Strona główna » Traveling

Tag: Traveling

Eurotrip – jak się spakowałem i ile zapłaciłem


Jak człowiek ma jeden wolny weekend w ciepłym sezonie (taki urok pracy jako fotograf ślubny) to musisz korzystać. Całkiem przypadkiem równo rok temu też miałem wolne i wtedy razem z Dawidem udaliśmy się na wschód, a dokładnie na Białoruś (Brześć, Mińsk i Witebsk). W tym roku szala wyboru padła na Europę Zachodnią. To był pewniak. Jedyna kwestia to tylko gdzie i jak. Jeden z największych pomysłów został odrzucony ze względu na brak odpowiedniego czasu, ale to nie ucieknie, ja to po prostu czuję.

Wybór na początek trasy padł na Barcelonę. Nie bez przypadku. Na miejscu po prostu żyje mój kolega Marek. Będę to podkreślał, że Marek był jednym z większych punktów zapalnych do założenia fotobloga. Marek prowadził fotobloga slajd.blog.pl, ale blisko 10 lat cisza ;) Marka można podglądać na Instagramie instagram.com/marekjarosz/ z jego fotografiami architektury. Trzymam też kciuki za Marka pomysły. Fajnie było go spotkać u siebie bo od tak dawna zapraszał.

W Barcelonie byłem tylko raz, tylko na jeden dzień. Miałem 18 lat. Mało co pamiętam, ale tegoroczna wizyta dużo mi przypomniała. Potem na trasie była Marsylia, Nicea, Monako, Genua, Mediolan i Wenecja.

Założenie było klasyczne. Zobaczyć jak najwięcej, wydać jak najmniej i wysypiać się. Ponieważ musieliśmy się wstrzelić w konkretny termin to wybraliśmy lotniczy PKS – Ryanair, który narzucał odpowiednią wielkość bagażu. Od razu w poszukiwaniach odrzucam Wizzaira, bo tam można w cenie biletu spakować się tylko w kieszenie, albo narzucić na siebie kilka koszulek i jako grubaśny grubas wejść na pokład…więc Ryanair pozwala (uwierzcie mi!) spakować się na całe wakacje do bagażu podręcznego. Plecak kupiony w Decathlonie marki Quechua (zwana osobiście jako kłeczenga) jest do tego idealny. Uwaga ten wpis nie jest sponsorowany :D po prostu ja lubię plecaki, a Decathlon oferuje dużo super plecaków. Nie pisze tego by się zwazelinować marce Decathlon! Mam jeszcze jeden tej firmy 60 litrowy z którym podróżuję od 4 lat. Z naszytą polską flagą. Byłem z nim w Chinach (4,5 tygodnie), Izraelu, Gruzji, Iranie czy na innych moich wschodnich wypadach, ale dla Ryanaira, który zaczyna pilnować wielkości bagażu jest zwyczajnie za duży, a dwa nie potrzebowałem aż tylu ubrań. Jest przecież lato!

Do pakowania ubrań używam takich casów z suwakiem, gdzie przez jedną ze ścianek (z siateczki) widać zawartość. Idealne w podróży małej i dużej :) Podczas tej miałem dwa. W Chinach cztery plus jedno na awaryjne buty.

Ten mój ma 30 litrów i spakowałem się na 10 dni oraz 1/3 środka zajął mój wkład foto ze sprzętem. Zabrałem duży aparat z kilkoma szkłami bo mój mały Fuji X100T jest uszkodzony. Niestety spadł mi z dwóch metrów i uszkodził się wizjer na tyle, że fotografowanie nim nie sprawiałoby mi radości. W każdym razie w 30 litrowy plecak spakowałem się na cały wyjazd. Zabierając ze sobą długie spodnie, koszulkę z długim rękawem, sandały trekingowe, długie portki do pływania w morzu, plastikowe sztućce, zestaw kilku koszulek, bielizny, kosmetyki i czapkę, dwie pary okularów i kilka gratów kablowo-elektrycznych bez których nie mógłbym “pracować”. Plecak był spakowany tak, że śmiało wchodził w ich urządzenie pomiarowe. Warto jednak jeśli podróżujecie w dwie osoby by jedna z nich miała mały plecak do noszenia gratów podczas spacerowania. W moim przypadku musiał wejść insert ze sprzętem. Taki kupiłem sobie na aliexpress za jakieś 10-15 $. Nie jestem fanem noszenia jakichkolwiek toreb fotograficznych. To po pierwsze jest mało wygodne, po drugie to widać, a nie zawsze wchodzi się tam gdzie można pokazywać, że ma się ze sobą sprzęt.

Na moją pierwszą daleką podróż zabrałem plecak 80 litrowy. Dziś jest 30 litrów. Czekam na chwilę kiedy zejdę na 20 litrów :)

Ważne jest też planowanie gdzie się śpi. Im bliżej noclegu tym wybór miejsc jest oczywiście gorszy i droższy. Wszystko co fajne i w dobrej cenie już dawno zostało zaklepane. Zostają zazwyczaj jakieś ochłapy, ale na to reguły rzecz jasna nie ma. Oczywiście koszt wyjazdu można by jeszcze bardziej przypiłować jeśli by zrezygnowało się z prywatnej łazienki, bliskiej odległości od centrum. Zamienić to na hostele i pokoje 200 osobowe. Oczywiście jeśli na obrzeżach miasta jest coś fajnego i taniego, do tego trzeba doliczyć koszt dojazdu. A zazwyczaj cena za bilet jednorazowy to koszt 1,5 €. Warto więc kupić bilet dobowy lub taki który zawiera jakiś pakiet XXX przejazdów. W Marsylii bilet solo to koszt właśnie 1,5 €, ale dobowy (na 24h, a nie do północy) to koszt 5 €. Gdy bierzecie mało rzeczy, warto wynająć na min. 2 noce mieszkanie przez np. airbnb, które ma pralkę. Dzięki temu w połowie wyjazdu możecie cieszyć się świeżymi ubraniami, a wnętrze plecaka zwyczajnie Wam nie śmierdzi i co więcej nowe ubrania nie przechodzą zapachem brudnych ubrań zamkniętych w szczelnym worku jakim jest wasz plecak.

I teraz co może być ciekawe to koszta. Za cały 10-cio dniowy wyjazd zamknęliśmy się w kwocie 2000 pln od osoby (jedzenie, transport, noclegi, bilety, ubezpieczenie). Oczywiście dużo zrobił nam nocleg u Marka (3 noce), ale wtedy wystarczyłoby zrezygnować z jakiegoś miasta. W cenie jest też ubezpieczenie turystyczne, które moim zdaniem TRZEBA mieć. Podczas podróży po UE warto wyrobić sobie kartę EKUZ (Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego). Jej wyrobienie NFZ zajmuje jakieś 5 minut. Zawsze się ubezpieczam, a dopiero w Chinach to uratowało mi podróż.

Wszystkie ceny są od osoby.

 Warszawa – Barcelona 240 zł (Ryanair)
 Barcelona / 0 zł
 Barcelona – Marsylia 105 zł (Flixbus)
Marsylia / 2 noce 200 zł (Booking.com)
 Marsylia  – Nicea 55 zł* (Flixbus)
Nicea / 2 noce 157 zł (Airbnb.pl)
 Nicea – Monako – Nicea 30 zł (Trenitalia)
Nicea – Genua 90 zł (Flixbus)
Genua / 1 noc 110 zł (Booking.com)
Genua – Mediolan 61 zł (Trenitalia)
Mediolan / 2 noce 210 zł (Booking.com)
 Mediolan – Wenecja 100 zł** (Trenitalia)
Wenecja – Treviso (lotnisko) 15 zł*** (Trenitalia)
Treviso (lotnisko) – Kraków 65 zł (Ryanair)
Kraków – Warszawa 65 zł (TLK)

*) Autobus Flixbus zatrzymuje się na lotnisku w Nicei. Autobus lotniskowy do centrum Nicei jest za 6 € w jedną stronę. Tuż obok jest przystanek autobusu miejskiego za 1,5 € (ważny 75 min)!
**) Bilet na pociąg szybki oraz bezpośredni Mediolan – Wenecja to koszt około 40-60 €, za bilet z przesiadką w Weronie płaci się już około 20 €.
***) Autobus transferowy z Wenecji (Mestre) na lotnisko to koszt około 10-11 €, ale już pociągiem z głównej stacji Wenecji S. Lucia i autobusem miejskim to koszt 5 € od osoby. Nam Pan kierowca busa podarował przejazd bo nie miał już biletów.

W następnym wpisie Barcelona :)

Tel Aviv / 01

Tel Awiw nocą | Robert Danieluk
Korzystając ze świątecznego przejedzenia kupiliśmy bilety z Warszawy do Tel Awiwu u naszego narodowego przewoźnika, do którego szczerze mam jakiś sentyment. Każdy ma swojego ulubionego. O ile ma. Chociaż po ostatnich cięciach związanych z podróżowaniem tymi liniami, mogli by sobie już darować tego Prince Polo za 70 groszy i dać nawet wafle z Biedronki i do tego ciepły słodki czaj w kubku, nawet niech to będzie Saga o smaku wody. W drodze powrotnej po starcie od razu zasnęliśmy będąc prawie 24h na nogach i Prince Polo przepadł ;) trochę się z tego śmieję, ale fakt faktem jest to, że skoro lot trwa 4h z Warszawy do Izraela to dołożyli by z biletu 2zł i można było cieszyć podniebienie, delikatnie, ale jednak, chociaż może właśnie coś w tym jest bo lecąc z Nowego Jorku do Los Angeles, dostałem 6 słonych orzeszków i Colę. I chociaż w plecaku miałem swoje polskie kanapeczki to jednak ten mały batoniczek dał mi do myślenia. Wiadomo, każdy szuka oszczędności tak jak i my wybierając się do Izraela który tanim miejscem na wypoczynek nie jest. Niestety, bo Izrael jeśli chodzi o podróżowanie jest krajem bardzo łatwym i małym, to mnie szalenie zauroczyło.

Przed wyjazdem Izrael jak i jego sąsiednie kraje były (i poniekąd dalej są) białą plamą moich zainteresowań i wiedzy. W szczególności z moich krajów które chciałbym odwiedzić, już dawno wykreśliłem kraje, w których dominuje islam. Chociaż Iran na niej widnieje raczej wysoko. Dlatego też lecąc tam opierałem się na tym co wie Kasia, która była tam już wcześniej. Pozostawiłem sobie wszystko jako jedną wielką niespodziankę i powiem wam tak. Ten kraj zaskoczył mnie bardzo pozytywnie i pewnie kiedyś jeszcze tam wrócę, chociaż moja lista zawiera o wiele więcej ważniejszych miejsc. Wydaje mi się, że są miejsca na naszym globie które warto zobaczyć i jeśli tylko jest na to cień szansy, dlaczego by z tego nie skorzystać? Kiedyś jak zaczynałem fotoblogować wykreowałem sobie taką dziwną listę miejsc, które musi odwiedzić prawdziwy fotobloger-fotograf. Dwa lata temu ją zrealizowałem. Kolej Transsyberyjska – Nowy Jork – Azja. Trochę się z tego śmieję, ale wyznaczanie sobie celów jest w życiu ogromnie ważne, tak jak odbywanie podróży, które są jedną z trzech moich ogniw zasilających mój mózg, życie i serce.

Szykując jakąkolwiek podróż (małą czy dużą) szuka się noclegu. W przypadku Izraela wyszukanie noclegu nie jest kłopotem o ile nasz portfel jest wypchany złotem, sztabami złota, żart ;) Dlatego też wyszukanie taniego noclegu nie jest łatwe, ale nie jest też niemożliwe. My opracowaliśmy sobie trasę Tel Aviv – Ein Gedi – Ein Bokek – Jerozolima – Tel Aviv z czego dwie noce spędziliśmy na lotnisku i mieście. Warto też tuż po zakupie biletów lotniczych od razu klepnąć sobie nocleg, bo często bywa tak, że najtańsze miejsca są zazwyczaj mocno okupowane i w danym terminie, po zakupie biletów może być kłopot. Transport i nocleg to dwa kluczowe wydatki. Jedzenie to trzecie, chociaż tak jak w naszym przypadku zaopatrzyliśmy się w podstawowy zestaw kulinarny PBC (Polaki Biedaki Cebulaki), aczkolwiek w przypadku miejsca gdzie kebab to koszt około 45zł, czekolada 9zł, chleb prawie 20zł, warto mieć coś swojego. Własny czaj i grzałka to żaden wstyd. Zupka chińska czy pasztet podlaski z mielonką turystyczną, nie smakuje piękniej jak tylko w podróży. Taki zapach Polski. Jeśli jedzie się do kraju gdzie jest cieplej, warto zabrać mniej ubrań, a resztę zapełnić jedzeniem lub w ogóle mniej zabrać wszystkiego. Dzięki temu można zaoszczędzić, a to co zaoszczędzimy wydać na zakup kolejnych biletów lub paliwa. Filozofii podróżowania jest wiele i przyznam, że uczę się za każdym razem nowych rzeczy. Moim marzeniem jest dojście do takiego punktu w którym jednym bagażem będzie mały plecak i aparat z jednym obiektywem. Warto też podczas rezerwacji noclegu zobaczyć czy dane miejsce oferuje śniadanie, kolację, wtedy zmniejsza się ilość zabieranego pożywienia. I rzecz jasna wszystko dotyczy podróżowania na własną rękę. Dziś innej opcji nie przewiduję. Nie mógłbym chyba znieść podróżowania z 45 osobami, wstawaniem o 5 rano i całodziennym zwiedzaniem miejsc z wizytą w sklepie z dywanami. Lepiej się trochę po stresować jak odbierać sobie wolność, która jest chyba rzeczą w takich podróżach najważniejsza.

Transport w Izraelu jest świetnie zorganizowany. O czym wspominałem to wielkość kraju. Z Tel Awiwu do Jerozolimy jedzie się 50 minut, około 60km. Nad morze martwe jedzie się około 2h z Tel Awiwu przez Jerozolimę i Palestynę. Ceny są do przełknięcia, a autobusy klimatyzowane i z wifi. I co najważniejsze. Połączeń jest od groma i z Jerozolimy do Tel Awiwu autobus odjeżdża co 20 minut (pomijając czas kiedy jest szabat, wtedy nic nie działa). Z lotniska do centrum miasta dojeżdża pociąg. Dosłownie w 10 minut. Nie wiem jak jest z dostępnością na inne systemy w telefonach komórkowych, ale podstawą jest posiadanie map(y). Ja polecam City Maps 2Go, jest to mapa na telefon w trybie off line za darmo (na iOS). Przyznam, że bez tego programu było by ciężko, nawet bardzo, szczególnie w wąskich uliczkach Jerozolimy! Wystarczyło w zasadzie wgrać tylko okolice Jerozolimy by mieć wszystkie miejsca jakie odwiedziliśmy, taki urok tego kraju. Na szczęście prawie większość znaków była też po angielsku bo bez tego czarna magia. Oficjalnym językiem w Izraelu jest hebrajski i arabski. Oba szlaczki.

Tel Awiw przywitał nas ciepłem i słońcem, potem słońce zakryło niebo, dając nam piękne, magiczne, nieznane mi wcześniej światło. Tego mi brakowało. Cały dzień spędziliśmy na plaży spacerując i fotografując, chociaż po całym dniu i całej nocy bez snu, wszystko wydaje się dziwne, pijane. To wielkie miasto w zasadzie odbiegało od moich wrażeń związanych z żydowskim miastem. W zasadzie gdyby ktoś mnie tam przeteleportował i nie widział bym napisów pomyślałbym, że jestem gdzieś we Włoszech. Aparat przewieszony przez ramię, a to jest taki mój mentalny znak, że jest bezpiecznie, bo jest. Bardzo.

Bose stopy na piaszczystej plaży o chłodnym piasku. Wyjmuje aparat z plecaka. Tryb ON. Tak zaczęła się nasza przygoda z Izraelem. Wyjątkowa, którą postaram się jakoś fotograficznie streścić i was nie zanudzić.

Tel Awiw | Robert Danieluk Tel Awiw | Robert Danieluk Tel Awiw | Robert Danieluk Tel Awiw | Robert Danieluk Tel Awiw | Robert Danieluk Tel Awiw | Robert Danieluk Tel Awiw | Robert Danieluk Tel Awiw | Robert Danieluk Tel Awiw | Robert Danieluk Tel Awiw | Robert DanielukTel Awiw | Robert DanielukTel Awiw | Robert DanielukTel Awiw | Robert Danieluk