Gone with the sun

4958Siedziała przy stole. Jak zawsze. Ten stół w pokoju i ten w kuchni. Od kiedy pamiętam te stoły były tam zawsze. Miała chusteczkę, którą chowała gdzieś w kieszeni. Patrzyła wzrokiem przenikliwym, czasem może nieobecnym. Takim ciężkim, długowiecznym, pełnym obrazów, wspomnień, dobrych i złych. W tych mętnych oczach, zalanych starością, trudno było dostrzec jakieś jednoznaczności. Miała zawsze tyle pytań, większość tych samych, zadawanych za każdym razem. Raz po raz do znudzenia. Banalne sprawy. I chociaż ciężko opisać człowieka w kilku zdaniach to wiem, że nie jest na to czas.

Siedziała przy stole, a ja potajemnie robiłem jej zdjęcia. Zawsze z taką dziwną, przeszywającą mnie myślą, że muszę to robić, być może po raz ostatni, gdzieś zapisać, zawrzeć obraz, wspomnienie. Podskórne poczucie misji. Zawsze chciała na tych fotografiach wyglądać, dobrze i świecić uśmiechem, chociaż wszyscy wiedzieliśmy, że ten uśmiech jest ciężki. Tak jak jej wzrok.

Te same historie. Te same słowa. Namacalne, najbliższe połączenie mojej osoby z czasami, które wydają mi się abstrakcyjne, nawet nieistniejące, chociaż właściwie już nieistniejące. Coś się skończyło.

Babcia Ania odeszła rano. 2 grudnia. Miała 95 lat bez trzech miesięcy. A to jej ostatnie zdjęcie, jakie zrobiłem. Nie wiedziała, że ją fotografuje. Jechałem tego dnia do Mińska na Białorusi.

1919 – 2013

Nie wiem co dalej napisać, chociaż wiem, że musiałem.

Robert Danieluk
Robert Danieluk
Artykuły: 1271

2 komentarze

Skomentuj KonradAnuluj odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *