Tag: Wschód

Powrót do Tbilisi


Pamiętam jak czekałem na samolot do Warszawy na lotnisku w Tbilisi. Leżałem pod ruchomymi schodami na sztucznej trawie i już w głowie planowałem powrót. Był maj 2016 roku. Tego dnia padał deszcz.

I tak w styczniu 2019 roku samolot wylądował w Kutaisi /Wizzair/ gdzie czekał na nas autobus do Tbilisi. Po blisko 3-4 godzinach byliśmy w naszym hotelu. Chociaż bardziej to jak hostel z łazienkami w pokojach, ale lokalizacja świetna. Podwórko już samo w sobie zrobiło klimacik. Zresztą klimacik to słowo, które kojarzy mi się z całą Gruzją. Plan na wyjazd był prosty. Tbilisi, a w praniu wyszło, że także Batumi i oczywiście Kutaisi skąd wracaliśmy do Warszawy.

Tbilisi w kilku słowach to ciekawe miasto, pełne dobrej energii. Mimo styczniowej aury, bardzo miło było spacerować po wąskich uliczkach, oglądać magiczne gruzińskie podwórka i ponownie zjeść chinkali, gruzińskie pierożki. Dla miłośników jedzenia to nie pierożki, a kołduny. Wypełnione mięsem, a wszystko w gorącym przepysznym bulionie. Są też warianty z ziemniakami lub serem. 10 na 10!

Na moim Instagramie zrobiłem ankietę z pytaniem czy ktoś z Was był w Gruzji. Na 160 osób 130 odpowiedziało na NIE, reszta na TAK. To w sumie fajnie bo wiele osób zwyczajnie ma przed sobą fajną przygodę, oczywiście pod warunkiem, że takie klimaty im pasują.

Wyjazd na 7 dni do Gruzji kosztował nas 950 zł od osoby. W tej cenie są przeloty, transport, noclegi, ubezpieczenie, jedzenie i wszystko to co jest na miejscu ważne. Gruzja pod tym względem jest miejscem szalenie dobrym na ograniczone budżety. To też powód, że śmiało można tu wrócić. Góry i morze. Zabytki, dobre jedzenie, mili ludzie. Dużo miejsc do fotografowania. No i wino…ale ja nie piję alkoholu.

Pisząc ten wpis wiem, że to nie ostatni mój pobyt w Gruzji.

Via Baltica / Karosta


Karosta to część Lipawy chociaż ma się wrażenie, że jest to oddzielne miasteczko. Kiedyś było to zamknięte miejsce, które służyło jako radziecka baza wojskowa. Ostatni wojskowi opuścili to miejsce w 1991 roku. Bunkry, które pochłania Bałtyk to świetne miejsce na spotkanie z historią i siłą natury. Jeśli będziecie w okolicy to koniecznie tam zarzućcie swoje ciała i dusze. Niedaleko jest falochron, który ma długość blisko 1600 metrów. Na jego końcu tuż obok smrodu uryny można nacieszyć się pięknym widokiem morza i wiatraków.

Metropoliten – czyli moskiewskie metro / Moskwa cz. 7 / Dużo fotografii

Tak wyglądała moja mapa metra. Powstała z dwóch wyrwanych stron z jakiegoś przewodnika po Moskwie znalezionego na lotnisku. Na mapie zaznaczone są stacje, które udało się sfotografować.

12 listopada cały dzień byłem pod ziemią. Inaczej nie ma możliwości by zwiedzić moskiewskie metro. Oczywiście jeden dzień pozwala tylko na to by zobaczyć te najciekawsze, chociaż oczywiste jest, że każda ze stacji ma w sobie coś wyjątkowego. Metro w Moskwie to muzeum, tętnica miasta. Dla upartego dałoby się zobaczyć te wszystkie stacje na jednym bilecie.

W telegraficznym skrócie moskiewskie metro powstało w 1935 roku. Dziś liczy sobie 200 stacji, a długość linii to 333km. Linii jest 12, a po nich porusza się blisko 4500 wagonów. Codziennie wagoniki metra transportują 7 milionów pasażerów.

Odległość między stacjami:
średnia – 1,8 km
najmniejsza – 0,5 km
największa – 6,47 km
Stacji – 200
Największa głębokość stacji – 84 m

Schody ruchome:
liczba – 637
łączna długość – 66,8 km
największa długość – 126 m
Zajezdni – 15

Wagony:
liczba – 4510
średnio dziennie używanych – 3438
Średnia dzienna trasa wagonu – 548,7 km
Pasażerów w wagonie – 50
Średnia prędkość – 41,62 km/h
Zatrudnionych – 35 623
Zgodność z rozkładem jazdy – 99,98%
Najmniejszy odstęp między odjazdami – 1,5 minuty
Długość przeciętnej podróży – 13 km

Więcej informacji oczywiście na Wikipedii https://pl.wikipedia.org/wiki/Metro_w_Moskwie