Strona główna » filmówka » Strona 2

Tag: filmówka

ŁW

4572 4573 4574 4575Trochę Łodzi, trochę Warszawy. Zdecydowanie 412 kilometr mojego życia.

Stan przejścia między jednym, a drugim. Podjęta walka z samym sobą. Codziennie. Wy też tak macie. Szkoda marnować czas na rzeczy które nie mają na nas żadnego wpływu. Inaczej zwane głupotami. Zabić czas jest łatwo, ale wskrzesić się go już nie da. Nic da się go cofnąć. Przyśpieszyć czasem też nie. A my nie jesteśmy w stanie robić wszystkiego tego czego chcemy, życie to ciągły wybór. Trochę miedzy tym co możemy zrobić, tym czego nie możemy, a tym co nam się zwyczajnie chce lub nie. Tego lenia trzeba wystawić za drzwi, jak zimę. Ja wystawiłem nocą z czwartku na piątek. Mam wrażenie, że wyszło mi to na dobre. To początek.

Na przejściu na pasach, na granicy Woli i Żoliborza spotkałem dziś mojego mistrza. Jacek Hugo-Bader podał mi rękę i ucieszył się z moich słów o inspiracjach i podróżach (jutro minie dokładnie 2 lata od rozpoczęcia mojej podróży-marzenia do Rosji). Chciałbym kiedyś napić się czaju przy jednym stoliku właśnie z nim i Barbarą Włodarczyk. Chciałbym by oboje dyskutowali o mojej książce. Jak marzyć to marzyć.

W głowie kolejna duża podróż. Obok niej trzy tysiące innych małych. Chciałbym z takiej podróży przywieźć coś więcej jak wspomnienia, notatki i fotografie.

Moje życie to ciągłe marzenia.

4×3

Łódź

Łódź

Łódź
Trzy długie dni w Łodzi.

To jedno z uczuć, dosyć miłych, ale też i ciężkich. Kiedy jedzie się gdzieś na trzy dni, a czuje jak by się tam było z pięć. Taka była Łódź. Smutno jesienna, która zamieniła się w smutno zimową z miłym akcentem na deszcz i namiastkę mrozu.

Lubię Łódź. Za dziwnie uczucia. Samotności i jej braku. Brzydkich kamienic i pięknych kamienic. Znajomych ulic i nieznajomych ludzi. Za autobus linii 54 w którym za każdym razem śmierdzi i ktoś pije alkohol.

Najważniejsze, że udało się zaliczyć trzy egzaminy i jestem na 5-tym roku. Ostatnim. To na 30-ste urodziny chcę mieć prezent, że ją ukończę w terminie. Ciesze się.

Pierożki

Wczoraj byłem w Łodzi. Pierożki w filmówce. Zaliczenie. Koledzy. Wieczorem mecz Legii . Dzisiaj stałem przez bramą wielkiego kompleksu w którym za chwile miała imprezować Aleksandra Kwaśniewska z jej nowym mężem, którego nie znam, ale lubię. W samochodach pochowani tandetni paparazzo, ulewa i miejscowa ludność, która też chciała coś uszczypnąć z tego jak by się wydawało, lepszego życia. 40 kilometrów pod Warszawą. Mimo tego zimnego deszczu, tej złej jesieni i bolącej głowy aparat leżał na siedzeniu, wycieraczki pracowały jak oszalałe, a woda spod opon waliła gdzieś w ciemne pobocze.

Ostatnio robię dla siebie więcej zdjęć telefonem niż aparatem. Strasznie mi się to podoba.