
Uwielbiam smak drogi. Cel nie zawsze jest ważny, istotna jest droga sama w sobie. Kilometry, postoje, dźwięki, zjazdy, znaki, opuszczone stacje paliw, prostowanie nóg, zapach powietrza przed burzą, ulubione piosenki w radiu, uwagi TIR drajwerów w CB, przysypianie na fotelu pasażera, wystawianie ręki przez okno podczas jazdy. Lubię nowe miejsca, do starych wracać. Puste hotelowe pokoje, nowe ręczniki, zimny prysznic po upalnym dniu, budzenie się przy otwartym oknie.
Coś mi się ubzdurało, że będę pracował w weekend w Opolu, okazało się, że dotarłem do samej granicy RP. Strasznym żalem było by nie pojechać do Republiki Czeskiej. Trochę jak rok temu z Litwą, wjazd jednym przejściem, wyjazd drugim. Niestety ten drugi przespałem na tylnym siedzeniu.
Poszukiwanie obrazów po ulicach Prudnika i Głuchołaz. Jasna Góra i Zlaté Hory. Na koniec podróży masakryczna burza i piękna widok na elektrownię w Bełchatowie. Tylko tego Opola mi żal.
Czekam na wakacje.