Nie robię tego z przypadku. Odnajduje w mojej głowie szereg obrazów. Tych bardzo odległych czasów, kiedy miałem może z 17 lat. Przed oczami mam widok jeziora. Ciepłego wiatru. Dziwnego szumu i emocji. Buzujących słów i tego stanu bycia daleko poza domem, gdzie do najbliższej budki telefonicznej było 5 kilometrów.
Leżę na łóżku. Tym najwyższym. Kolanami dotykam sufitu. Jest duszno. Pociąg relacji Praga – Moskwa. Taki sam jakim jechałem dwa lata temu. Na granicy kręcą nosem. Na stacji metra „Plac Jakuba Kolasa” młoda Pani w mundurze nakazuje mi usunąć fotografie które przed chwila zrobiłem. Kilkanaście godzin pózniej żołnierz krzyczy do mnie wymowym „Eeee” bym odsunął się od pomnika Lenina. Zaczyna delikatnie padać. Stoję na moście i patrzę parę młodych ludzi, którzy karmią ptaki. Ciepły podmuch ognia spod pomnika na Placu Zwycięstwa uderza w moje oczy. Zamykam oczy.
„Welcome in Minsk” na wiekim plakacie. Za rok Mistrzostwa Świata w Hokeju. Jestem tu 9-ty raz. To miasto się zmienia, a herbata w kawiarni kosztuje 22,000 Rubli.




