Gdzieś przy samej granicy z Czechami pojawił się on. Tak nagle jak to zimowe słońce i ciepło na twarzy. Trochę jak ze snu gdzieś z pogranicza tego co byśmy chcieli zobaczyć. Pod nosem zapach malinowego soku w kubku pełnego ciepłego czaju. Muzyka. Dźwięk rozgniatanego szkła pod butem i trzask migawki. Dwa różne zniszczone pokoje, rozprute ściany i wielki niedosyt.
R jak Raj.













