Zachciało nam się do Wałbrzycha!

Nastał lipiec. Początek wakacji dla wielu ludzi. Wiedząc wcześniej, że będę miał kilka dni wolnego więcej, postanowiliśmy poszukać jakiegoś wyjazdu…zorganizowanego. Ot jedziesz na lotnisko, wsiadasz, lecisz, jesz, pływasz, śpisz, jesz, jakiś spacer. Może Grecja, może jakaś wyspa. Jednak im bliżej wyjazdu tym wszystkie te oferty wydawały się jakieś blade. Trochę to wygląda jak zakup kota w worku, bo od lat podróżuję sam na własną rękę i jedyną pretensję, że coś jest nie tak mogę mieć tylko do siebie. Chociaż nie wiem co mogłoby to być bo lista miejsc w które planuję się wybrać jest już dawno ustalona, a tylko manipulujemy jej kolejnością i czasem składem. Po kilku krótkich wymianach zdań zdecydowaliśmy się na pozostanie w kraju.

Jeśli kraj to dwie, no może trzy opcje. Dolny Śląsk, Hel (dziki tłum – odpada) albo gdzieś w kierunku Litwy (jak się okazało, ten kierunek wybraliśmy miesiąc później bo trochę moje plany zawodowe się zmieniły). Mamy takie swoje miejsce w Kowarach do którego chętnie wracamy i o tym pisałem już kilka razy. Przy okazji pobytu w Karkonoszach zachciało nam się pojechać do Wałbrzycha…i pojechaliśmy tam.

Cudowne miasto, chociaż takie może wydawać się będąc tam na kilka chwil, ale patrząc na te kilka fotografii, tęskni mi się za Karkonoszami. W planach miałem wyjazd tej jesieni w doborowym składzie, ale plany się zmieniły.

Steve

Steve Mull
Wczoraj Prezydent Trump ogłosił, że Polska stanie się kolejnym krajem w ruchu bezwizowym.
Dziś w Warszawie spotkaliśmy się ze Stevem na dobrym śniadaniu. Tak czasem patrzę na naszą znajomość i uświadamiam sobie, że ludzie są ze sobą połączeni jakimiś niewidzialnymi nitkami. I tak właśnie jest z nami. Trwa to już 6 rok. Nie ważne z jakiej gliny jesteśmy ulepieni, ile mamy lat i gdzie mieszkamy.

Pełno kurzu


Od ostatniego wpisu minęły dwa miesiące. To były dwa miesiące ciężkiej pracy, jak co roku. Blog już dawno pokryła gruba warstwa kurzu, a muszę powiedzieć, że działo się. Jak co roku to właśnie początek jesieni staje się czasem wielkiego odkurzania. Ścierką przecieram pracę na rzecz własnej osoby. Jeszcze się uczę jak to podzielić na cały rok. Taki urok pracy, ale dziś nie jestem w stanie zamienić jej na coś innego, chociaż w sierpniu pojawił się pewien zapach. Bo zapachniało moją książką, którą chciałbym napisać do wiosny. Co to będzie i jak będzie to życie pokaże. Najważniejszy jest fundament w głowie, a ten rok generalnie wiele zmienił w tej substancji.

Trochę tych fotografii w archiwum się nagromadziło. Muszę to tu przelać bo nie lubię kurzu!