Strona główna » Ocean Atlantycki

Tag: Ocean Atlantycki

Porto /3/ Ocean Atlantycki

Ostatni dzień w Porto to spotkanie z wielką wodą. Atlantyk jest dosłownie na wyciągnięcie ręki. Można tam dojechać tramwajem, a jeśli ktoś jest uparty to i można dostać się tam za pomocą nóg, ale uwierzcie mi, szkoda na to czasu. My skorzystaliśmy z opcji dojazdu do portu za pomocą metro-tramwaju bo jeśli nazwiemy metrem tramwaj, który ma stację pod dachem to nadal jest to tramwaj. Za blisko 6 złotych ocean jest przed Wami, no chyba że wykupicie bilet na tramwaj zabytkowy wtedy trzeba wyłożyć blisko dwa razy więcej.

Wcześniej jednak postanowiliśmy odwiedzić lokalny bazar Mercado do Bolhão, który mieścił się kilka minut spaceru od naszego miejsca zamieszkania. Ta klimatyczna przestrzeń wypełniona mgłą to także dobre miejsce na zakup pamiątek z podróży. Na parterze jest wiele takich stoisk gdzie możecie kupić wszystko to co jest do kupienia w miejscach pełnych turystów za połowę ceny. Jeśli jesteście zauroczeni azulejo to też rzecz jasna możecie kupić te przepiękne zdobienia kafelkowe na różnych przedmiotach. Bazary to zawsze dobre miejsce by zaoszczędzić parę €. Też proszę nie wyrobić sobie zdania, że jestem sknerą, ale mam w sobie tak zakorzenioną doktrynę DiT (Dobrze i Tanio), że czynienie oszczędności w podróży to jeden z jej elementów. Oczywiście nie na wszystkim da się coś urwać, ale jeśli piękny spacer na bazar zaowocuje nowym magnesem na moją lodówkę, a za to co zaoszczędzę mogę jechać nad ocean to właśnie jest to. DiT! :)

Port kojarzył mi się z Gdynią. Na przeciwko przystanku Mercado znajdowała się rybna hala targowa, sam nie wiem dlaczego ale takie hale i bazary mnie przyciągają, może dlatego że takie miejsca są pełne ludzi, ciekawych towarów, stworzeń i możliwości do zrobienia kilku fotografii. Po przyjęciu odpowiedniej dawki zapachu ryb ruszyliśmy na plażę. Spacer od przystanku do miejsca gdzie ocean łączy się z rzeką to blisko 5 kilometrów. Muszę przyznać, że ta droga wydawała mi się strasznie długa, a ilość przystanków na smakowanie widoków bardzo wydłużyła nasz spacer. Coś magicznego jest w horyzoncie wody, szczególnie tak dużej. Po drugiej stronie Ameryka. Jedyne miejsce poza Polską gdzie mógłbym żyć.

Góry i woda dają spokój, nawet jeśli wzburzone są fale oceanu. Miałem dziwne wrażenie, że ten spokój udziela się wszystkim. W parku blisko linii tramwajowej mieściła się publiczna toaleta. Po jednej stronie męska, po drugiej od strony rzeki damska. Wejście do jej wnętrza było podróżą w czasie i miejscu. Nie napiszę gdzie i kiedy, bo to trochę trudne, ale niech będą to lata 50-te, chociaż przyznam, że nie mam pojęcia jak one wyglądały właśnie tutaj w Portugalii. Po wyjściu z mojej kabiny, na środku pomieszczenia łączącego wejście do budynku z umywalką i wejściem do innych kabin, mieścił się pisuar, taki wysoki gdzie kilku Panów jednocześnie może oddawać mocz (co za słowo!). Przy pisuarze stał starszy mężczyzna, który gdy mnie zobaczył spojrzał na mnie. W jego ustach było pełno dymu z cygara, które trzymał w prawej dłoni, a lewą trzymał swój interes. Nie patrzę nigdy w męskich toaletach na facetów którzy sikają, bo sam tego nie lubię, męska część moich czytelników chyba wie o czym mówię, ale ta scena była jak film! Jakiś spokój wypełnił całe to pomieszczenie, a ja po wyjściu poczułem wewnętrzną ulgę i spokój. Czułem, że odpoczywam mimo kilometrów w nogach.

Zabytkowy tramwaj linii numer 1, zawiózł nas do Riberii, gdzie zakończyliśmy spacer słuchając muzyki nad brzegiem rzeki. Ogromna ilość słońca, jaką przyjąłem czyniła mnie tak nasyconym, że miałem ochotę zwyczajnie położyć się na ławce i zasnąć…

Następnego dnia czekał na nas pociąg do Lizbony.