Droga


To były bardzo aktywne dni. Lubię aktywnie żyć, lubię kiedy wzywa droga. Tak też było właśnie teraz. W piątek fotografowałem pod Warszawą. W nocy wsiadłem w samochód i pojechałem na południe Polski. Jadąc po jakiejś lokalnej drodze w lusterku widziałem wschód słońca. Kilka bo dokładnie cztery godziny snu i dalsze zdjęcia. Dopiero dziś rano moja głowa wróciła do siebie. Taką mam nadzieję.

W piątek fotografowałem ślub (w sobotę też oczywiście) i to piątkowe miejsce to właśnie taki typ uroczystości, który zwyczajnie do mnie przemawia całą swoją formą. Ślub cywilny w plenerze, a wesele i jej goście przemieszczający się między drewnianym parkietem, a salą która kiedyś była czymś w rodzaju obory. Miejsca i ludzie robią fotografie.

Dekoracja ślubna w Osadzie Młyńskiej przed śłubem

Kazimierz Nycz


W sobotę robiłem coś po raz pierwszy. Fotografowałem święcenia kapłańskie w Bazylice archikatedralnej św. Jana Chrzciciela w Warszawie. Zazwyczaj fotografuję uroczystości zaślubin, czasem chrzty, ale to wydarzenie było wyjątkowe. Ogrom ludzi, księży, gości i kilka osób fotografujących. Zawsze lubię na nich patrzeć, jak fotografują i często zastanawiam się ile im z tego dobrego wyjdzie. W kościele zrobiłem blisko 5000 kroków, całość trwała 3,5h. Kiedy przyjechał mój polski kierowca Ubera, poczułem jak odpływam. Zostawiłem tam całe swoje serce, jak zawsze kiedy pracuję.

Następnego dnia pod Warszawą fotografowałem pierwszą mszę księdza.

Na fotografii kardynał Kazimierz Nycz na kilka chwil przed święceniami.

Spacer po Helu

















Podczas majówki, którą spędzaliśmy na południum Podlasiu, wieczorem oglądałem telewizję. Bardzo lubię tam oglądać telewizję, a w jednym z pokoi można łapać sygnał białoruskich stacji. Ma to swój klimat i mam do tego sentyment. Wpadł mi w oczy film. Połączyli chyba dwa sezony w dwa filmy, mowa o „Zbrodni„. Akcja obu części rozgrywa się na półwyspie helskim. Decyzja o wyjeździe zapadała natychmiastowo.

Wracając jeszcze do samej telewizji. Mało jej oglądam, ale więcej słucham. Zawsze gdzieś za plecami jest to pudło. Wczoraj złożyłem podanie o odcięcie sygnału po wielu latach posiadania odbiornika z dostępem do szerokiej gamy programów. Jeszcze jest jedna rzecz. Zawsze kiedy uruchamiam dekoder, wyświetla się pierwszy kanał TVP. Generalnie od dłuższego czasu nie jestem w stanie oglądać kanałów produkowanych przez nasze Państwo. Podobno będziemy zmuszeni do opłacania abonamentu, wykładania własnych ciężko zarobionych pieniędzy na produkcje TVP. Cześć i czołem!

Do Gdańska samolotem. Można powiedzieć, że lot samolotem z Warszawy to raczej wybór między miłością do awiacji, a zdrowym rozsądkiem. Samolotem taniej, ale czasowo tak samo. Potem pociągiem do Gdyni i dalej pociągiem na Hel. Szybko pod warunkiem, że człowiek jest wyspany i nie wsiada w pociąg w przeciwnym kierunku, ba nawet nie w przeciwnym, a w bok. Tak dotarliśmy do jakiegoś małego miasteczka. Dobrze, że z ciekawości zerknąłem na mapę, bo by nas pociąg wywiózł jeszcze dalej i do tego byśmy zarobili mandat.

Lubię Hel. Ten Hel bez ludzi, bez stonki, dzikich Januszy i Grażyn. To w zasadzie idealny moment by złapać tam ciepło i ciszę. Szczególnie przy wyjściu na północną plażę. Te poukrywane w lasach pozostałości po wojnie, te puste uliczki, słońce odbijające się od wody, ostre końcówki trwa na wydmach.

Wrócimy tam w drugiej połowie września. Może znów Hel będzie taki jakim go chcę pamiętać. Rok temu w marcu było przepusto i przecicho.

Dobry czas.

PS. Wraca do regularnego foto-blogowania. Proszę trzymać mnie za słowo i kontrolować :)