
Pole Mokotowskie, ścieżka Ryszarda Kapuścińskiego.
Co by tu napisać? Może zacznę od tego, że dziś nie byłem na żadnym cmentarzu. Przeraża mnie to. Ten szaleńczy pęd z woskiem i szkłem. Siatki pełne zniczy, wieńców. Parkowanie na trawie. Szybciej, szybciej! Tłumy ludzi, bazar, tłum, kicz, bazar, tłok. Białe, żółte czy zielone? Właściwie na czym polega ten dzień? Czy każdy inny już się nie liczy i w zasadzie co bardziej się liczy, pamięć czy kawałek kolorowego szkła z woskiem? Pamięci i miłości do kogoś, kogo już nie ma nie da się wyrazić jednym dniem i zniczami. Nie podoba mi się to. Nie chcę w tym uczestniczyć.
Wracając do fotografii nad tekstem…komu to przeszkadza(-ło)? Czy nie można w spokoju przejść obok tej instalacji, jeśli danej osoby to nie interesuje? A może ta ścieżka, inna wystawa to dobry worek dla tępej masy? Nie rozumiem! Zaczynam wychodzić z założenia, że społeczeństwo nie zasługuje na takie rzeczy. Odnowiony park, plac, wystawa, instalacja.
Podczas fotografowania w tle było słychać lecące odrzutowce i ciąg wsteczny. LO16 wylądował, a liście z drzew tak pięknie spadają. Niech tak zostanie.