Strona główna » Pociąg

Tag: Pociąg

Drewniana podłoga

Instagramowe
Zasypiam o 3-ciej w nocy. Dwie godziny później jestem już na nogach. Trzy godziny później jadę autobusem. Gorący dzień. Żar leje się z nieba. Pracowita niedziela która jeszcze gra echem sobotniej pracy pełnej takiego samego żaru. Wieczorny pociąg relacji Lublin – Szklarska Poręba. Jeden z wagonów przeznaczony jest dla rowerów. Wygląda jak towarowy. Znajduję tam swoje miejsce, na drewnianej podłodze. Mam wrażenie, że to mały wehikuł czasu. Z uśmiechem próbują zasnąć na swojej brązowej lekkiej kurtce kurczowo trzymając się siebie i ściany. Inni ludzie śpią, a ja zaczynam śnić by nagle wyrwać się ze snu z poruszeniem wagonu, szarpnięciem. Nie mogę spać więc wziąłem do ręki książkę “Złe Psy”. To wybudziło, pobudziło. Te kilka fotografii to moje życie. Patrząc przez okno pędzącego pociągu uświadomiłem sobie, że o czymś takim kiedyś marzyłem, a to nie był koniec…

Klasa 2

Klasa 2na podłodze leżą ubrania
nie mam czasu na to
na moim biurku leżą papiery
nie mam czasu na to
bilety, książki, syf
nie mam czasu na to
kable, mapy
nie mam czasu na to
jeden instax, tylko jeden
aparat leży na czarnym notesie
w głośnikach to samo co wczoraj

Whoa, would you hold my hand like the air it’s so gently here
Never give up, never give up
Whoa, would you pull me closer and nobody knows we’re there
No one can find us

Zamykam oczy
Ciepły wiatr wieje mi w twarz
Mój plecak
Aparat, Instax numer 210
Telefon, książka, notes

Pociąg klasy drugiej, a ja w nim

Patrząc w okno

4400

4401

4402

4403

4404

4405

4406
Kiedy zamykałem oczy w hotelowym pokoju marzyłem o ciekawych snach. Jak zresztą zawsze. Niestety żaden sen nie przyszedł. Obraził się. Noc była pusta. Moment od zamknięcia oczu do ich otwarcia. Jak by trwało to wszystko kilka sekund. Potem znów prosiłem o sen, a on przysyłał mi tylko krótkie opowieści o tym co zawsze (ciągle śni mi się Tupolew).

Jestem właśnie w wielkiej podróży. Mimo, że ta rosyjska właśnie dobiegła końca to ja jeszcze nie wróciłem, jestem wręcz zawieszony tak jak podczas ostatniego dnia roku. Jeśli ktoś kiedyś powie, że jaki ostatni dzień taki następny rok to ma rację. Oby jednak nie, ale wszystko zaczyna się spełniać. Podróż trwa.

Musiałem wcześniej wrócić do domu, a wielogodzinne snucie się po pociągowym korytarzu jest i było męczące. Ile można udawać, że się śpi. Ile można patrzeć na ciemne okno w którym odbijamy się tylko my. Wskazówka na zegarku tyka tak samo. Jednostajnie. Jest takie nieludzkie. Obce.

Ciemny pokój. Pełen przerażenia i tego ucisku w klatce piersiowej. Ktoś kto w niego wierzy mógłby zapytać gdzie właśnie jest i dlaczego nas nie słucha. Taki paradoks. Bezsilność.

Jest wtorek. Jestem w Warszawie. Jestem.