Tag: myśli

Róg budynku

Stare Miasto w Warszawie

W głośnikach leci mi jedna z tych płyt, które mam schowaną w samochodowym schowku. Wyciągam ją wtedy lub słucham w domu kiedy to tylko w mojej głowie odświeży się szereg różnych myśli i fajnych wspomnień. Impuls. Tak działają myśli. Wiosna przyszła o czasie. Najpiękniej jak tylko mogła.

Przechodząc dziś koło jednego z rogów jednej z kamienic (chociaż może to blok?), obszarpanego, zaklejonego nieaktualnymi ogłoszeniami i czarnej rurze, którą płynie deszczówka. Na wszystko to świeciło mocne marcowe słońce, delikatnie ogrzewając zarówno fasadę jak i chodnik. Uświadomiło mi to, a raczej przypomniało mi to pewną sytuację na jakiejś lekcji w szkole średniej. Na jednej z kartek gdzieś na marginesie (widocznie był to jakiś mniej ważny przedmiot) zapisałem pytanie do siebie. Na innej stronie, gdzieś sporo dalej znów zadałem sobie pytanie czy już poznałem odpowiedź na to wcześniejsze zapytanie. Dobrze pamiętam o co pytałem. Tamtejszy okres czasu od pierwszego do drugiego pytania w żaden sposób nie ustaliły tego tek kwestii. Dziś mogę się z tego śmiać. Miałem 16, może 17 lat. Dziś mam dwa razy więcej lat, a do dziś nie mam wielu odpowiedzi na pytania, których nie zapisałem na żadnej kartce, siedzą w głowie, codziennie. To chyba wina tego rogu budynku, który też uświadomił mnie jak ważne są ciepłe warszawskie chodniki i spacery po nich.

Wiosna. Co roku jestem nią mile zaskoczony i tym, że dzień jest dłuższy. To prostackie, ale proste sprawy chyba są najlepsze.

Pozniaky

UA_2015_RD-057 UA_2015_RD-058 UA_2015_RD-059 UA_2015_RD-060 UA_2015_RD-061 UA_2015_RD-062 UA_2015_RD-063 UA_2015_RD-064 UA_2015_RD-065 UA_2015_RD-066 UA_2015_RD-067 UA_2015_RD-068 UA_2015_RD-069 UA_2015_RD-070 UA_2015_RD-071 UA_2015_RD-072 UA_2015_RD-073 UA_2015_RD-074
Wagonik metra zatrzymuje się na stacji Pozniaky (Позняки).  Zatrzymujemy się chwile na antresoli i patrzymy na peron. Chociaż pozornie stacja może wydawać się stara i mało atrakcyjna to ja chwilę rozkoszuję się jej wyglądem, prostotą i napisem z nazwą stacji. Tuż przy wyjściu ze stacji metra znajduje się „Puzata Hata” to sieciówka, coś jak bar mleczy gdzie za niecałe 10 złotych można wyjść sytym i zadowolonym, a w obecnym czasie także ogrzanym. Ta lokalizacja jest efektem dwóch rzeczy. Po pierwsze nazwa stacji padła w wyniku losowania, po drugie z lewej strony miasta, blokowiska idealnie pasowały na miejsce, które obowiązkowo trzeba było posmakować w Kijowie. Co? Oczywiście wielkie blokowiska, pełne „szarej płyty”. To miód na moje serce. Jesteśmy po prawej stronie miasta, za Dnieprem.

Blokowiska to temat, który doskonale pielęgnuje moją wyobraźnię. Dlaczego? Wystarczy, że spojrzycie na fotografię nad tym tekstem. Wielka ścian pełna małych okienek. Nawet nie chcę ich liczyć. Kiedy tak patrzę na ścianę, zamykając ją w wizjerze aparatu, zaczynam rozmyślać, wyobrażać sobie, że każde okno to inna historia. Zwykli ludzie, tacy jak wszędzie z tymi samymi problemami. Takimi jak moje, jak Wasze, jak sąsiadów z góry i za ściany. Zwykłe życie, czasem szare, nudne, czasem bolesne, problematyczne, a czasami pełne szczęścia i błogości. Ot zwykły blok. Ja jednak przenikam bezkarnie przez te wszystkie okna, lecę z prędkością światła między jedną, a drugą klatką i widzę zwykłość i realność, to co chyba w życiu lubię najbardziej. Realizm. Nikt jednak nie mówi, że połączenie dwóch rzeczy realistycznych, realnych, istniejących tu i teraz musi powodować racjonalne historie. To chyba największe piękno. Takie budowanie historii z klocków. Każdy klocek taki sam kształtem, kolorem różnym, ale dopiero z dystansu widać jak abstrakcyjne może być to połączenie, zawarte w jednej całości.

UA_2015_RD-075Takie codzienne życie niesie za sobą dotyk rzeczy, zapach rzeczy. Widzę i czuję to za każdym razem. Chciałoby się namacalnie wejść w każdą z tych małych historii, książek, opowiadań. I tak też się stało. Postanowiłem wejść na jedną z betonowych płyt, na górce usypanej z ziemi, pełnej błota. Przypomniało mi się czasy kiedy dorastałem na Ursynowie. Pod moim butem coś zaiskrzyło, gdzieś w oko się rzuciło dziwny blask. Po moim butem ukazała się karta pamięci. Brudna, zakurzona niczym stary negatyw. Taka archeologia fotograficzna. Kiedyś odkrywało się stare negatywy, dziś karty pamięci. Ta karta ma wymiary 11 na 15 milimetrów. Wrzuciłem ją do kieszeni i dopiero będąc w domu odtworzyłem jej zawartość.

Fotografie. Datowane od 1 kwietnia 2010 do sierpnia tego roku. W jednym z katalogów było 31 fotografii. To cała zawartość tej karty. Na większości zdjęć widać małe dzieci i podejrzewam, że są to wnukowie tej dwójki starszych ludzi. Odkrycie takich fotografii wydaje się jak przeniknięcie do czyjegoś życia, całkiem bez konsekwencji, zostawiając więcej pytań niż odpowiedzi.

Uwielbiam takie fotografie. Proste nie skażone żadnymi filtrami świadomości tworzenia.

UA_2015_RD-077
UA_2015_RD-079
UA_2015_RD-076
UA_2015_RD-078

Gość w dom

Niebo
Dziś jeśli powiesz, że nie chcesz arabskich gości w swoim domu jesteś złym człowiekiem. Dlatego nie będę pisał jakie mam zdanie na ten temat. Z drugiej strony Ci, którzy oddadzą swoje łóżko arabskim braciom i siostrom, któregoś dnia dostaną biegunki od narodowej (jeszcze) potrawy polaków: kebaba.