
Kilka dni na Mazurach. Paliwo zalewa bak, auto sunie po wąskich mazurskich drogach. Tu nocleg na kwaterze, tam noc pod namiotem w nocy pełnej szalonego deszczu. Poranek rześki, dzień pełen deszczu. Niestety pogoda nie dała nam w pełni delektować się letnim urokiem tych miejsc. Dwa lata temu było podobnie.
Ponieważ razem z nami jechała Magda i Kamil (nigdy nie byli w tej części Polski) nasz wyjazd, a w zasadzie z mojej strony było to powtórzenie miejsc które widziałem. Na Mazurach chyba najbardziej lubię naturę i bunkry. Wracanie do tych samych miejsc bywa przyjemne, szczególnie do tych pozostałości po II Wojnie Światowej.
Mazury to jednak piękna sprawa w czasie kiedy jest ciepło i sezon się skończył. Oczywiście to punkt widzenia takiej osoby jak ja, która bywa tam raz na dwa lata. Ci którzy żyją z turystyki mają zapewne inne zdanie, ale właśnie o nich warto napisać kilka zdań. Szczególnie dla tych którzy mieli by ochotę zobaczyć Mamerki. Ci którzy byli na Mazurach tylko nad jeziorami i nie zwiedzali bunkrów, wydaje mi się informacja przydatna. Jest kilka miejsc które warto zobaczyć. Pierwszym z nich jest Wilczy Szaniec, warto też zobaczyć śluzę w Leśniewie Górnym z miejscem na niemiecką gapę czy bunkier Himmlera. To ostatnie jakoś „lubię” chociaż jego właściciel to istny diabeł. Wśród tych miejsc są Mamerki. Kilka niezniszczonych bunkrów oraz w bliskiej odległości muzeum U-Boota. Element muzealny Mamerek powinien być tam szybko zamknięty. To tandetna pożywka dla Januszów polskiej turystyki. Zabrakło mi tylko ciupag na straganie z pamiątkami. NIE. Więc jeśli Wam nie po drodze nie polecam samego muzeum, ale te 5 bunkrów warte uwagi. Szczególną uwagę zwracam na brak poszanowania rzeczy jakie tam prezentują. Spleśniałe mundury, a replika U-Boota (w jakimś budynku PRL) to kpina. To oczywiście moje zdanie, ale polecam Wilczy Szaniec. Szczególnie warto przespacerować się z przewodnikiem, a potem (na własną odpowiedzialność) pochodzić sobie po ruinach bunkrów. Ten świat wygląda jak miasto Azteków w wydaniu współczesnym. Warto jednak może wyjazd zostawić sobie na jesień…będzie mniej ludzi…
Te bunkry mają coś w sobie. Coś magicznego i przerażającego. Chętnie tam jeszcze kiedyś wrócę.
Dziś nie będzie nic o Powstaniu Warszawskim bo po 6-ciu latach, aktywnego uczestniczenia i fotografowania tych obchodów chcę odpocząć. Pamięć jest ważna, bardzo ważna, ale chyba po tylu latach pracy w Muzeum Powstania Warszawskiego nie czuję misji tworzenia produktu z Powstania, które zapewne (nie oceniam, nie mogę, nie żyłem wtedy) dało nadzieję, ale pochłonęło całe piękne miasto i 200,000 ofiar. Pamięć jest ważna, ale połączenie jarmarku z dramatycznymi wydarzeniami nie mieści się w kanonach mojego smaku.
Ten budynek PRL z U-Bootem to była dojrzewalnia serów (o ile pamiętam; dlatego też pewnie spleśniałe mundury – kultywowanie tradycji miejsca). Poza tym są też mało znane 2 bunkry niedaleko Radziej, jest ciekawy bunkier między Giżyckiem i Kętrzynem (Regelbau 105b w Martianach). Ja osobiście za bardzo ich nie lubię, raczej skupiam się na pałacach i pozostałościach po nich. Mało jestem wojenna, a jeżeli już, to wybieram raczej miejsca z czasów I wojny światowej.