
Sobotni poranek. Taki normalny. Słońce wpada przez okno na podłogę. Z czasem delikatnie i bezszelestnie przemieszcza się w kierunku ściany. Ostatnio wpadłem na pomysł by zasłonić okno wielką blendą. Dlaczego ja wcześniej o tym nie pomyślałem? Dodatkowo kiedy można pospać, mózg ma lepszy pomysł. Przełamie sny i zaproponuje pracę od rana. Dopijamy czaj z sokiem malinowym i piszemy kolejny wpis na (foto)bloga. Właściwie o czym on jest?
Od zdjęć na dachu, przez pająka w aucie i herbatką z Ambasadorem USA. Lubię jak mam dużo pracy, jak nie ma czasu marnować siły na jakieś mało istotne sprawy. Trochę za kółkiem, kolejne stacje paliw, telefon w dłoni, robimy zdjęcia. W słuchawkach Jessie Ware, jakieś papiery walają się na stole. Wszystko jak by dograne na ostatnią chwilę. Niebawem trochę spokoju i zaplanowanego resetu, nabrania dystansu. Jest siła!
A mózg jak by nas znał i daje nam dużo rozrywki. Myśli nieuczesane, a potem w nagrodę iskrzy się i sypie pomysłami. Mózgu, mózgu, mózgu proszę o więcej!
Czaj się skończył. Wpis też.