Tag: Rosja

Naga prawda

Książki | Robert DanielukZ wielkim przerażeniem przyjąłem wiadomość o tym co stało się w zeszły czwartek. Gdzieś już napisałem, że godzinę przed katastrofą samolotu MH17, zerkałem w niebo, używając jednej z moich ulubionych aplikacji do śledzenia ruchu lotniczego (augmented reality). Co prawda patrzyłem na zachód, a wspomniany samolot, właśnie leciał 70km od miejsca w którym stałem dokładnie na północ. Staram się unikać politycznych tematów bo wydaje mi się, że w mojej głowie nie ma na to zbytnio miejsca, jednakże w czwartek (w zasadzie nadal to trwa) połączyły się dwie rzeczy, które moja głowa chłonie jak sucha gąbka wodę. Lotnictwo pasażerskie i Rosja.

Nie mogę obojętnie stanąć gdy te dwie, czy nawet w pojedynkę, stają koło siebie. Niewyobrażalny skandal, dramat i smutek, ogarnia mnie gdy myślę sobie co się stało i co się dzieje, chociaż przecież osobiście daleko mi do narodowości ofiar tej katastrofy. Nawet takie poczucie, że gdzieś zabierana jest wolność boli, bo przecież wystarczy spojrzeć na swój punkt odniesienia by doświadczyć jak ważny jest wolny wybór. Niestety w polityce, historii różnie z tym bywało, bywa i bywać będzie.

Nie staję w obronie obywateli Federacji Rosyjskiej, ale takie wydarzenia jak te (czy chociażby przejęcie pięknego Krymu przez Rosję), jeszcze bardziej pogarsza stosunki polsko-rosyjskie. Bo kiedy patrzę na Rosję nie widzę w mojej głowie Putina i jego żołnierzy, złych rzeczy. Widzę przed oczami dwie kobiety przed 40-stką, które w mroźny dzień zapraszają mnie do domu. Widzę przed oczami Anastazję i Miszę, którzy zastawili cały stół byśmy mogli się najeść. Widzę przed oczami uśmiechniętą Panią w sklepie spożywczym nad samym Bajkałem, która cieszy się, że w jej sklepie są Polacy. Widzę przed oczami dwóch nawalonych Rosjan, którzy chcą mnie zaprosić na wódkę, wieczorową porą, bo dowiedzieli się, że jestem z Polski, jestem Słowianinem. Widzę przed oczami kraj i zwykłych dobrych ludzi, tych których spotkałem i taką nieodkrytą magiczność, której nie potrafię zrozumieć.

Niestety dziś nic nie sprzyja by było lepiej i powiem więcej, lepiej być nie będzie. Chciałbym wrócić do Rosji, tak wiele jeszcze miejsc na mojej liście, które chciałbym tam zobaczyć. Strasznie mi przykro i żal kiedy giną niewinni ludzie.

Na zdjęciu książka którą aktualnie czytam (po lewej) i ta, która czeka w następnej kolejności.

Wieczorne listy do m.

AutoportretLubię takie wieczory, za swój klimat i to „coś” w głowie. Tu w domu i tam na północy Rosji. Łączy je jedno, coś co ciężko mi opisać i tylko muzyka potrafi to jakoś zakreślić, krąg ołówkiem po białej kartce papieru. Nie więcej, nie mniej. Połączenie fotografii i muzyki, do tego kilka słów. Ciąg ukrytych znaczeń, rozumianych tylko przez moją osobę, meandry myśli, drenaż energetyczny. Wędrówki w przeszłość i przyszłość, pełna barwnych, ostrych obrazów, miliona niedopowiedzeń, gęsiej skórki, a nawet stanu nagłego wybudzenia, pośród ciemnej nocy, wyrwanego ze snu. Noc jest wyrozumiała, szczera w swoim milczeniu.

Jest głęboka, ciemna noc,
Siedzę w łóżku a obok śpi ona

Czasem człowiek ot tak coś powie, że niby tego chce, zapomina własne słowa i potrzeby. Pewnego dnia to do człowieka wraca, spełniając jego ówczesne małe marzenia, czasem już nieaktualne i niechciane. Może lepiej czasem za/po-milczeć.

Dobranoc. Jestem zmęczony.

Lasting Moments

Noc PolarnaGorąca woda leje się z dyszy prysznicowej rakiety. Spada jak letni, ciepły deszcz, pełen wielkich kropli, pod którymi znikam, oblewa mnie swoją wysoką temperaturą, brakiem słów. Dłonie przykładam do zimnej ściany, woda leci dalej, odwracam się, nastawiam plecy, zamykam oczy. Panuje kojąca cisza, wypełniona tylko dźwiękiem rozbijających się kropel, setek kropli o moje ciało, o dno, plastikowe i ciepłe. Woda pozornie milczy, ale w głowie myśli grają, układają piękną melodię, której nie da się zamienić na ciąg słów i zdań.

Ostatnie krople uderzają o moje stopy. Chwilę potem chłód/powrót. Jest miło.

Zapach kawy, zapomniany zegarek, książka, muzyka, jej mała fotografia.

Daniel Bloom – Lasting Moments

Na fotografii, która najbardziej przypasowała mi do utworu, który zresztą mnie zainspirował by coś napisać, to brzeg Morza Barentsa, która wdziera się w ląd. Obwód Murmańsk. Rosja. Zima 2013.