Słucham jakiejś przypadkowej muzyki. Nic ciekawego. Muzyka robi się tłem do tego co bym chciał sobie poukładać. Rzecz w tym, że przez ostatnie pół roku wiele rzeczy miałem do układania w swojej głowie. Zatem nie warto na siłę układać czegoś co wydaje się dobrze dopasowanym.
Siedzę przy moim miałym blacie. Mam tu tablicę korkową ze scenariuszem mojej książki, krem do ciała, żel do rąk, dwa długopisy i pióro. Jakąś kartkę w formacie A4 z różnymi zapiskami. Kilka przypadkowych słów, które układają się w całość tylko w chwili kiedy mają odniesienie do ważnych spraw.
Jest połowa lutego. Rok 2017. Milion myśli na minutę.