Monako. Państwo miasto.

By zwiedzieć Monako nie trzeba tam nocować. Co więcej taki nocleg może mocno nadwyrężyć Wasz budżet i moim zdaniem nie warto zostawiać tam swoich pieniędzy.

Do Monako można dostać się samochodem, pociągiem lub autobusem. My wybraliśmy pociąg. W kilkanaście minut z Nicei do Monako w cenie 3,30 euro. Szybko i fajnie bo widoki za oknem szalenie relaksujące.

Samo Monako może zrobić wrażenie, a głównym tego powodem jest jego położenie. Piękny kolor Morza Śródziemnego, upchane domy na wzgórzach, a jeśli ktoś lubi popatrzeć na dobre samochody to miasto dla niego. Generalnie jest na co popatrzeć.

Na Monako poświęciliśmy około 4-5 godzin. Nieznośny upał przyśpieszył ucieczkę z tego państwa-miasta.

Monte Carlo (chyba ładniejsza nazwa jak Monako) zapadł mi w pamięci przez jeden obiekt. Nie to nie kasyno ani oceanarium. To stadion AS Monako (Stade Louis II).  Jego pojemność to blisko 19 tyś miejsc. Pamiętam, że wtedy miałem 15 lat i fascynowałem się wszystkimi obiektami sportowymi, a w szczególności stadionami. Na ich widok serce biło mi szybciej i chyba dziś już trochę z tego wyrosłem…

Tego dnia wróciliśmy na dobry włoski obiad do Nicei i popołudniu wskoczyliśmy do ciepłego słonego morza. Po prostu wakacje.

Reszta wpisów z wyjazdu:
Eurotrip – jak się spakowałem i ile zapłaciłem
Barcelona (część pierwsza)
Barcelona (część druga)
Barcelona (część trzecia)
Marsylia. Miasto gdzie spotyka się Europa z Afryką (część pierwsza)
Marsylia. Notre-Dame de la Garde (część druga)
Marsylia (część trzecia)
Nicea. Miasto, które nie porywa






















Nicea. Miasto, które nie porywa

Nasz autobus z Marsylii do Nicei jechał około trzech godzin. Mijał wiele znaków drogowych, które rozbudzały moją wyobraźnię. Może tak sentymentalnie Saint Tropez z widokiem Żandarmów pod wodzą Louisa de Funès’a. Potem pojawiło się Antibes, gdzie spędzałem swoje pierwsze zagraniczne wakacje w życiu.

Autobus zatrzymał się na lotnisku. Niestety nie miał przystanku w mieście co moim zdaniem jest zrozumiałe, ale jednak szkoda. Z lotniska do centrum można dostać się dedykowanym autobusem w cenie 6 euro. Jednak wystarczy dostać się na pobliski przystanek autobusu miejskiego i już tylko w cenie 1,5 euro po blisko trzech kwadransach znajdziecie się w samym centrum miasta. No może krócej. Bilet można kupić u kierowcy. Chociaż w różnych miastach nie jest to takie oczywiste.

Wynajęliśmy sobie małe mieszkanko jakieś 20 minut spacerem od morza. Tylko 3 minuty od stacji kolejowej z której w kilka minut można dostać się do Monako (warto pamiętać, że Monako nie jest w UE, więc nie ma dam darmowego roamingu). Duży taras i duże okno. Otwarte przez całą noc, symulowało stan snu na otwartej przestrzeni. Tuż za płotkiem były lokalne krzaki, a w nich siedział pies, który bacznie nas obserwował.

Nicea mnie nie porwała i porwać nie zamierzała. Plaża pełna ludzi, ciekawy punkt widokowy, port, charakterystyczne wąskie uliczki i ogrom turystów. Przyznam, że nie wiem co ich tu tak przyciąga. Może słońce? Nie wiem. Jednak podczas każdej podróży warto mieć takie miejsce gdzie zwyczajnie można zostawić plecak w pokoju, zostawić telefon i pójść na plażę. Wejść do wody i pomoczyć ciało w słonej, ale bardzo ciepłej wodzie.

Zawsze patrzę ile z danego miasta zrobiłem zdjęć. Ilość fotografii w folderze Nicea, jest poniżej 100. Jeśli zatem kiedyś będziecie chcieli zobaczyć to miasto to wystarczy Wam kilka godzin. Ciekawostką jest też cena wody. W centrum u sprzedawcy z wąsem woda o pojemności 1,5l kosztowała nawet 2,5 euro. Co ciekawa ta sama woda w markecie oddalonym o 2 km już tylko 0,30 euro. Cześć i czołem! Nie dajcie się okradać :)

Marsylia (część trzecia)

Poprzednie wpisy:
Eurotrip – jak się spakowałem i ile zapłaciłem
Barcelona (część pierwsza)
Barcelona (część druga)
Barcelona (część trzecia)
Marsylia. Miasto gdzie spotyka się Europa z Afryką (część pierwsza)
Marsylia. Notre-Dame de la Garde (część druga)












Ostatni wpis z Marsylii, chociaż jeszcze powinienem wrzucić kilka zdjęć i tekstu z jednego dosyć znaczącego punktu w tym mieście. Chodzi o pewien blok spod kreski Le Corbusiera, ale o tym może kiedyś.

Marsylia pozostawiła w głowie pewien niedosyt, ale nie było zwyczajnie czasu by się nad tym zastanawiać. Przed nami kolejny przystanek.

PS. Menel stojący nad menelem siedzącym to obywatele Polski :)