Tag: Ryanair

Ostatni lot na Hel


Sobota.

Tradycyjnie zawsze jadąc na lotnisko Okęcie (Chopina) wybieram Ubera jako transport. Ta sobota była pod pewnymi względami wyjątkowa. Jednym z elementów tej układanki był ostatni lot Ryanaira z lotniska Chopina w Warszawie na lotnisko im. Lecha Wałęsy w Gdańsku. Pomyślałem sobie, że to dobry moment by zrobić kilka zdjęć. Z boku wyglądałem jak typowy Janusz turystyki, ale co tam! Blisko 3,5 roku wcześniej leciałem z Modlina do Gdańska. Był to mój wtedy najkrótszy lot w życiu i drugi dzień kiedy Ryanair uruchomił krajowe loty.

Kiedy samolot przyziemił zrobiło mi się smutno. Nie będę się rozpisywał o plusach i minusach latania, szczególnie po Polsce, ale poczułem że odległość na północ jak gdyby się wydłużyła, chociaż to pozorne uczucie.

Kto wie, może konkurencja (i nie będzie to LOT) coś wymyśli.

Na Helu strasznie wiało i było pięknie. Taka nasza (nie)mała ostoja.

Lubię wracać.

Eurotrip – jak się spakowałem i ile zapłaciłem


Jak człowiek ma jeden wolny weekend w ciepłym sezonie (taki urok pracy jako fotograf ślubny) to musisz korzystać. Całkiem przypadkiem równo rok temu też miałem wolne i wtedy razem z Dawidem udaliśmy się na wschód, a dokładnie na Białoruś (Brześć, Mińsk i Witebsk). W tym roku szala wyboru padła na Europę Zachodnią. To był pewniak. Jedyna kwestia to tylko gdzie i jak. Jeden z największych pomysłów został odrzucony ze względu na brak odpowiedniego czasu, ale to nie ucieknie, ja to po prostu czuję.

Wybór na początek trasy padł na Barcelonę. Nie bez przypadku. Na miejscu po prostu żyje mój kolega Marek. Będę to podkreślał, że Marek był jednym z większych punktów zapalnych do założenia fotobloga. Marek prowadził fotobloga slajd.blog.pl, ale blisko 10 lat cisza ;) Marka można podglądać na Instagramie instagram.com/marekjarosz/ z jego fotografiami architektury. Trzymam też kciuki za Marka pomysły. Fajnie było go spotkać u siebie bo od tak dawna zapraszał.

W Barcelonie byłem tylko raz, tylko na jeden dzień. Miałem 18 lat. Mało co pamiętam, ale tegoroczna wizyta dużo mi przypomniała. Potem na trasie była Marsylia, Nicea, Monako, Genua, Mediolan i Wenecja.

Założenie było klasyczne. Zobaczyć jak najwięcej, wydać jak najmniej i wysypiać się. Ponieważ musieliśmy się wstrzelić w konkretny termin to wybraliśmy lotniczy PKS – Ryanair, który narzucał odpowiednią wielkość bagażu. Od razu w poszukiwaniach odrzucam Wizzaira, bo tam można w cenie biletu spakować się tylko w kieszenie, albo narzucić na siebie kilka koszulek i jako grubaśny grubas wejść na pokład…więc Ryanair pozwala (uwierzcie mi!) spakować się na całe wakacje do bagażu podręcznego. Plecak kupiony w Decathlonie marki Quechua (zwana osobiście jako kłeczenga) jest do tego idealny. Uwaga ten wpis nie jest sponsorowany :D po prostu ja lubię plecaki, a Decathlon oferuje dużo super plecaków. Nie pisze tego by się zwazelinować marce Decathlon! Mam jeszcze jeden tej firmy 60 litrowy z którym podróżuję od 4 lat. Z naszytą polską flagą. Byłem z nim w Chinach (4,5 tygodnie), Izraelu, Gruzji, Iranie czy na innych moich wschodnich wypadach, ale dla Ryanaira, który zaczyna pilnować wielkości bagażu jest zwyczajnie za duży, a dwa nie potrzebowałem aż tylu ubrań. Jest przecież lato!

Do pakowania ubrań używam takich casów z suwakiem, gdzie przez jedną ze ścianek (z siateczki) widać zawartość. Idealne w podróży małej i dużej :) Podczas tej miałem dwa. W Chinach cztery plus jedno na awaryjne buty.

Ten mój ma 30 litrów i spakowałem się na 10 dni oraz 1/3 środka zajął mój wkład foto ze sprzętem. Zabrałem duży aparat z kilkoma szkłami bo mój mały Fuji X100T jest uszkodzony. Niestety spadł mi z dwóch metrów i uszkodził się wizjer na tyle, że fotografowanie nim nie sprawiałoby mi radości. W każdym razie w 30 litrowy plecak spakowałem się na cały wyjazd. Zabierając ze sobą długie spodnie, koszulkę z długim rękawem, sandały trekingowe, długie portki do pływania w morzu, plastikowe sztućce, zestaw kilku koszulek, bielizny, kosmetyki i czapkę, dwie pary okularów i kilka gratów kablowo-elektrycznych bez których nie mógłbym “pracować”. Plecak był spakowany tak, że śmiało wchodził w ich urządzenie pomiarowe. Warto jednak jeśli podróżujecie w dwie osoby by jedna z nich miała mały plecak do noszenia gratów podczas spacerowania. W moim przypadku musiał wejść insert ze sprzętem. Taki kupiłem sobie na aliexpress za jakieś 10-15 $. Nie jestem fanem noszenia jakichkolwiek toreb fotograficznych. To po pierwsze jest mało wygodne, po drugie to widać, a nie zawsze wchodzi się tam gdzie można pokazywać, że ma się ze sobą sprzęt.

Na moją pierwszą daleką podróż zabrałem plecak 80 litrowy. Dziś jest 30 litrów. Czekam na chwilę kiedy zejdę na 20 litrów :)

Ważne jest też planowanie gdzie się śpi. Im bliżej noclegu tym wybór miejsc jest oczywiście gorszy i droższy. Wszystko co fajne i w dobrej cenie już dawno zostało zaklepane. Zostają zazwyczaj jakieś ochłapy, ale na to reguły rzecz jasna nie ma. Oczywiście koszt wyjazdu można by jeszcze bardziej przypiłować jeśli by zrezygnowało się z prywatnej łazienki, bliskiej odległości od centrum. Zamienić to na hostele i pokoje 200 osobowe. Oczywiście jeśli na obrzeżach miasta jest coś fajnego i taniego, do tego trzeba doliczyć koszt dojazdu. A zazwyczaj cena za bilet jednorazowy to koszt 1,5 €. Warto więc kupić bilet dobowy lub taki który zawiera jakiś pakiet XXX przejazdów. W Marsylii bilet solo to koszt właśnie 1,5 €, ale dobowy (na 24h, a nie do północy) to koszt 5 €. Gdy bierzecie mało rzeczy, warto wynająć na min. 2 noce mieszkanie przez np. airbnb, które ma pralkę. Dzięki temu w połowie wyjazdu możecie cieszyć się świeżymi ubraniami, a wnętrze plecaka zwyczajnie Wam nie śmierdzi i co więcej nowe ubrania nie przechodzą zapachem brudnych ubrań zamkniętych w szczelnym worku jakim jest wasz plecak.

I teraz co może być ciekawe to koszta. Za cały 10-cio dniowy wyjazd zamknęliśmy się w kwocie 2000 pln od osoby (jedzenie, transport, noclegi, bilety, ubezpieczenie). Oczywiście dużo zrobił nam nocleg u Marka (3 noce), ale wtedy wystarczyłoby zrezygnować z jakiegoś miasta. W cenie jest też ubezpieczenie turystyczne, które moim zdaniem TRZEBA mieć. Podczas podróży po UE warto wyrobić sobie kartę EKUZ (Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego). Jej wyrobienie NFZ zajmuje jakieś 5 minut. Zawsze się ubezpieczam, a dopiero w Chinach to uratowało mi podróż.

Wszystkie ceny są od osoby.

 Warszawa – Barcelona 240 zł (Ryanair)
 Barcelona / 0 zł
 Barcelona – Marsylia 105 zł (Flixbus)
Marsylia / 2 noce 200 zł (Booking.com)
 Marsylia  – Nicea 55 zł* (Flixbus)
Nicea / 2 noce 157 zł (Airbnb.pl)
 Nicea – Monako – Nicea 30 zł (Trenitalia)
Nicea – Genua 90 zł (Flixbus)
Genua / 1 noc 110 zł (Booking.com)
Genua – Mediolan 61 zł (Trenitalia)
Mediolan / 2 noce 210 zł (Booking.com)
 Mediolan – Wenecja 100 zł** (Trenitalia)
Wenecja – Treviso (lotnisko) 15 zł*** (Trenitalia)
Treviso (lotnisko) – Kraków 65 zł (Ryanair)
Kraków – Warszawa 65 zł (TLK)

*) Autobus Flixbus zatrzymuje się na lotnisku w Nicei. Autobus lotniskowy do centrum Nicei jest za 6 € w jedną stronę. Tuż obok jest przystanek autobusu miejskiego za 1,5 € (ważny 75 min)!
**) Bilet na pociąg szybki oraz bezpośredni Mediolan – Wenecja to koszt około 40-60 €, za bilet z przesiadką w Weronie płaci się już około 20 €.
***) Autobus transferowy z Wenecji (Mestre) na lotnisko to koszt około 10-11 €, ale już pociągiem z głównej stacji Wenecji S. Lucia i autobusem miejskim to koszt 5 € od osoby. Nam Pan kierowca busa podarował przejazd bo nie miał już biletów.

W następnym wpisie Barcelona :)

Lot nad Turcją

Izrael_2015_001 Izrael_2015_002 Izrael_2015_003 Izrael_2015_004 Izrael_2015_005 Izrael_2015_006 Izrael_2015_007 Izrael_2015_008

Samolot o czasie wylądował na południu Izraela. W chwili kiedy stanąłem na najwyższym schodku, po wyjściu z samolotu, poczułem radość. Bezchmurne niebo, ogrom słońca i kilka dni wakacji. Taka była perspektywa. Cel i droga, zawsze sprawa, że w moim ciele wiele jest dobrej energii. Na ponowny przylot do Izraela czailiśmy się od dłuższego czasu. Lot z Krakowa do Ovdy (50km od Eiliatu) trwał prawie 4 godziny, samolotem Ryanaira. Leciałem trzeci raz, z czego dwa pierwsze na trasie Warszawa-Gdańsk. Coś za coś. Bilet kosztował bardzo mało, a co kosztuje mało ma zawsze jakiś haczyk. W Ryanairze przy krótkich trasach nie ma to znaczenia, ale przy trasie dłużej jak 3h, można odczuć klimat. Siedzenia się nie rozkładają, ale wiadomo, cena biletu jak za PKS Warszawa-Radom, nie można wymagać wiele, zresztą to nie jest ważne, ale ten obnośny handel. Co kilkanaście minut z głośnika płynął strumień dźwięków jak na bazarze. Niby nic, a jednak jak człowiek nie spał w nocy to nawet pospać nie można. Zabrakło mi tylko sprzedaży kołder podczas lot, ale może za dużo wymagam. Po tym jak zobaczyłem słońce, szybko o tym zapomniałem.

Dla osób które wybierają się do Izraela (pierwszy raz), ważną radą moim zdaniem jest zrozumienie czym jest szabat. I nie chodzi mi tu o duchowe doznania, a sprawy związane z transportem i logistyką. Jeśli lądujecie w sobotę (szabat trwa od popołudnia w piątek do popołudnia w sobotę) to koniecznie musicie sprawdzić sobie połączenia autobusowe (mowa o Ovdzie). Generalnie w ciągu całego tygodnia nie ma problemu ze sklepami i transportem tak w sobotę możecie zderzyć się z murem. Warto zatem wiedzieć jak dojechać i o której. Do tego jedzenie. Tuż obok noclegów, jedzenie jest najbardziej drogą rzeczą, dlatego też warto mieć ze sobą worek jedzenia, bo nie zawsze znajdzie się falafelka za 10zł…a kebab (jeśli lubicie) może kosztować nawet 60zł (plaża w Tel Avivie). Niestety. Izrael do tanich nie należy, ale jeśli komuś nie straszno kupić chleb za 20zł, to nie mamy o czym mówić. Jeśli więc planuje się podróż na własną rękę to trzeba mieć w głowie niezły plan :) i to lubię najbardziej.

Podczas wyboru noclegu warto zwrócić uwagę czy dany pokój ma zaplecze kuchenne lub hostel dostęp do kuchni. To co w Europie wydaje się normalne, tam może nie być tak oczywiste i człowiek zostanie na lodzie. Nie w każdej wsi (kibucu) jest sklep! A czasem bywa, że do najbliższego sklepu jest tak daleko, że lepiej nie gadać. Izrael to pustynia. Zazwyczaj tak nie podróżujemy, ale tutaj bagaż rejsowy (15kg) był w większości wypełniony jedzeniem z Polski, bo wierzcie mi, ale humusu nie da się jeść od rana do wieczoru, a to jest tańsze jak w Polsce.

Kontrola w Izraelu (na lotnisku) jest wyjątkowo ciekawą sprawą. Kiedy tylko dreptałem w kierunku budynku lotniska z samolotu, Pani ze Straży Granicznej wyłowiła tylko mnie na krótki wywiadzik. Nie jest to miłe, ale będąc gościem w tym kraju trzeba do tego przywyknąć. Dla poczucia bezpieczeństwa ściągnąłem sobie aplikację Red Alert, która miała mi dawać komunikaty o rakietach wystrzelonych z Gazy na teren Izraela. Odzywała się dwa razy. Natomiast podczas wylotu z Izraela trzeba się przygotować na 4 stopniową kontrolę, ale o tym kiedy indziej.

Z pełnymi walizkami, szczęśliwi, śpiący, wsiedliśmy w autobus z lotniska do Tel Avivu. Autobus dzielnie przemierzał drogę wzdłuż granicy z Egiptem. Powoli zaczęliśmy się zastanawiać dlaczego zamiast na północ, autobus jedzie na południe. Przez chwilę już mieliśmy czarne wizje, że pomyliliśmy autobusy! Autobus zatrzymał się pod hotelem Hilton w Eiliacie (miasto-kurort) kierowca oznajmił nam, że tam jest kawiarnia i darmowe wifi. Ale po co? Mamy czekać 3h na następny autobus. Zdziwieni i nie do końca szczęśliwi ruszyliśmy na plażę ciągnąc za sobą dwie małe walizki. O 18:00 pod Hiltonem gdzie spotkaliśmy innych Polaków, podjechał mały busik. Uśmiechnięty kierowca oznajmił nam, że będziemy jechali przez Jerozolimę (a co za tym idzie przez Palestynę, a w zasadzie Zachodni Brzeg Jordanu) do Tel Avivu. Jak gdyby nic autobusik podjechał pod przejście graniczne z Jordanią i tam czekaliśmy na dwie osoby. Godzinę. Osobiście było mi już wszystko jedno. Nieprzespana noc, cały dzień w drodze.

Nocą przywitał nas Tel Aviv. Była ciepła noc i krótka. Rano obudziłem się i postawiłem moje gołe stopy na podłodze. Okazało się, że po kostki na podłodze była woda. Tak zaczęła się niedziela. Za oknem padał deszcz.