Na Białoruś można jechać z wielu różnych powodów. Odwiedzić dawne Kresy, poczuć ducha poprzedniej epoki, najeść się dobrych słodyczy, odwiedzić bliskich, napić się wódki, naładować baterie, odpocząć lub pospacerować wśród sowieckiej architektury. Po prostu socrealizm (chociaż to złe określenie bo blokowiska były bardzo ubogie i proste). Na Białorusi (mam takie wrażenie) nadal powstają budynki w tym duchu. To dla kogoś kto lubi popatrzeć na dzieła z tamtej epoki to plus, dla ludzi którzy będą mieszkali tam lub użytkowali, nie wiem.
Podczas tego wyjazdu miałem ochotę pominąć miejsca które znałem i fotografowałem. Jak każde miasto ma swoje centrum (większe lub mniejsze), ale najwięcej frajdy przynoszą spacery po miejscach odległych od centralnych traktów. Po prostu wsiąść do metra i wysiąść na losowo wybranej stacji. Od zawsze fascynowały mnie blokowiska. Sam zresztą przez 20 lat mieszkałem w bloku z wielkiej płyty na warszawskim Ursynowie. Szara płyta z kamyczkami, wryła się bezpowrotnie do mojej świadomości. Zawsze więc kiedy widzę taką płytę, ogarnia mnie spokój. Jako domena domu, dosłownie.
Le Corbusier.
Blokowiska to bardzo wdzięczny temat. Dlatego dziś dedykuje im ten ogromny wpis. Każde okno to czyjeś wyjątkowe życie. Nie tylko chaotycznie zbita masa. Chciałbym też wszystkie te mieszkania zobaczyć i poczuć jak ludzie tam się odnajdują. Po prostu życie wśród wielkiej płyty.
Oczywistą sprawą jest to, że chciałbym także sfotografować wielkie bloki na całej szerokości od Warszawy po Władywostok.
