sobie cokolwiek wyobrazić. Oczywiście są jakieś zdjęcia w sieci, ale to nie jest to. Muszę przyznać, że jego skorupa jest w bardzo dobrym stanie. Wygląda jak by spał, długo spał. Dwie rzeczy zrobiły na mnie spore wrażenie, oczywiście pomijając klimat tego wnętrza. Pierwsze to jego włosy na twarzy, a raczej broda. Każdy włos można było policzyć. Drugą rzeczą były jego dłonie. Jedna zaciśnięta, druga swobodnie położona. Nie wiem do dziś dlaczego, ale te dłonie widzę przed swoimi oczami. Zastanawialiśmy się z Dawidem czy Lenin ma nogi bo ich nie widać. Widać tylko popiersie i ręce.

Po chwili znów żołnierz i schodami na górę. W środku byliśmy może…30 sekund! Chociaż miałem wrażenie, że wszystko trwało o wiele dłużej, a moje małe przystanki pozwoliły mi zapamiętać więcej. Szkoda, że nie mam ani jednego zdjęcia ze środka. Więc jeśli kiedyś będziecie w Moskwie, a Lenin nadal będzie tam leżał to warto przyjść wcześniej i zobaczyć na własne oczy to wszystko. Dla mnie był to zwyczajnie punkt obowiązkowy. To troszkę jak być w Paryżu i nie wjechać na jej wieżę. Taki to jest ładunek. Jak piszę ten tekst nadal czuję to przerażenie i ciekawość.

Roczne utrzymanie Lenina to koszt około 200,000$.

Po wyjściu z mauzoleum można napotkać popiersie Stalina, które dosyć szybko ominąłem i skierowałem się ku ścianie Kremla. Była tam tablica nagrobna pierwszego człowieka w kosmosie – Jurija Gagrina. Jako fan kosmosu oddałem mu w głowie hołd. I ruszyłem ku wyjściu. Jego tablicę z oddali fotografowałem w kwietniu 2011 w dniu mojego pierwszego długiego lotu Moskwa – Władywostok.

Czertanowo. Blokowisko. / Moskwa cz. 4

















Program telewizji śniadaniowej został przerwany przez wypowiedź Putina. Może program się skończył, a może gdzieś w aurze zapomnienia ktoś z nas przełączył kanał. Jego twarz budzi pewien niepokój, ale pokazuje że on też jest człowiekiem i każdego czeka ten sam koniec. Za oknem zrobiło się strasznie smutno. Gdzieś te wczorajsze słońce i błękitne niebo odpłynęło, zamieniając się miejscem z zimnem i miliardami kropelek.

Wagonik metra jedzie szybko, trzęsie czasem niemiłosiernie. Kolejne stacje, kolejne setki pokonanych metrów. Nasz stacja. Czertanowskaja. Stacja ma tyle lat co ja. Wysiadamy. To pierwsza część naszej podróży na dziś. Jak tylko dotarliśmy do szklanych drzwi, naszym oczom ukazał się żyjący moloch. Blokowiska na Czertanowie. Jeszcze wczoraj oglądaliśmy film SF o tym jak właśnie tutaj rozbija się ogromny statek kosmiczny. Blokowiska od lat przyciągają, czasem dają spokój, taki dziwny nie do opisania.

Za każdym razem nachodzą mnie te same myśli. Za każdym razem poszukuję zwykłego życia. I zawsze zastanawiam się dlaczego ciągnie do tych blokowisk. Tak to jest jak człowiek pochodzi z bloków, a szara płyta jest oznaką domu.

Robi się przenikliwie zimno. Nawet już nie chce mi się wyjmować aparatu.

The Moscow City / Moskwa cz. 3


Drugi poranek. Trzeci dzień w mieście. Śniadanie. Ambitne plany. Pierwsze co robimy rano to uruchamiamy telewizor (ja w domu nie mam) i słuchamy rosyjskiej muzyki. Akurat ta jest z lekka koszmarna, ale to też tradycja. Wieczorem obejrzymy jakiś film.

Każdego dnia wyznaczaliśmy sobie miejsca, które chcieliśmy zobaczyć. To jest właśnie ta największa przyjemność z wolności podróżowania. Po śniadaniu wsiedliśmy w metro i pojechaliśmy zobaczyć moskiewski Nju Jork. Na jednej ze stacji metra się zwyczajnie zgubiliśmy i wsiedliśmy nie tam gdzie trzeba. Dziwne i miłe to uczucie po prostu się gdzieś i kiedyś zgubić. Moskiewskie metro jest do tego idealne. Pamiętam jak pierwszy raz w Warszawie wsiadłem nie w ten wagon i pojechałem w przeciwną stronę. No dobrze był to rok 1995.

Moskiewskie Międzynarodowe Centrum Biznesowe to dosyć nie duży obszar na którym mieszczą się różne wieżowce. Można poczuć się tam troszkę jak w Nowym Jorku, ale bardziej mi tam pachnie Hong Kongiem czy Szanghajem. Może to dlatego, że jeden wieżowców przypomina mi siedzibę Bank Of China. Jeszcze widać, że kilka budynków się buduje, a wszędzie widać ślady placów budowlanych, a co za tym idzie wielu azjatycko wyglądających robotników, dodaje to swojego smaku do bycia w Azji w Europie. Nad wszystkim góruje Wieża Federacyjna, która od września 2014 roku jest najwyższym budynkiem w Europie. Urósł na 374 metry. W Moskwie jest też konstrukcja mierząca 540 metrów to wieża Ostankino. Dopiero z drugiego brzegu widać te wielkości. Podoba mi się. Jest słonecznie. Błękit nieba robi dobrze.

Potem udajemy się w rejony stacji Kijewska (mieści się tu też dworzec kolejowy) gdzie mieści się jedna z kapitalistycznych restauracji (hehe!) McDonald’s w której spożywamy klasycznie Big Tasty! To jest taka nasza tradycja. W tym roku ową kanapkę jadłem w Bukareszcie (bez Dawida bo nie mogłem wytrzymać), Belgradzie i Moskwie. Ten kto jej nie jadł albo nie lubi Mc lub też tam czasem jada, ale się nie przyznaje to powiem Wam, że sukcesem tej kanapki, tuż obok wielkości jest sos. Nie wiem z czego to robią, ale jest dobre jak diabli. Tej kanapki nie ma w Polsce. Była kiedyś i powiem Wam, że to dobrze. Tradycja jakaś musi być! W tym roku byłem w dwóch z siedmiu Państw na świecie gdzie nie ma Mc: Iran i Macedonia. Taka anegdotka na Piechocińskiego.

Napełnieni imperialistyczną paszą udajemy się na Wzgórza Worobiowe (do 1992 roku były to Wzgórza Leninowskie) z których rozpościera się widok na Moskwę i stadion Łużniki. Jest piękna pogoda więc okupuję lunetę (o dziwo jest za darmo!) i odszukuję Plac Czerwony, który zlewa się swoją wysokością z całym miastem. Za naszymi plecami jest Moskiewski Uniwersytet Państwowy im. Łomonosowa do którego wrócimy innego dnia. Przy wejściu do metra zatrzymuje nas policja (nie ma już milicji). Policjant sprawdza, patrzy i po angielsku mówi (ten obok w zimowej czapie się śmieje): Welcome in Moscow. Wchodzimy na stację metra i otula nas ciepło.

Na jednej ze stacji metra patrzę na jej sufit. Widzę dwa balony. Jeszcze tu wrócę innego dnia, ale balon będzie już tylko jeden.