
Warszawa podczas Świąt kojarzy mi się z takim obrazkiem. Puste ulice, chodniki, tramwaje. Sklepy wszelakiej maści słusznie zamknięte. Tylko gdzieś od czasu do czasu ludzie przemykają z pełnymi torbami prezentów, siatek, różnego rodzaju szpargałków.
I mimo, że cenię sobie życie w mieście, gwar, tłok, energię tak w święta ta pustka mnie rozbraja. Tak samo jak widok na moje podwórko. Jak by ktoś wyłączył prąd. Pusty parking, cisza. Nawet moja sąsiadka wredna jędza gdzieś wyjechała.
Coś jak w moim czytniku rss. Cisza, cisza i tylko jakiś Danieluk się wyrwie i coś na bloga wrzuci :)
Nie lubię tego. Jak miasto-widmo i powtarzające się święta kościelne w niedzielę.