Strona główna » Za wschodnią granicą

Tag: Za wschodnią granicą

Pozniaky

UA_2015_RD-057 UA_2015_RD-058 UA_2015_RD-059 UA_2015_RD-060 UA_2015_RD-061 UA_2015_RD-062 UA_2015_RD-063 UA_2015_RD-064 UA_2015_RD-065 UA_2015_RD-066 UA_2015_RD-067 UA_2015_RD-068 UA_2015_RD-069 UA_2015_RD-070 UA_2015_RD-071 UA_2015_RD-072 UA_2015_RD-073 UA_2015_RD-074
Wagonik metra zatrzymuje się na stacji Pozniaky (Позняки).  Zatrzymujemy się chwile na antresoli i patrzymy na peron. Chociaż pozornie stacja może wydawać się stara i mało atrakcyjna to ja chwilę rozkoszuję się jej wyglądem, prostotą i napisem z nazwą stacji. Tuż przy wyjściu ze stacji metra znajduje się “Puzata Hata” to sieciówka, coś jak bar mleczy gdzie za niecałe 10 złotych można wyjść sytym i zadowolonym, a w obecnym czasie także ogrzanym. Ta lokalizacja jest efektem dwóch rzeczy. Po pierwsze nazwa stacji padła w wyniku losowania, po drugie z lewej strony miasta, blokowiska idealnie pasowały na miejsce, które obowiązkowo trzeba było posmakować w Kijowie. Co? Oczywiście wielkie blokowiska, pełne “szarej płyty”. To miód na moje serce. Jesteśmy po prawej stronie miasta, za Dnieprem.

Blokowiska to temat, który doskonale pielęgnuje moją wyobraźnię. Dlaczego? Wystarczy, że spojrzycie na fotografię nad tym tekstem. Wielka ścian pełna małych okienek. Nawet nie chcę ich liczyć. Kiedy tak patrzę na ścianę, zamykając ją w wizjerze aparatu, zaczynam rozmyślać, wyobrażać sobie, że każde okno to inna historia. Zwykli ludzie, tacy jak wszędzie z tymi samymi problemami. Takimi jak moje, jak Wasze, jak sąsiadów z góry i za ściany. Zwykłe życie, czasem szare, nudne, czasem bolesne, problematyczne, a czasami pełne szczęścia i błogości. Ot zwykły blok. Ja jednak przenikam bezkarnie przez te wszystkie okna, lecę z prędkością światła między jedną, a drugą klatką i widzę zwykłość i realność, to co chyba w życiu lubię najbardziej. Realizm. Nikt jednak nie mówi, że połączenie dwóch rzeczy realistycznych, realnych, istniejących tu i teraz musi powodować racjonalne historie. To chyba największe piękno. Takie budowanie historii z klocków. Każdy klocek taki sam kształtem, kolorem różnym, ale dopiero z dystansu widać jak abstrakcyjne może być to połączenie, zawarte w jednej całości.

UA_2015_RD-075Takie codzienne życie niesie za sobą dotyk rzeczy, zapach rzeczy. Widzę i czuję to za każdym razem. Chciałoby się namacalnie wejść w każdą z tych małych historii, książek, opowiadań. I tak też się stało. Postanowiłem wejść na jedną z betonowych płyt, na górce usypanej z ziemi, pełnej błota. Przypomniało mi się czasy kiedy dorastałem na Ursynowie. Pod moim butem coś zaiskrzyło, gdzieś w oko się rzuciło dziwny blask. Po moim butem ukazała się karta pamięci. Brudna, zakurzona niczym stary negatyw. Taka archeologia fotograficzna. Kiedyś odkrywało się stare negatywy, dziś karty pamięci. Ta karta ma wymiary 11 na 15 milimetrów. Wrzuciłem ją do kieszeni i dopiero będąc w domu odtworzyłem jej zawartość.

Fotografie. Datowane od 1 kwietnia 2010 do sierpnia tego roku. W jednym z katalogów było 31 fotografii. To cała zawartość tej karty. Na większości zdjęć widać małe dzieci i podejrzewam, że są to wnukowie tej dwójki starszych ludzi. Odkrycie takich fotografii wydaje się jak przeniknięcie do czyjegoś życia, całkiem bez konsekwencji, zostawiając więcej pytań niż odpowiedzi.

Uwielbiam takie fotografie. Proste nie skażone żadnymi filtrami świadomości tworzenia.

UA_2015_RD-077
UA_2015_RD-079
UA_2015_RD-076
UA_2015_RD-078

700×344

Siedząc w ten ciepły jesienny dzień przeglądając zdjęcia z Białorusi postanowiłem zrobić sobie małą retrospekcję i powspominać małe co nieco. Brakuje mi już wyjazdu z Warszawy gdzieś dalej jak do Gdańska. Mam nadzieję, że 2007 coś dobrego przyniesie. Pare fotek – dużo wspomnień.

Białoruś 2006 / Robert Danieluk
Kierunek Mir. Blokowisko. A przed oknami pasący się koń. Po wypiciu w dużej ilości Gin-Tonica szybko otwierałem okno i się wajcha w Ładzie urwała. Pomyślałem sobie, że to nie możliwe. A jednak.

Białoruś 2006 / Robert Danieluk
Konrad bardzo chciał się przejechać elektriczką więc wieczorem spędziliśmy tam trochę czasu. Elektriczka to taka nasza 3-cia klasa. Tanie i dużo wrażeń. Zapach “dzioch-dzioch” coś połączenie moczu, wódki o potu. Fanipal-Mińsk.

Białoruś 2006 / Robert Danieluk
Czarna Wołga mknie na Mińsk. Potem myłem się w jeziorze. Po 3-ch dniach jakaś pseudo łaźnia dobra dla każdego.

Białoruś 2006 / Robert Danieluk
Konrad na placu Lenina z Leninem w tle. Następne takie zdjęcie mam nadzieje zrobię na placu Czerwonym w Moskwie. Tło może być inne.

Białoruś 2006 / Robert Danieluk
Raków. Nie wiem czemu ale na wsiach dużo jest gratów. U nas też tak jest?

Białoruś 2006 / Robert Danieluk
Pilismy taniego browara w barze luksusowym, obsługi szybkiej. Nagle zaczepił mnie jakiś typ. Tylko po rosyjsku rozumiał. Coś mówił o swoim hobby, motocykle, anarchia i ten smród. Mińsk.

Białoruś 2006 / Robert Danieluk
Nie pamiętam bym robił to zdjęcie to pewnie wina Gin-Tonica ale bazar nie kiepski. Najbardziej jednak podobało mi sie to ze mozna było tam spotkać i azerów, ruskich czy mołdawianinów. Mińsk.

Białoruś 2006 / Robert Danieluk
Fabryka w Mińsku traktorów Białoruś. Dzielnica industrialu.

Białoruś 2006 / Robert Danieluk
Przy Bibliotece Narodowej im. Alexa I Łukaszenki. Nie wiem co to tam robiło.

Białoruś 2006 / Robert Danieluk
Brześć – Mińsk. Konrad śpi. Bardzo lubie podróżować pociągami klasy wschodniej. Za każdym razem jest coś fascynującego. Rzecz jasna wspomnieć muszę, że muzyka wydobywająca się z głośnika w przedziale to majstersztyk.

Białoruś 2006 / Robert Danieluk
W drodze z Rakova do Nowogródka zgubiliśmy drogę. Potem droga dziwna w las która zakończyła się nowoczesnym, drogim muzeum im. Feliksa Mordercy Dzierżyńskiego. Już nie wnikam po co mu oddawać taki hołd (to że milicja białoruska uważa go nadal za wzór to już inna choroba…) ale kible mnie zauroczyły…jak zawsze.