Sofia. Stolica Bułgarii.

W wakacje zeszłego roku polecieliśmy z Warszawy do Burgas i dalej udaliśmy się w nasze wakacyjne miasto. Jak zawsze na własną rękę. Chociaż był to szczyt sezonu to muszę powiedzieć, że udało się odpocząć. Ja jednak od zawsze chciałem zobaczyć stolicę Bułgarii czyli Sofię.

Pamiętam jak kilka lat temu oglądałem jakiś program o gościu który badał i pokazywał jak działają kieszonkowcy w Londynie i jeden z wątków tego programu dział się właśnie w Sofii. Miasto to zostało pokazane mało interesująco, co więcej wydawało się, że nic tam nie ma. Mimo wszystko Sofia jako stolica państwa w Europie była wysoko na mojej liście miejsc do zobaczenia.

Bułgaria jest w Unii Europejskiej, ale nie jest jeszcze w Strefie Schengen więc śmiało możecie podróżować tam mając tylko dowód osobisty, ale będziecie musieli odstać swoje w kontroli paszportowej. Jeśli zależy Wam na czasie warto zabrać paszport (chyba, że macie nowy dowód z czypem) by skorzystać z automatycznej odprawy przez maszynę.

Skorzystaliśmy z polskich linii LOT i jak zawsze uważam, że to świetny wybór. Często zdarzają się fajne promocje, a taka fajna cena też powoduje, że człowiek wybiera taką, a nie inna destynację. W roku latam głównie Wizzairem, ale co LOT to LOT ;)

Z ciekawości na mapie narysowałem linię prostą biegnącą z Sofii do Tirany. Ku mojemu zaskoczeniu linia ta przechodzi przez Skopje. To dla mnie jasny komunikat. Zarówno Tirana jak i Skopje pięknie pasuje do Sofii, która należy do tych miejsc, miast które warto zobaczyć (jak każde inne), ale nie jest na tyle interesujące (moje zdanie) by do niej specjalnie wracać. Tranzytem, czemu nie, jednak Sofia w mojej głowie pozostanie z zapachem wiosny, widokiem na góry i ruskimi pomnikami. Niech mówią fotografie.

Zwykłe Rzeczy – rzecz o podcastach

Ja w Jałcie. Krym. Ukraina. 2003.

Ostatnio po długiej przerwie pojawił się na Spotify mój drugi podcast w całości poświęcony Ukrainie.  Właściwie jest to odcinek numer 9 pt. „Moja” Ukraina czyli jak to się zaczęło i jak pomagam Ukrainie?

Przyznam się bez bicia, że tworzenie podcastów jest przyjemne, ale bardzo trudne. Wiem, że jeszcze wiele rzeczy muszę się nauczyć, a głównie popracować nad moim głosem, którego fanem nie jestem ;)

Do brzegu. Bardzo bym chciał wypuszczać min. 2 odcinki miesięcznie bo wiem, że tyle dałbym radę zrobić. W głowie wiele pomysłów, nawet mam już wypisane pomysły na nowe odcinki. Wiem, że będzie na początek trochę o Ukrainie, ale mam też mam pomysł na totalnie coś nowego!

Jeśli więc jesteście ciekawi dźwiękowego tła moich fotografii oraz poznać wydaje mi się ciekawe historie to serdecznie Was zapraszam na moje Zwykłe Rzeczy.

Okładka 9 odcinka pochodzi z 2003 roku kiedy to po maturze pojechałem pociągiem z Warszawy na Krym. W tym roku minie równo 20 lat moich podróży za naszą wschodnią granicę i o tym też będę chciał opowiedzieć.

Terespolskie wraki


Terespol to małe przygraniczne miasteczko, które łączy Białoruś z Polską. Chociaż reżim Łukaszenki mówi, że Polacy nie mają co do gara włożyć, a Łukaszenka wyciąga pomocną dłoń i w zeszłym roku stały tu kolejki Polaków po kaszę i sól (nie widziałem). Zresztą kartoflany król w telewizji mówił, że Polacy i Litwini po wycieczce na Białoruś, chcą takiej „dyktatury” u siebie.

Sklepy i apteki w Terespolu są szturmowane przez obywateli Białorusi. Wszędzie samochody na białoruskich blachach. Białorusini mogą wwozić rzeczy do siebie do pewnego limitu wagowego, ale i też nie wszystko. Przecież tam podobno wszystko jest.

Przy Biedronce (kluczowy punkt miasta), na jej parkingu pozostawione są auta przez Białorusinów i tak sobie gniją. Dlaczego? Najpewniej obywatele Białorusi jadąc do domu, nie chcą płacić cła czy martwić się innymi formalnościami i problemami związanymi z bogactwem, więc taniej jest zostawić auto. Tu niech już martwią się Polacy.

Polski syf.

Ostrawa – tu trochę pachnie Czechosłowacją

Ostrawa wypełniona była spokojem i jakimiś dziwnie pustymi ulicami. Do tego połączenie architektury z wystrojem witryn małych sklepów powodowały, że czułem się trochę jak w Czechosłowacji, a może na siłę szukałem takich momentów i miejsc by tak się poczuć? Nie wiem przyznam, ale Ostrawa bardzo mi się podobała, mimo tak kiepskiej pogody z końca lutego.

Dolní oblast Vítkovice


Jakoś tak się złożyło, że w drugiej połowie lutego naszą męską ekipą pojechaliśmy do Czech. Towarzysko bo w dzisiejszych czasach ciężko złapać się z drugim człowiekiem. Każdy ma swoje życie, obowiązki i tysiące pobocznych tematów.

Nigdy nie byłem w Ostrawie, a to była świetna okazja by zobaczyć to miasto, chociaż w pigułce i na weekend. Na ogromną uwagę zasługuje Dolní oblast Vítkovice czyli kompleks górniczo-hutniczy. Chociaż czy robienie koksu robi się w hucie? Nie mam pojęcia i przepraszam za brak mojej wiedzy w tym temacie.

Mimo wszystko jeśli będziecie jechać gdzieś siną w dal, a na trasie będzie Ostrawa to polecam zobaczyć to dziedzictwo kulturowe Czech! Szczególnie dla fanów industrialu!

Dolní oblast Vítkovice można zwiedzać bezpłatnie. Wjazd na wieżę (nie byłem) jest biletowany.

Neapol. Miasto brudu i dobrej pizzy.


Kiedy piszę ten wpis mija równo miesiąc od naszego wyjazdu do Neapolu. Ostatni raz we Włoszech byłem jesienią 2019 roku. Nigdy przyznam nie miałem szczęścia do Włoch. Zawsze coś mnie w nich dopadało, a to choroba a to jakieś zatrucie (powiedzmy). Ostatni raz byliśmy chwilę w Rzymie i rozchorowałem się koszmarnie. Potem wmawiałem sobie, że to koronawirus bo wszędzie byli turyści z Chin ;) ale jednak to wina Mateusza który był z nami.

I chyba Neapol odczarował złą passę. Neapol brudny, pełen hałasów, wąskich uliczek i klimatu. Podobało mi się, a do tego pizzowa dieta bo jak można w Neapolu nie jeść pizzy? I myślę sobie, że chętnie bym tu na chwilę wrócił.

No i uważajcie pod stopy bo niby cywilizacja, a w gówno wejść można.

Krótki wyjazd do Lwowa na Ukrainie


Nigdy tak często nie bywałem na Ukrainie. Nigdy.

Mój pierwszy wyjazd do Lwowa był krótki, ale treściwy. Korzystając z faktu, że z ostatnich środków na mojej zrzutce „Na zakup zimowego wyposażenia dla konkretnych żołnierzy z Ukrainy” zakupiłem ogrzewacze jednorazowe, a także jeden z donatorów zakupił potrzebną lornetkę, zawiozłem całość do Lwowa gdzie mieście się nasza baza logistyczna. Tam mój przyjaciel Pavlo, dalej rozsyła rzeczy do konkretnych ludzi na froncie. Tak to działało na początku i tak też to działa do dziś. Jedyny problem, a raczej wyzwanie to pozyskać środki na zakup tych rzeczy. O tym nagram podcast do których wracam. Wiem, że wracam od 2 lat ale w tym roku zmieniam podejście do pewnych spraw.

Jaki jest Lwów dziś? Taki jak i w grudniu. Zimny, ze swoimi historiami, problemami, generatorami i brakiem prądu. Dla nas ludzi którzy mają wodę, prąd i ciepło pod dostatkiem to nagły brak wszystkich tych rzeczy rzeczy bywa i nie boję się tego nazwać: szokiem. Wyobraź sobie, że budzisz się, a tu nie masz jak pracować, umyć się, a na dodatek jest Ci zimno. Tak też i miałem ja więc wiem co czują Ci ludzie. Jedną noc spędziłem w mieszkaniu, które nie dość że było ogromne i wysokie to jeszcze zimne jak lód. Była tam jakaś zła energia. W nocy mimo, że był prąd i ogrzewanie zaczęło działać to było tak zimno, że spałem w…ubraniach, a ja cały rok śpię w gaciach. Lubię chłodek, ale tu było za dużo. Dużo warstw i głowa pod kołdrą. Na szczęście mogłem z tego zrezygnować i zmienić miejsce.

We Lwowie zatem załatwiłem kilka spraw, rozmowy, spotkania, drobne zakupy i wróciłem do Polski. Przyznam, że nawet nie miałem czasu na fotografowanie.

Na uwagę zasługuje tu kolejny odcinek Dawida, który przeprowadził z nami krótką rozmowę bo o tym można gadać i gadać. O czym? Popatrzcie i posłuchajcie:

Złamać smutną aurę – Fuerteventura 2023! (cz. 1)

Kiedy w 2018 roku przylecieliśmy tu pierwszy raz zachowałem się jak gamoń, nie spodziewałem się że było tam tak ciepło! Kiedy startował samolot w Warszawie za oknem było jakieś -12° C, a na miejscu +25° C! I jakoś tak się stało, że ta ciepła wyspa wyryła w mojej głowie tak głęboką dziurę, że trzeba było tu wrócić. I wróciliśmy w grudniu 2021 roku, a teraz z początkiem roku, ponownie byliśmy gośćmi i to aż na 2 tygodnie.

Generalnie spędzanie czasu gdzie świeci słońce jest dobre, dla ciała i duszy. Można odpocząć, zostawić swoje problemy w domu i skupić się na swoich sprawach. Ładna pogoda i piękne widoki temu zwyczajnie sprzyjają. Rozumiem doskonale dlaczego niemieccy emeryci tak bardzo upodobali sobie Fuertę. Ja im się nie dziwię. Mam marzenie by i nas w długiej i starej drodze życia, było zwyczajnie stać by od listopada do marca siedzieć na plaży i wystawić nagi zad. Czy tak będzie? Nie wiem.

Fuerteventura cenowo jest dla nas bardzo osiągalna i to jest jej ogromna zaleta. W wyniku inflacji wiele rzeczy poszło do góry jak samochód, noclegi, ale tak jest wszędzie i mimo to uważam, że nie był to ostatni raz na tej wyspie. Może sytuacja na tyle się uspokoi, że będzie można sobie pozwolić na dłuższy pobyt na miejscu.

I jest gdzie odpoczywać, jest gdzie jeść, jest gdzie pływać. Każdy tu znajdzie coś dla siebie i chociaż to Hiszpania i Unia Europejska to jednak zawsze mam wrażenie, że jestem tak daleko, czasem nawet na Marsie gdzie kolor ziemii podobny jest właśnie do tej planety.

No i za każdym razem jak tam jestem wraca jeden pomysł, który od lat mnie męczy, ale o tym chciałbym kiedyś napisać więcej, ale dziś cisza. Bo jak zawsze powtarzam, kto dużo gada ten mało robi. Więc idąc tym tropem zapraszam Was w obrazkową podróż po Fuerteventurze.

Na fotografiach północna część wyspy. Turystyczne miasteczko Corralejo, mekka kamperów w El Cotillo i to co uważam za jedną z najpiękniejszych rzeczy, miejsc w moim życiu to park krajobrazowy Las Dunas de Corralejo czyli wydmy. To jedno z tych miejsc w mojej głowie za którym zwyczajnie tęsknie i chcę tu wracać. I chciałbym tu kiedyś zrobić sesję z prawdziwego zdarzenia.


Wyjazd podzieliśmy na trzy lokalizacje, dzięki temu nie można tam się nudzić.


Zimowy Irpień

Drugiego dnia pobytu w Kijowie, pojechałem metrem na przedostatnią staję metra i zamówiłem Ubera, który zawiózł mnie do Irpienia. Już sama nazwa powoduje, że czuję w sobie jakiś niepokój.

Pierwszy raz to miejsce widziałem w sierpniu tego roku (2022). Teraz kiedy wróciłem tu w grudniu, wszystko wyglądało trochę inaczej. Może nie było tego wielkiego ucisku w klatce piersiowej jak za pierwszym razem, ale kiedy samotnie przemierzałem ulice tego miasta, mogłem to przeżywać jakoś inaczej. Mogłem te myśli zostawić tylko dla siebie.

Odwaga

Kiedy wysiałem w wyznaczonym miejscu, przez chwilę musiałem uświadomić sobie, że jeden budynek został zburzony. Ten który często przewalał się w mediach. Potem już znajome blokowisko, malowidło Banksego i puste mieszkania. Latem bałem się wejść do tego bloku, ale jak człowiek jest sam to często ma więcej odwagi i wszystko jakoś inaczej można sobie poukładać.

Kiedy snułem się między tymi blokami, czy zniszczonymi domami nikt nie zwracał na mnie uwagi. I to w zasadzie bardzo mnie cieszyło. Kiedy snułem się bo bloku i kilku mieszkaniach to nie powiem nie było to nic komfortowego, ale wiedziałem że muszę to sfotografować, udokumentować. Kiedy to piszę (25 grudnia 2022), władze Irpienia rozpoczęły burzenie niektórych wieżowców, nie było w relacji napisane które, ale mam wrażenie że właśnie z tej ulicy.

Zimny smutek w kuchni

W pamięci zapadną mi dwa mieszkania. Wchodząc na górę minął mnie jakiś starszy facet, przywitał się i wyparował. Wyglądał na takiego który szukał tu skarbów, które potem może wykorzystać lub sprzedać, a może był mieszkańcem jednego z lokali i zabierał co nadawało się jeszcze do użycia. Nie wiem. Nie chciałem się nikomu tam narzucać. Chciałem być niewidzialny. Wchodząc do jednego z mieszkań patrzyłem na domy w oddali przez ogromną dziurę. To było niesamowite uczucie, namacalna historia i wiele pytań bez odpowiedzi. Tu widać jak pocisk przeleciał przez ścianę, jedną i drugą, a nawet zrobił dziurę w suficie. Jak wielka to siła.

Drzwi spalone i wygięte, nawet nie da się odczytać numeru mieszkania. Zerkam na podłogę i patrzę na stare ślady. Chodzić po śladach, niczym obsesja odkrywcy. Tak bezpieczniej. Kuchnia bez okna, wpadł do niej śnieg i przykrył talerze, kubki i setkę wszystkiego co wypadło z kuchennej szafki. Zrobiło mi się smutno. Stałem i patrzyłem, jak zawsze mój umysł próbował na już wytworzyć jakąś historię ludzi, miejsca. W życiu widziałem wiele opuszczonych miejsc, ale trudno opisać uczucie gdy człowiek wie, że mieszkanie czy miejsce zostało opuszczone w wyniku inwazji i ataków wroga.

Właściwie powiem Wam, że ciężko wyjąć myśli z głowy i je przepisać, bo wiem że musiałbym się postarać o wiele bardziej, że nadal mam jakieś wyrzuty sumienia, że te wszystkie słowa są zbyt proste. Natomiast wiem jedno, że wrócę tam.

Banksy / Irpien / Ukraina