Zaległem na łóżku. Obok torba pełna ubrań. Jestem nago, a wiatrak pięknie mnie chłodzi. W dłoni tablet na którym oglądam jakiś dokument o starszym facecie, który założył agencją towarzyską. Dokument jak dokument. Trochę jest mi tego wszystkiego żal, gdzieś w tle znajome mi budynki, może ten Dziadek jest moim sąsiadem. Oczy mi się zamykają, powoli odpływam, ale nie mam czasu na sen. Tutaj mamy codzienność, nawet dwa światy w których życie polega na wiecznym marzeniu. Chyba za dużo marzę, a za mało robię cokolwiek w tych kierunkach o których myślę, a może po prostu wszystkiego nie da się tak szybko zrealizować. Pewne rzeczy potrzebują czasu i ryzyka.
A dziś 4 lipca. Kiedy to piszę Nowy Jork się budzi, chociaż dla wielu już dzień od dawna trwa.
a ja tam trzymam się zasady, im więcej marzeń tym lepiej, wtedy matematycznie nawet jest szansa, że któreś w końcu się spełni. Miejsce jednego niespełnionego marzenia trzeba wypełnić kilkoma nowymi i niekoniecznie od razu trzeba je realizować…marzyć, marzyć, marzyć Panie Danieluk…;)