Przejście

4799 4800
Dzień i noc.

Na stole obok kubka ciepłego czaju (bez tego w ogóle nie da się pisać) leżą dwa notesy. Nowy i stary. Nowy czysty, niezapisany. Prosto. Drugi poklejony, zniszczony i zapisany po kraniec. Każda strona to prawie każdy dzień. Nie wyobrażam sobie planowania dnia bez notatnika, notesu.

Palma

4792 4793 4794 4795 4796 4797 4798Wszystkie media mówiły o tym co się działo w Warszawie. Dlatego nic na ten temat nie napiszę. Byłem tam dosyć przypadkowo. Na chwilę.

Przypadkowo też zauważyłem mężczyznę z aparatem przewieszonym przez szyję, który w dłoni miał album. Wyglądał trochę jak ja, przypadkowo. Zaczepił kogoś i pokazywał mu jego zawartość. Rzuciłem okiem i akurat usłyszałem krótki opis jeden z fotografii. Byłem tam i zrobiłem zdjęcie. Niby nic, prawda? A jednak na fotografii (z wyraźną pomarańczową datą), którą widziałem tylko krótką chwilę były dwie płonące wieże World Trade Center w Nowym Jorku.

Złota

WarszawaUlica Złota.

Rubin(owa)

RubinRubinowa Królowa za poręczę się ima. W kroplach deszczu Królewicza szuka. Błądzi i rozmyśla. Rubinowa Królowa tramwajowych żelaznych dróg.

Hola!

4788Pod koniec lat 90-tych rozmawiałem z moją koleżanką o marzeniach. Taka zwykła rozmowa na osiedlowej ławce. Potem kontakt się urwał. Marzenia w żaden sposób. W tydzień zrobiłem samochodem 1400km. Na siedzeniu obok mnie leżał telefon. Zawsze sobie wyobrażałem, że będę miał auto, na siedzeniu którego będzie telefon (kto by pomyślał jak bardzo będzie zaawansowany) i obok niego aparat. Na telefonie będzie widniała godzina tuż przed ósmą rano. I dziś uświadomiłem sobie, że mając te 15 lat właśnie o tym marzyłem. Niby banalne, a jednak. Czyż to nie jest piękne? Warto mieć więc milion marzeń, może chociaż spełni się te sto tysięcy.

Zapracowany po brzegi.

Wierni

4787Msza święta w niedzielne południe. Pruszków.

Mózg

1b79646e15b211e3b41222000a1f8cb0_7 3e86a3c015af11e3ae0522000ae91462_7 4f82b6e8154411e3b7d622000a1f968a_7 5dd4deac0d9611e3984e22000a9d0de0_7 6a1bc722164f11e38b8022000aaa0a1f_7 9e3e70d412d711e38f9422000ae801d3_7 14fa960c14be11e38e6622000a9f0a1a_7 49ead85c12d611e3a73822000aaa08a0_7 157ff9580fbb11e3a21b22000ae913ab_7 02733e4a0dd311e38c8322000a9e08d3_7 2924a9ba11c611e3bf2822000a1d1fd7_7 19063d5e125311e3a73b22000aa80571_7 918552ec141a11e3ad5622000a1f98e5_7 4690711e157711e3b9a022000a1fbd1b_7 a002b58a154b11e3b3a822000ae90304_7 a770457e0e8b11e3b31922000a9e5b22_7 ab30b7a410d711e3896522000a1fb320_7 acfb6a64174111e392eb22000a1fbd89_7 afeaccfc0f3411e3a9d822000a9e29af_7 b2e365860f0711e3b45822000aeb1036_7 ba075c5614b011e3b1f822000a1f9751_7 bc101d22122511e3ba2c1231391eb9f5_7 ccf45a720e8d11e39dc922000a1fbb59_7 db4c2dbe0cc811e3948e22000a1f9d45_7 dece5e3e117e11e3be8622000a9f192b_7 f0c95012117e11e3b5fc22000ab5a7de_7 f4e52684170611e3809922000ae911bb_7 f1171e1c14a511e39d7522000aaa07cd_7 fa02fea611c611e3aa0022000aa821ef_7 ffdb6fda125b11e3b22122000a1fc95b_7

Sobotni poranek. Taki normalny. Słońce wpada przez okno na podłogę. Z czasem delikatnie i bezszelestnie przemieszcza się w kierunku ściany. Ostatnio wpadłem na pomysł by zasłonić okno wielką blendą. Dlaczego ja wcześniej o tym nie pomyślałem? Dodatkowo kiedy można pospać, mózg ma lepszy pomysł. Przełamie sny i zaproponuje pracę od rana. Dopijamy czaj z sokiem malinowym i piszemy kolejny wpis na (foto)bloga. Właściwie o czym on jest?

Od zdjęć na dachu, przez pająka w aucie i herbatką z Ambasadorem USA. Lubię jak mam dużo pracy, jak nie ma czasu marnować siły na jakieś mało istotne sprawy. Trochę za kółkiem, kolejne stacje paliw, telefon w dłoni, robimy zdjęcia. W słuchawkach Jessie Ware, jakieś papiery walają się na stole. Wszystko jak by dograne na ostatnią chwilę. Niebawem trochę spokoju i zaplanowanego resetu, nabrania dystansu. Jest siła!

A mózg jak by nas znał i daje nam dużo rozrywki. Myśli nieuczesane, a potem w nagrodę iskrzy się i sypie pomysłami. Mózgu, mózgu, mózgu proszę o więcej!

Czaj się skończył. Wpis też.

Dotykając

ZawartośćDelikatnie otwieram torbę i ręką dotykam jej zawartości. Takiej zwyczajnie wymyślonej, wyszukanej, praktycznej. Taka jest moja torba. Ograniczona wielkością i tym wszystkim co będzie mi potrzebne. Chciałbym w niej mieć wszystko, a czasem zwyczajnie chciałbym jej nie mieć przy sobie. Dotykając pojedynczych jej elementów wywołuję pewne smaki. Książka, smak kartki i liter. Notes i długopis. Zapisywać i układać swoje myśli. Paszport. Fizyczne połączenie książki i notatnika. Fizyczna namacalność odbytej podróży. Telefon, aparat, okulary, klucze, zegarek, gaz, słuchawki i to wszystko czego zwyczajnie nie widać, a jednak tam jest. Beżowy kolor, spojrzenie przez okulary na oświetlone budynki ze szkła, zmiętolony rachunek w kieszeni, karta do autobusu i metra. Przepraszam którą mamy godzinę?

Na planie

Magdalena CieleckaWczoraj wieczorem w telepudle leciał pierwszy odcinek „Czasu Honoru”. Obejrzałem. Jestem ciekaw kolejnego odcinka.

Ostatnio jak by wszystko wyglądało podobnie, jak na planie. Wstać rano, sprawy codzienne, zdjęcia, komputer, czasem samochód, czasem tramwaj, czasem odmierzanie odcinka w głowie i przemierzanie go w butach. Trzeba wszystko pozapinać w jedną spójną całość by później można było w spokoju to wszystko obejrzeć.

Marzy mi się pustkowie.