Bałtyk
















Miał być jeden dzień. Wyjazd rano, powrót wieczorem. Okazją miała być sesja poślubna jednej z moich Par Młodych. Potem rozrosło się to do weekendu, a finalnie wyszedł blisko tydzień. Ze względu na dziwnie kapryśną pogodę do zdjęć zakochany nie doszło. Mimo to wyjazd na Hel był jak zawsze udany.

Na Helu byłem pierwszy raz w 2005 roku. Potem chyba w 2010 roku, moim pierwszym samochodem na LPG. W pamięci pozostały mi dzikie wakacyjne tłumy, a to zawsze mnie odrzuca. Dopiero od 2016 roku to miejsce jawi mi się szalenie wyjątkowo. Ten czas wyjazdu był ostatnią chwilą na to by cieszyć się tymi małymi miejscami bez wypoczynkowej szarańczy. Chętnie tam jeszcze w tym roku wrócę, ale jeśli tylko będę mógł to klasycznie po wakacjach.

Zawsze warto wybrać się na północ od miasta Hel, na dziką plaże z widokiem na Bałtyk. Turyści klasyczni raczej unikają tego miejsca bo mają daleko do strefy gastronomicznej, a także do tych stoisk z pamiątkami. Można od tego uciec.

Potem ruszyliśmy na północ. Kuźnica, Władysławowo, Karwia, Jastrzębia Góra. I dalej w kierunku Gdyni. Puck i Rewa. Bałtyk i zatoka mają coś w sobie, co przyciąga. Nie musimy na siłę szukać piękna za naszą granicą bo u nas jest cudownie. Gdyby tylko mieć więcej czasu :)

Wschód słońca

Moja maszyna pracy rozkręca się szybko do wysokich obrotów. Taki jest urok, kiedy w naszym pięknym kraju robi się ciepło. W czwartek pojechałem do Opola, gdzie w piątek robiłem reportaż ze ślubu. O fotografii ślubnej można mówić do białego rana. Praca trudna, ale finalnie dająca ogrom satysfakcji. Ponieważ w tych dniach w Opolu był festiwal 55 KFPP (liczę, że dla tego festiwalu przyjdą jeszcze lepsze lata) to ceny noclegów były mocno wywindowane do góry, a dostępność fajnych miejsc była już dawno w sferach marzeń.

Podjąłem zatem decyzję by do Warszawy wrócić przez Łódź, a gdzieś w trasie załapać 60-90 minut snu. Uwierzcie mi, że po całym dniu fotografowania ślubu, człowiek jest wypruty z sił. W każdym razie ja tak się czuję, bo wkładam w to całe swoje serce i siły. Wsiadłem do samochodu, a na tylnich siedzeniach przygotowałem sobie miejsce do spania. Niebieski kocyk i poduszka z domu. Nie miałem okazji jeszcze wcześniej tego testować, ale wyglądało zachęcająco. Jak tylko przekręciłem kluczyk w stacyjce to poczułem, że jest całkiem dobrze i postanowiłem ruszyć. Jakoś nigdy nie mam szczęścia do tej trasy bo zawsze gdzieś gubiłem się między Opolem, a Sieradzem. Może dlatego, że mapy żyją swoim życiem i nie są świadome dróg, ale dałem radę!

Do drogi mam ogromny szacunek. Droga jest niebem i piekłem, dlatego należy jej się respekt. Szczególnie nocą jest bardzo niebezpieczna, a kiedy człowiek jest zmęczony to sami możecie sobie resztę dopowiedzieć. Są kierowcy, którzy lubią podróżować nocą, a jedni za dnia. Ja jestem po środku. Latem bardzo często wracam nocą po pracy więc jestem przyzwyczajony. Lubię ten rytuał, przebieram się i ruszam.


Jadąc gdzieś na granicy województw wjechałem do jakiegoś miasteczka. Na ziemi leżał jeż. Zatrzymałem się i sprawdziłem czy można mu jakoś pomóc. Niestety było za późno. Przykro mi jest zawsze. Strasznie.

Okazało się, że napój dający siłę zadziałał i jechałem dalej. Im bliżej Łodzi tym robiło się jasno. Postanowiłem dojechać do Sieradza gdzie były wiatraki. Nigdy nie byłem tak blisko, a zawsze chciałem. Zostałem tam na blisko 45 minut by przywitać czerwcowe słońce i sobie zwyczajne polatać.








Po blisko 22 godzinach na nogach, padłem w łóżku. Warto było.

Góra Kalwaria

Ostatnio podjąłem decyzję o zamianie drona. Sprzedałem DJI Spark, a zakupiłem DJI Mavic Air. Ta sama klasa wagowa, ale o zwiększonych możliwościach, głównie w zakresie tworzenia obrazu. Zaczyna nam się lato więc w tym roku planuję wycisnąć dużo z tej perspektywy.

Tutaj most kolejowy na Wiśle w Górze Kalwarii. Bardzo lubię ten most.

Atlantic / historia Damiana Brajczewskiego (dir cut)

Ostatnio miałem przyjemność współtworzyć taką o to wizualną historię. Pisałem Wam, że uwielbiam pracę na planie?

client: Atlantic Watch Polska
agency: Performante / Olga Ryzwanowicz, Natalia Trębicka

dir: Łukasz Macheta
dop: Mateusz Macheta
1st ac: Robert Danieluk
gaffer: Jacek Szkodziński / Piramida Film
sound on set: Marta Kosiorowska
make up, hair: Aleksandra Szczepanek
stylist: Marta Harner / Match & Spark
edit, grading: Szymon Obrostek
online: Paweł Truchan
sound design, mix: Aleksandra Los, Mieszko Mahboob / Zgrywa Studio
music: Jaguarec
animation: Andrzej Lewkowicz

Tylko we Lwowie!














Rankiem następnego dnia po przylocie do Kijowa, udaliśmy się na dworzec by kupić bilet na pociąg z Kijowa do Lwowa. Pociąg w który celowałem nie miał już żadnych wolnych miejsc. Następny miał tylko w klasie pierwszej. Mowa o ichniejszych InterCity, który w blisko 5 godzin pozwala dostać się do Lwowa. Ten nasz jechał 7 godzin, ale było warto. To była też okazja by popatrzeć sobie na pół Ukrainy za dnia. Część trasy przespałem, a przez część drogi oglądałem mój serial Designated Survivor. Lwów szybko pojawił się na horyzoncie.

Było mokro, wilgotno ale ciut cieplej jak w Kijowie. Wskoczyliśmy do tramwaju numer 1 i po zamknięciu drzwi od razu dostaliśmy mandat. Tak jest. Zwyczajnie nie udało się kupić wcześniej, a dwa byliśmy na końcu, do motorniczego za daleko. Kanar się można powiedzieć zlitował i dał jeden mandat. Potem nakazał kupić drugi bilet. Po opłaceniu kary, wysiedliśmy z tramwaju. Wewnętrznie się wkurzyłem ;) Bilet na tramwaj kosztuje jakieś 35-40 groszy. Kara to około 8 złotych.

Nasze wynajęte mieszkanie mieściło się na samym Rynku. Przyznam, że nigdy nie spałem tak blisko, chociaż jak ktoś śledzi mojego bloga to wie, że we Lwowie miałem okazję już parę razy być i ten wyjazd nie był ostatni. Lwów jest magiczny, sentymentalny i przyciągający. Jest połączeniem Polski i ZSRR. Takie mam odczucia patrząc na lwowską architekturę i historię. Chociaż Lwów był tylko przez 20 lat nasz to jednak do dziś to „nasze” jest widoczne w wielu miejscach.

Podczas pobytu we Lwowie spotkaliśmy dwie znane osoby. Pierwsza to Paris Hilton, która otwierała Hotel Grand, a druga to Pavlo. Super człowiek z którym miałem przyjemność pracować w pierwszej dekadzie XXI wieku w Warszawie. Chociaż branża totalnie nie była moja i było to 12 lat temu to jednak mimo tak dużej odległości (Pavlo wrócił do Lwowa na miesiąc przed Majdanem po kilku długich latach życia w Warszawie) mamy ze sobą dobry kontakt.

Jeśli wybieracie się do Lwowa to polecam na przewodnika Pavlo! Jak tylko będzie cieplej i będzie okazja wrócić to idą na wycieczkę z Pavlo. Trzy lata temu będąc z Dawidem we Lwowie, Pavlo przeciągnął nas po Łyczakowie. Ogrom świetnych informacji, pamiętam że zmarzłem szalenie, ale potem ciepły czaj w Dzydże i długie rozmowy. Tak było.

Pavlo doskonale mówi po polsku, zapraszam! :)

Trolejbus zawiózł nas na nowe lotnisko. Nowe bo obok jest stare na którym kiedyś byłem. Samolot ze Lwowa do Gdańska wystartował chyba o czasie i pierwszy raz w życiu słyszałem jak ludzie bili brawo po starcie samolotu…

 

Miejsce ciszy


W niedzielę miałem okazję pospacerować nad Wisłą w mojej ulubionej jej części. Byłem tam wielokrotnie, ale wiem że trzeba sporo czasu by poznać jej cały brzeg na tym odcinku. Co ciekawe co roku brzeg się delikatnie zmienia, a w szczególności jeśli chodzi o poziom wody, który co roku odkrywa i zakrywa małe wysepki. Przepiękność.

Mam swoje dwa miejsca ciszy. To takie miejsce gdzie w każdej chwili możemy się urwać z naszej rzeczywistości i udać się właśnie tam. Drugim miejscem jest Terespol i Bug. Wczoraj jadąc samochodem po tych wąskich wiejskich uliczkach, że woda odgrywa ogromną rolę w ciszy. Dlaczego widok wody relaksuje i inspiruje?

Wczoraj postanowiłem też zrobić sobie zdjęcie z góry. Z wysokości dopiero widać jak wszystko jest piękne.

Kijów. Miasto, które lubię.

Mieliśmy taki pomysł by czas Świąt Wielkanocnych w Polsce, spędzić poza domem. To też był czas kiedy oboje mamy ten czas zwyczajnie wolny. Przyznam, że trochę minut spędziłem na wyszukaniu sensownego kierunku. Padło na sprawdzone miejsce. Ukrainę.

Mam też wrażenie, że dla wielu osób Ukraina wydaje się kierunkiem mało turystycznym. Sporo osób uważa, że konflikt z Donbasu odbija się na resztę kraju, a do Kijowa lepiej się nie wybierać bo można tam stracić życie. To mit. W przeciągu 3 lat w Kijowie miałem okazję być blisko 4 razy i uwierzcie mi, że jest tam bezpieczenie, chociaż czytałem gdzieś, że stolica Ukrainy to jedno z najniebezpieczniejszych miast Europy. Niestety nie wiem na jakiej podstawie. Pod domem też można dostać po twarzy.

Podróż do Kijowa można odbyć na dwa sposoby. Samolotem albo pociągiem (przez Lwów). Ta druga opcja jest dla kogoś kto ma dużo czasu i chciałby nadrobić niedoczytane książki. Samolot leci godzinę z groszami, a dojazd z lotniska Żuliany do centrum miasta to chwila. Zdecydowaliśmy się na Wizzair, który w tym terminie miał najlepszą cenę, ale tak jak pewnie kiedyś pisałem, tanio nie zawsze znaczy dobrze. Tutaj cena była bardzo sensowna. Czas i komfort to domena większości osób podróżujących w kategorii „30+”. To może jest śmieszne, ale obrazek obok jest prawdziwy. Pamiętam jak w 2003 roku spałem na podłodze gdzieś za 5zł na Krymie. Dziś mógłbym oczywiście też spać na podłodze, ale podróż, kierunek, sytuacja musiałby na to zasłużyć :) Generalnie od dawna mam ochotę przed każdym następnym dniem spacerowym, zwyczajnie – wyspać się. Jak człowiek.

Znalazłem fajny nocleg między stacjami metra Uniwersytet (Університет), a Dworcową (Вокзальна). Śmiesznie bo wysiadając z tej pierwszej stacji i idąc do kwatery, szło się z góry na dół. Idąc z kwatery na dworzec gdzie była stacja metra, także.

Pogoda tak samo jak i w Polsce nie rozpieszczała. Padał śnieg, deszcz, było stosunkowo zimno i nie przyjemnie. Mimo to miałem ogromną chęć pokazać Oli ten „mój” Kijów. Miasto w którym dobrze się czuję i mam miłe wspomnienia. Od mojej pierwszej wizyty w 2008 roku (w drodze na Krym), przez wyjazd do Czarnobyla (2009) i po latach powrót z Dawidem w 2015, gdzie przełaziliśmy w tydzień blisko 120km! To był dobry wyjazd mimo incydentu w hotelu, który do dziś uruchamia w nas karuzelę śmiechu. Może kiedyś o tym napiszę ;)

W Kijowie spędziliśmy trzy noce. Chciałbym tam wrócić latem bo niestety, ale to miasto widzę jesienią lub wiosną. Jeśli ktoś zastanawia się czy warto tam się wybrać to odpowiadam, że tak. Mocne tak. Kijów ma wiele ciekawych miejsc do zobaczenia. Jest dużo pozostałości po ZSRR. Blokowiska. Super metro. Dniepr. Wiecie, że stacja metra Arsenalna (Арсенальна) jest najgłębiej położoną stacją metra na świecie? 105 metrów pod ziemią. Będąc na dole obliczyłem jaki jest czas wyjazdu na powierzchnię. 4 minuty i 20 sekund! Cena tej przyjemności to 50 groszy! Do tego nastał czas bym odwiedził Muzeum Czarnobylskie. Każdy kto interesuje się tym tematem lub jest w drodze do Czarnobyla to musi koniecznie zobaczyć to miejsce. Polecam wykupienie sobie audio przewodnika po angielsku bo niestety ekspozycja jest po ukraińsku. Jeśli ktoś uważa cyrylicę za czarną magię to szkoda waszych nerwów. Ja zdecydowałem się nie brać, bo skromnie uważam, że moja wiedza w tym temacie nie jest mała. Samo zobaczenie tak wielu pamiątek i artefaktów związanych z katastrofą czarnobylską, zrobiło na mnie ogromne wrażenie pozostawiając dziwną ciszę.

Nie fotografowałem dużo, zwyczajnie delektowałem się tym co widzę.

 

Terespol na chwilę

Po pewnym kilometrze trasy radio zaczyna łapać fale zza Bugu. Dzięki temu wchodzę w ten jedyny w sobie klimacik. Słuchanie białoruskiego radia zazwyczaj trwa chwilę. Potem skręt w lewo i już tu jestem. W Terespolu. Miejscu które miało i ma ogromny wpływ na to gdzie jestem, kim jestem i co robię.

Stół w kuchni. Ten sam od zawsze jak większość rzeczy w tym mieszkaniu z widokiem na remizę lokalnej OSP. Czaj ma tu inny smak, chyba najlepszy. Wszystko wydaje się niezmienne i piękne. Warto pielęgnować miejsca i chociaż kalendarz wisi tutaj od 23 lat to nigdy nie zostanie wyrzucony. Co miesiąc zmienia się jego stronę, a widoki od dwóch dekad zachwycają.

Przyjechałem tutaj ze swoim łóżkiem, które tutaj spędzi resztę swojego życia. Na małej szafce telewizor z naziemną telewizją. Od kiedy pamiętam odbierał telewizją zza wschodniej granicy. Przyznam się bez bicia, że wielu rzeczy z niej nie rozumiem, ale lubię jak Tata wchodzi do pokoju, a ja leżę na łożku i mówi, że nie rozumie jak mogę to oglądać. Ja za pomocą telewizji odbywam podróż po Brześciu, Mińsku i Rosji, bo rosyjska telewizja też gości w domach na Białorusi.

Niedaleko dworca jest cmentarz. Zawsze jak tu jestem to tam wchodzę i szukam grobu Wojtka, który leży tam od sierpnia 2005 roku. Miał 22 lat. Był moim kolegą z dzieciństwa, który zaszczepił we mnie miłość do map. Pamiętam jak w małym pokoju rysował mapy Terespola. Do dziś to pamiętam i jestem mu za to wdzięczny.

Patrzę raz jeszcze na skrzyżowanie i wspominam drewniany słup. To tylko początek, resztę zostawiam dla siebie i w sobie.

30 godzin w Krakowie

Zostałem poproszony o kilka fotografii z pewnego wydarzenia dla mojego francuskiego klienta. Nominalnie miało to być w Chorzowie, ale trafiłem do Krakowa. Już widziałem jak spaceruję po Katowicach, ale niestety. Następnym razem. Tu się przyznam, że do Krakowa nie mogę się przekonać, to miasto ma w sobie coś czego nie czuję. Nie wzdycham na widok Rynku, kamienic, tej Wisły i bajgli. Nie czuję tej wymuszonej artystycznej świadomości.

Przyjechałem do Krakowa pociągiem. To był idealny wybór bo mogłem popatrzeć w szybę i nadrobić Netflix’a. Potem autobus i byłem już w hotelu. Uwielbiam hotele, uwielbiam ich dziwny porządek i ciszę. Uwielbiam ten moment kiedy otwieram drzwi od pokoju. Uwielbiam kraść wszystkie poduszki z innych łóżek i tulić się do nich całą noc. Dawno nie słyszałem szumu ulicy. Spałem jak dziecko. Wypiłem czaj bez miodu i cukru. Ta szorstka ciecz dała mi dużo siły.

Na cały wyjazd spakowałem się do mojego plecaka ze sprzętem. Wydzieliłem sobie jedną większą przegródkę w której miałem kilka osobistych rzeczy w tym moją podróżniczą szczoteczkę.  Wymagało to małej gimnastyki, ale się udało. Mówiłem Wam, że lubię mieć ze sobą mało rzeczy?

Kraków przyniósł mi dwa ciekawe spotkania, szczególnie z Wojtkiem „ra2nski” który lata dronami i uwielbiam jego fotografie. To była pierwsza nasza rozmowa przed wspólnym projektem, jeśli to tak można nazwać.

Wracając do Warszawy miałem cały przedział dla siebie. Otwierałem co jakiś czas okno by poczuć jak do przedziału wpada zimne powietrze.