
Ignacy Skwarcan. Mokotów. 2013
Marta spojrzała na Jacka. Jeszcze spał. Na zegarku świeciła się zielonym światłem, złowroga godzina, nieludzka. Było kilka chwil po godzinie czwartej nad ranem, stanowczo jeszcze w nocy. Wstała. Ich dziecko gdzieś w drugim pokoju domagało się uwagi. Bez słów zniknęła gdzieś w ciemnym przedpokoju. Chwile stała nad łóżeczkiem ich małej córki, która z otwartymi oczami patrzyła na swoją Mamę. Marta odwróciła wzrok w kierunku okna. To za nim rysował się krajobraz śpiącego blokowiska. Zalanego chłodem i czernią listopadowej nocy. Malutka dziewczynka, przytulona do Mamy zaraz zasnęła, a Marta co jakiś czas patrzyła w okno, jak by chciała się upewnić, że to jeszcze nie dzień, że to jeszcze ta chwila ciszy. Zegarek pulsował, odliczając do świtu, a Marta z ciężkimi oczami zanurzyła się w świat ciepłego łóżka, wtulając się w jej męża. Zasnęła. Tej nocy przyśniła jej się wiosenna łąka, ludzie i ciepły wiatr na jej delikatnej twarzy.
Dziękuję ;-)