Kategoria: Ukraina

Polećmy do Iranu!

Kiedyś musiałem o tym pisać. O mojej małej liście, którą mam w głowie. Ta lista dzieli się na co najmniej dwie części. Pierwsza to miejsca (kraje) do których chciałbym się kiedyś udać, takie TOP 10. Druga lista to czarna lista, czyli miejsca (kraje), które są u mnie mentalnie zablokowane (dla przykładu Egipt czy Dubaj). Może to się kiedyś zmieni, może pozycje się zamienią. Może jak się zestarzeję to będzie mi wszystko jedno. Tego nie wiem, ale pierwszą listę wyjątkowo w głowie pielęgnuję i od lat powoli zakreślam te pozycje, które zobaczyłem. Taką pozycją był i jest Iran. Miejsca odwiedzone nie wypadają z listy bo nadal śledzę co tam się dzieje. Tego nie da się ot tak wyrzucić. Są miejsca do których ozegularnie wracam lub wracać planuję.

Decyzję o podróży do Iranu podjąłem po słowach Szymona (instagram.com/szymonslipko), który oznajmił, że kupił bilety w dobrej cenie razem ze swoimi kumplami (w nocy). Zwyczajnie się wprosiłem bo uświadomiłem sobie, że będzie to doskonała okazja by tam się udać, szczególnie w takim gronie osób, które podzielają moją podróżniczą fascynację wschodnim kierunku. Był wrzesień. Miałem bilety na lot Kijów – Baku – Teheran – Baku – Kijów. Nie miałem głowy na nic więcej, bo już jedną nogą wchodziłem do samolotu który miał mnie zabrać do Waszyngtonu na jedną z najważniejszych podróży w moim życiu. Tuż przed wyjazdem do USA złożyłem wniosek o nowy paszport, ponieważ w starym miałem dwie pieczątki z Izraela (posiadanie czegokolwiek z Izraela czyni go nieważnym), które dostałem w grudniu 2015. Wcześniej jednak przeczytałem, że można starać się o równoległy paszport właśnie w takich przypadkach. Taki paszport jest ważny 2 lata (ma te same numery) i jego koszt to blisko 300zł. Wcześniej trzeba złożyć odpowiedni wniosek do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Tak też uczyniłem. Po blisko tygodniu, otrzymałem odpowiedź, że mój wniosek jest niepełny i otrzymałem blisko dwanaście punktów, pytań. Wierzcie mi, ale zabrakło mi ostatniego o próbkę moczu i kału. Odpuściłem. Poczułem się jak szkodnik, szpieg, jak osoba która chciałaby nowy paszport oddać osobie trzeciej, ba sprzedać! Odpuściłem sobie. Tuż przez wylotem do USA miałem nowy (nadal w urzędzie), ale w starym miałem wizę USA, więc nie chciałem robić sobie kłopotu. Nowy odebrałem po powrocie.

Wizę do Iranu można dostać prawie bezproblemowo. Pierwsze co trzeba zrobić to poprzez jedną z kilku firm otrzymać specjalny numer od irańskiego MSZ, który otworzy nam drogę do ambasady i złożenia wniosku. Zatem całość z wizą to około 500-600zł. Ambasada Islamskiej Republiki Iranu, mieści się w Warszawie, wiec to miałem pod nosem. Po blisko siedmiu dniach, wiza była gotowa do odbioru. Mój paszport czysty, posiadający wklejoną jedną wizę, bez żadnych innych wiz, pieczęci. Był goły, smutny, pozbawiony blisko 9-ciu lat moich podróży po świecie. Czułem się jak cipa. Ten stary paszport nie jedna brudna łapa trzymała. Wiele ambasad, skanów, przeciągnięć, pieczątek. Wszystko to było wspaniałym, fizycznym zapisem podróży. Mój paszport, zawsze nosiłem, noszę i będę nosił z dumą na sercu. Polskie MSZ jednak chyba tak nie uważało.

Nasz wyjazd obejmował 10 dni. Jego trasa to Warszawa – Kijów (1 noc) – Baku – Teheran (2 noce) – Sziraz (2 noce) – Isfahan (1 noc) – Teheran – Baku – Kijów (1 noc) – Warszawa. Dwie noce spędziliśmy w autobusach. W Teheranie i Baku po cały dzień bez spania. Całość wyniosła około 10,000 kilometrów. W tym 7 lotów.

W dobrej cenie kupiłem bilety na trasie Warszawa – Kijów – Warszawa naszym LOT-em (można narzekać jak zawsze i wszędzie, ale LOT-em uwielbiam latać i jeśli tylko będę miał taką okazję to będę ich wspierał, nawet jak dostanę tylko małe Pryncze Polo) za 360zł. Bilety z Kijowa do Teheranu to koszt około 650zł (z dużym bagażem). Do tego wiza azerska (by wyjść z lotniska) za 100zł. Do tego doszedł koszt ubezpieczenia, które jest obowiązkowe przy składaniu wizy, ale nawet jak gdzieś nie ma wizy to ZAWSZE trzeba się ubezpieczyć. To nie są ogromne koszta (140zł), a ile potem może być mniej problemów. Odpukać. Raz korzystałem z pomocy w Chinach i gdyby nie ubezpieczenie to nawet nie myślę jak by to wszystko wyglądało.

03.03.2017 (piątek)
Kierowca mojego Ubera (o dziwo rodak), włączył mi głośniej piosenkę Eye Of The Tiger. Ja patrzyłem na chodnik i widziałem jak zostawiam na chwilę to co dziś jest moim życiem. Samochód ruszył, muzyka grała, wzrok wyostrzył mi się na krawędź szyby. Nie słyszałem nic.
– A gdzie Pan leci? – zapytał kierowca
– Do Iranu
– Iraku?
– Iranu!
– A to pewnie jakaś tajna misja. – usłyszałem to i odechciało mi się dalej rozmawiać. Miałem mętlik w głowie.

Samolot do Kijowa wystartował, a ja miałem dla siebie aż trzy miejsca. Samolot to dobre miejsce by przemyśleć, poukładać sobie coś, zapisać jakieś myśli w swoim notatniku. Czasem warto zamknąć oczy i delektować się tym szumem, poczuć że pod stopami ma się kawałek wykładziny, metalu i blisko 10, może 11 kilometrów powietrza. Na tej wysokości zawsze jest słońce. Lubię widzieć skrzydło, chmury i bezkres nieba. Powierzam swój los tej maszynie i dwóm gościom w kokpicie. Staję się w pewnym sensie aresztowany.

Pod lotniskiem czekał na nas kierowca, który z podkijowskiego lotniska zawiózł nas do Hotelu Ukraina, który góruje nad Majdanem (Plac Niepodległości). To ten hotel, który wygląda jak Pałac Kultury z uciętą górą. Zawsze chciałem spędzić w nim noc i tak się też udało. Korzystając z okazji bycia w Kijowie, zrobiłem sobie spacer po znanych mi miejscach. Nawet wiedziałem gdzie jest poczta by wysłać kartkę. Potem moje ulubione pielmienie ze śmietaną, podróż kijowskim metrem. Lubię to miasto. Byłem tam czwarty raz w przeciągu dekady. Chwila samotności dobrze mi zrobiła. Było chłodno i ciemno.

Materac był szalenie wygodny. Noc zleciała za szybko. Kierowca był prawie o czasie. Siedzieliśmy już w samolocie azerskich linii lotniczych. Czekaliśmy na start do Baku. Po chwili samolot był już nad Czeczenią, Gruzją. Kiedyś trasa była krótsza, ale dziś samoloty omijają Donbas. Samolot przyziemił w Baku. To czterogwiazdkowe lotnisko mnie oszołomiło, bo ostatnio bywałem w jakiś budach. Chociaż mam sentyment do Okęcia (Lotnisko Chopina) to jednak jest to lotnisko brzydkie. Mieliśmy około trzech godzin na kolejny lot do Teheranu. Miejsca z mojej pierwszej listy.

Na wyjazd zabrałem ze sprzętu (im mniej tym lepiej):
– Fuji X100T
– Sony FDR-AX33 (realizowałem film, który będzie ukazywał się w odcinkach / Zwykłe Rzeczy)
– iPhone 7

Najważniejsze rzeczy o jakich warto pamiętać:
– na Ukrainę nie trzeba wiz, Kijów to przepiękne miasto
– podczas transferu w Baku też nie trzeba mieć żadnej wizy, ale przy wyjściu z lotniska już tak. Koszt wizy (można to zrobić on-line) to około 24$
– w Iranie nie działają karty Visa i Mastercard, oczywiście na bazarach widnieją te loga, ale…lepiej tam nie dawać swojej karty, wiadomo
– walutą w Iranie są Riale. 1zł to około 10,000 Riali lub 1000 Tomanów. Banknoty są te same, ale używa się dwóch przeliczników.
– Polska po irańsku to Lachestan
– skoro nie działają karty to trzeba mieć gotówkę, euro i dolary, ja miałem 500$ z czego wydałem na miejscu 300$
– w Iranie nie wolno pić alkoholu i też nie wolno wwozić go, także pornografia i homoseksualizm są karalne
– kobiety po opuszczeniu samolotu muszą mieć już chusty na głowach
– na miejscu kobiet nie podróżowałbym samotnie, ale to moje zdanie dotyczące WSZYSTKICH krajów świata
– nie warto wszystkiego fotografować bo…można mieć problemy, budynki rządowe, wojskowe, metro, lotniska, tam zbierzecie burę za zdjęcia o ile ktoś zauważy, a lepiej nie…w Baku nie wolno fotografować w metrze
– podczas pobytu w Iranie miałem telefon z polską kartą SIM z uruchomionym roamingiem, który miał mi służyć jako telefon bezpieczeństwa (nie skorzystałem)
– przed wyjazdem warto wpisać się do Odyseusza na stronach MSZ
– w Iranie można kupić sobie kartę SIM z Internetem. 3GB to koszt około 35zł, można też dzwonić więc WARTO by każda osoba miała swój irański numer w razie potrzeby kontaktu, podczas zakupu złożymy swój…odcisk palca
– w Iranie wiele polskich stron w tym Facebook są zablokowane, dlatego warto mieć taką aplikację jak VPN, kto był w Chinach wie o czym mowa (używałem ExpressVPN za 11$ za miesiąc)
– warto mieć w swoim telefonie mapy offline (City Maps2Go, nie da się w Iranie zassać map Googla) i tłumacza (Google Translator ma offline), warto też mieć obrazkowy słownik w telefonie
– obowiązkowo warto zapoznać się z obyczajami, nie ważne gdzie jedziemy, nie ważne po co, zawsze będziemy gośćmi, a to my jesteśmy największą wizytówką Polski
– warto mieć xero paszportu i wizy, podczas pobytu w hotelu, paszport jest aresztowany, ale mogą dać xero
– warto negocjować ceny i znać je od górnie, chodzi o taxi. W Iranie modny jest do tego kalkulator
– Teheran to cholernie zakorkowane miasto, pamiętajcie o tym jadąc taxi na lotnisko
– noclegów w Iranie nie da się zarezerwować przez booking.com, airbnb, czy inne ustrojstwa ;) Irańczycy też mają zakaz nocowania obcokrajowców
– nie dać się okraść, warto mieć w jednej z kieszeni jakieś drobne
– ostatnia moja rada: nie ufać nikomu i mieć oczy dookoła głowy, a będziecie bezpieczni prawie zawsze, bo w ryło można dostać zawsze i wszędzie









Homesick – Nabrdalik

Homesick - Maciek Nabrdalik
Homesick - Maciek Nabrdalik
Homesick - Maciek Nabrdalik
Homesick - Maciek Nabrdalik
Homesick - Maciek Nabrdalik
Homesick - Maciek Nabrdalik
Homesick - Maciek Nabrdalik
Homesick - Maciek Nabrdalik
Homesick - Maciek Nabrdalik
Jakiś czas temu dowiedziałem się, że Maciek zbiera fundusze na wypuszczenie (czy to dobre słowo?) własnego albumu. Temat magiczny. Zamknięta Zona Czarnobylska. Temat który jedynie powąchałem z daleka. W takim wypadku nie mogłem siedzieć bezczynnie i na tyle ile mogłem, pomogłem.

Kilka dni temu w mojej skrzynce pojawiła się czerwona, gruba koperta, a w niej album (który w sumie jest niczym zapisany fotografiami notes) oraz mapę Prypeci w języku polskim. Idealna mieszanka. Wróciły wspomnienia, obrazy błyskały jak pioruny. Przez kilka, a może nawet kilkanaście miesięcy po mojej szalenie krótkiej (w porównaniu do tego co zrobił Maciek) wizycie w ZZC (Zamkniętej Zonie Czarnobylskiej), miałem mocne sny. Powracałem w nich nagminne do tych samych miejsc z których wyruszałem odkrywać Prypeć. Ta granica między światem normalnym, a skażonym była szalenie cienka. Namacalna. Brutalna. W tych sennych podróżach wracał koszmar mojej prawdziwej wizyty. Czas. Jego było zbyt mało. I te bieganie. Tak też miałem w tych snach.

Nie jestem żadnym krytykiem, kimkolwiek od drążenia fotograficznych prac, ale to w jaki sposób pokazany jest ten świat, powoduje że czysto zazdroszczę i uświadamiam sobie, że do pewnych rzeczy zwyczajnie nie dojrzałem.

www.nabrdalik.com

 

Lot/nicze

Kijów / Muzeum Lotnictwa / Ukraina Kijów / Muzeum Lotnictwa / Ukraina Kijów / Muzeum Lotnictwa / Ukraina Kijów / Muzeum Lotnictwa / Ukraina Kijów / Muzeum Lotnictwa / Ukraina Kijów / Muzeum Lotnictwa / Ukraina
W listopadzie 2015 roku będąc z Dawidem w Kijowie, udaliśmy się do Muzeum Lotnictwa. Samoloty wypełniają jedną z moich szufladek zainteresowań. Lubię na nie patrzeć, lubię nimi latać, wirtualnie lub jako pasażer (innej opcji nie mam). Niektóre wieczory marnuję na oglądanie filmików na YouTube. Przez blisko dwie dekady oglądałem podchodzące do lądowania, jako sąsiad lotniska na Okęciu.

Kilka godzin spaceru i wnikliwe obserwacje martwych maszyn. Chciałbym mieć kiedyś jedną z nich w swoim ogrodzie.