
Dzień zaczął się od zanurzenia stóp w wodzie, która wdarła się do pokoju przez dziurę między podłogą, a drzwiami. Dopiero potem dotarło do mnie jakie to było niebezpieczne! Szybko zabrałem rzeczy z podłogi (na szczęście straty nie były duże). Przez chwile pomyślałem, że to lodówka…ale przecież to za dużo wody. Otworzyłem drzwi, a tam już był przygotowany specjalny mop. Potem wpadły dwie Panie które szybko pozbyły się wody z podłogi. Przyznam, że nigdy nie miałem takiej pobudki. Za oknem padał deszcz. Tak miało być.
Miło wrócić do Tel Awiwu. To miasto kojarzy mi się z ciepłem i pewnym ciężkim do opisania klimatem. Gdyby nie było tu morza to miasto nie miało by tego czegoś. Te urokliwe wąskie uliczki, stare domy. To przyciąga. Pogoda zrobiła dobrego psikusa i wyszło słońce. Prażące, idealne na środek grudnia.
Mieliśmy 24 godziny na zwiedzanie miasta i sen.
To drugi wyjazd kiedy lustrzankę zamieniłem na bez lusterkowego Fuji x100t, mimo że fotografuję nim od blisko 3 miesięcy jestem ciągle pod wielkim wrażeniem.