Rano przez kilka chwil rozmawiałem z Markiem, który właśnie czekał na samolot do Europy z Chin, Adam dziś już pewnie doleciał do Chin. A ja tak nagle, bezbronnie zatęskniłem za Chinami, których chyba nie rozumiałem, nie pojąłem, których chyba nie widziałem. Spojrzałem na kilka fotografii i z czasem gdzieś uleciały mi te chwile. Spakowałbym się i wyjechał, wyleciał.
Chiny. Pekin. Kwiecień 2011.
Mam niestety (albo stety) bardzo podobne wrażenie o swoim pobycie w Chinach. Myślę, że to miejsce, które wymaga trochę więcej czasu, a także historycznej wiedzy od podróżującego niż dajmy na to mniejsze, bądź bliższe nam kulturowo kraje.