Kategoria: Tekst

Biały blat

Słucham jakiejś przypadkowej muzyki. Nic ciekawego. Muzyka robi się tłem do tego co bym chciał sobie poukładać. Rzecz w tym, że przez ostatnie pół roku wiele rzeczy miałem do układania w swojej głowie. Zatem nie warto na siłę układać czegoś co wydaje się dobrze dopasowanym.

Siedzę przy moim miałym blacie. Mam tu tablicę korkową ze scenariuszem mojej książki, krem do ciała, żel do rąk, dwa długopisy i pióro. Jakąś kartkę w formacie A4 z różnymi zapiskami. Kilka przypadkowych słów, które układają się w całość tylko w chwili kiedy mają odniesienie do ważnych spraw.

Jest połowa lutego. Rok 2017. Milion myśli na minutę.

Sobotni ciepły kubek

Organizm się przyzwyczaja do pewnego stanu, rytmu, kiedy tylko jedna z tych rzeczy zostanie gdzieś zaburzona to ciężko jest znów powrócić do jakiejś normalności. I tak poniekąd jest z sobotą, która od kwietnia kojarzy mi się z pewnym znanym mi układem zadań i rzeczy. Gdzieś w przyszłości będzie to wyglądać podobnie, ale tak daleko nie patrzę, nie zaglądam i nie planuję bo nie od dziś wiadomo, że niczego nie da się zaplanować.

Siedzę na łóżku, słucham spokojnej muzyki, na podłodze leży jeden z moich ulubionych kubków, który kupiłem sobie w Kijowie z samolotem Tu-134. Chociaż kubków w szafce mam kilka z tego smakuje najbardziej. Sam tego nie rozumiem.

Codziennie w nocy budzę się około godziny czwartej. Czwarta w nocy czy czwarta nad ranem. Leżę z ciężkim ciałem na łożku i znów zamykam oczy w poszukiwaniu utraconego snu. Dziś miałem sen i wybudzenie się było największym szczęściem. Coś powoli się układa w głowie, ale jeszcze nie czas na to by spokojnie przemyśleć sobie to gdzie i kim człowiek jest, a mowa o własnej osobie.

Pisanie o sobie jest terapią i szukaniem siły na życie.

Czekam.

Gołębi śpiew

Processed with VSCO with a5 preset Ostatnio nie mam czasu na bloga. Tak zwyczajnie.

Zaległe zdjęcia z wyjazdu na Białoruś, gdzieś krzyczą z elektrycznej szuflady, a ja zwyczajnie nie mam czasu tego wrzucić, napisać kilku prostych słów. A efekty mojej codziennej pracy nie mają szans tutaj wylądować, chociaż bardzo dużo fotografuję.

Ostatnio byłem blisko 40 godzin u mojego Taty w Terespolu. Półtorej doby w miejscu gdzie wszystko jest jakieś sentymentalne. Postęp czasu i wydarzeń. Takie jest to miasto, miejsce, dom. Chociaż pewne rzeczy się nie zmieniają, to jednak tu i teraz, powoduje że odnoszę jakieś wrażenie, że każdy czas jest wyjątkowy. Zawsze też patrzę ciut do przodu i taki stan tu i teraz, naprawa mnie radością.

Przedwczoraj uświadomiłem sobie także, że 1 sierpnia ruszyła machina związana z uroczystościami Powstania Warszawskiego, a to drugi rok kiedy nie muszę tego fotografować. Chociaż ten czas był zawsze nad aktywny i mogłem widzieć wiele ciekawych, mocnych rzeczy to jednak dziś, czuję spokój.

I znów myślami wracam do Terespola i gołębiego śpiewu. Nie znam się na nim i na nich, ale gołębie gruchają w różny sposób. Ten jeden powoduje, że wracam do jednego poranka. To był chyba czerwiec, miałem może z 13 lat, nocowałem u mojego Dziadka na warszawskich ochocie. Otwarte okno, ciepło, to chyba było jakieś religijne święto. I te gołębie i to słońce, poranne, najpiękniejsze. Jak dźwięki potrafią zapisać w naszej pamięci obrazy, takie które mamy tylko w głowie i są dla nas najcenniejsze.

Ostatnio kiedy zasypiam myślę o tych, których już przy mnie nie ma. Wspominam i pamiętam.