
7 dni świat.
Telefon. Instagram.

7 dni świat.
Telefon. Instagram.


Ostatnie dni mocno zwariowane. Ciągle w drodze, a przy okazji seria wschodów i zachodów słońca.

Przeszło dekadę temu stałem na tych torach i patrzyłem tam gdzie słońce. Dziś stałem nad tym miejscem i patrzyłem na zachód słońca, ten sam kierunek, ten sam zapach, tylko w głowie co innego. Przyszła jesień, taka za którą tęskniłem.
Lubię zachody słońca tak samo jak wschody.
Dużo pracy, mało bloga.

Wypiłem dziś śniadaniową kawę z cynamonem w jednej z amerykańskich knajpek w mieście. Była pyszna i dla niej chętnie bym tam znów wrócił. Rozmowy przy śniadaniu i dalsza droga. Zatankowałem ropą swój samochód i postanowiłem ruszyć tyłek za miasto. Po prawie 40-stu kilometrach staliśmy z Dawidem na moście kolejowym w Górze Kalwarii. Brakowało tu w Warszawie takiej osoby jak On. Chwilę potem staliśmy na „mojej” plaży pod Warszawą. Nad nami właśnie leciał Dreamliner do Chicago. Słońce powoli zachodziło, robiło się zimno i trzeźwo. Spojrzałem na zegarek by wiedzieć do kiedy jest jasno.
Lubię wracać do miejsc które znam, które zawsze tak samo smakują, a jednak ciągle na końcu języka pokazują nową twarz.
Jest taka krótka chwila w roku kiedy na ulicach panuje mrok. To ta chwila, kiedy robi się jesiennie ciemno, a latarnie uliczne jeszcze nie świecą. Wszystko zanurzone jak podczas awarii prądu, odcięcia, wyłączenia. Stałem na krawężniku i patrzyłem w to naturalne przejście między dniem, a nocą. Robi się chłodniej, zaczynam powoli tęsknić za przekroczeniem wschodniej granicy, do której bardziej pasuje mi chłód jak otulające ciepło, chociaż to drugie i tak tam występuje, zimą.
Na stoliku leży notatnik i sukcesywnie rozpisuje listy, punkty. Przyzwyczaiłem się do tej metody, która pozwala mi wszystko ogarnąć, pojąć. Czasem napiszę w nim kilka słów, szczerych, pisanych tylko do siebie. Pisanie pomaga, oczyszcza. Do tego kompot z żurawiny. Zimny i mętny. W końcu sali tej rosyjskiej restauracji siedzi facet. Wiek około 50-tki. Ciężko ocenić. Na nosie okulary, jakaś mapa, plecak i zarost. Jest szczupły, a na nim sweter i spodnie, które swoim kolorem przyciągają. Rozgląda się po sali, jak by czegoś szukał. Czasem z ludźmi przypadkiem, nawiązuje się kontakt wzrokowy, trwa chwilę, ale jest tak krępujący, że za chwilę każdy gdzieś wzrok odwraca i szuka nowego punktu zaczepienia. Nadal patrzę i wiem, że za te 20-ścia lat chciałbym wyglądać jak On.
On wychodzi. Ja dopijam mój kompot i zamykam notatnik. Naturalnie zignorowana rzeczywistość. Jak pragnienie nowego dnia po ciężkiej nocy, zbiorze niezrozumianych snów, które nie mają nic związanego z tym co czeka nas za chwilę. Tak jak w nocy otwarte okno, przez które wpada zimne powietrze, otulające naszą twarz, wymagające mocniejszego przytulenia do kołdry. W uszach cisza wypełniona tym pieszczącym dźwiękiem deszczu. Tak bardzo to lubię.
Wybudziłem się ze snu między godziną 3-cią, a 4-tą. Chociaż lepsze słowo to przebudzenie.

Jakiś czas temu pisałem o moim pomyśle zrobienia albumu fotograficznego z moimi pracami, okraszonymi tekstami. Mowa oczywiście o fotografiach, które zostały zrobione i opublikowane na fotoblogu (2004-2013/4). Taki album będzie można odebrać na imprezie z okazji dekady mojego fotopamiętnika, którą planuje zrobić. Wcześniej będzie można zobaczyć demo fotoalbumu i go sobie zwyczajnie zamówić.
Dziś kurierem dostałem próbkę czegoś takiego z jednej z drukarni. Bo już odpowiedni czas na to by zacząć to tworzyć, edytować i opisywać. Piszę o tym ponieważ wydrukowanie takiego fotoalbumu (czy jak to zwał :) wiąże się oczywiście z ceną, a ponieważ druk w małych ilościach nie jest tani, szukam czegoś co jednocześnie będzie miało jakość do akceptacji oraz cenę. Zdaję sobie sprawę, że nie mamy jako takiej kultury kupowania albumów fotograficznych, ale będzie to jednak zebrane X-lat mojej pracy i mam nadzieję, że znajdzie się ktoś kto by chciał mieć to na swojej półce :)
Pytam więc jaka jest graniczna kwota jaką moglibyście wyłożyć na taki fotoalbum w formacie 20x30cm? Dla ułatwienia podam, że cena minimalna za wyprodukowanie takiej pracy to 100 zł (trochę stron planuje). Im wyższa cena tym jakość lepsza.
Pozdrawiam i z góry dziękuję za odpowiedź :-)
RD
PS. A może ktoś z was zna jakieś fajne miejsce do drukowania takich rzeczy?









Zacznę szalenie tradycyjnie dla mnie, tak mi się wydaje. Za oknem mgliście, chłodno, całkiem przyjemnie i sztampowo jak na ten typowy środkowy dzień tygodnia, naszej jesieni. Przeglądając fotografie z wyjazdu do USA, popijając słodki czaj z sokiem malinowym, pomyślałem sobie, że podzielę się fotografiami: Dziewczyna z aparatem w Nowym Jorku, czyli Kasia vel katarzynamach.com i niezmiennie fascynuje się tym jak widzi świat.
A od dziś 900px szerokości :)

Plac Konstytucji.
Tysiąc uderzeń na sekundę. Gołębich skrzydeł. Małych serc. Tysiąc myśli. Jak zawsze.

Central Park. Nowy Jork. 2013.
Zasypiając wieczorem, mocno wtulony w moje dwie poduszki, powoli odpływając słuchałem radia. Dawno tego nie robiłem, kiedyś było to coś normalnego. Wszystko płynie. Oczy już powoli mi się same zamykały, odpływałem i nagle w radiu poleciał utwór którego bardzo dawno nie słyszałem. Poczułem, że to idealne zakończenie dnia. Małe wielkie rzeczy. Dziś wieczorem, przeglądając fotografie w tle znów poleciał utwór, tego samego wykonawcy. Zgadniecie co to?
(…)
Jest głęboka, ciemna noc,
Siedzę w łóżku a obok śpi ona
I tak spokojnie oddycha
Dobiega mnie jakaś muzyka
Nie, to tylko w mej głowie szum
Siedzę i tonę i tonę we łzach,
Bo jest mi smutno, bo jestem sam
Dławi mnie strach
Samotność to taka straszna trwoga
Ogarnia mnie, przenika mnie
Wiesz mamo, wyobraziłem sobie, że
Że nie ma Boga, nie ma nie!
Dobranoc.
Zapadła za oknami jesień, której jestem wielkim fanem. Oczywiście jeśli to można tak banalnie określić. Zielona trawa, zadbana, a na niej żółte liście. Gdzieś słońce przebija się przez drzewa, jakieś wysokie budynki, tworząc na trawie, świetlne drogi, pełne ciepła i dobroci. Takie jest słońce. Nie ważne jaka pora roku. Gdzieś potajemne wystawiam ku niemu twarz i zamykam oczy. Kiedyś tak nie robiłem, kiedyś wielu rzeczy nie robiłem, o wielu nie myślałem, z wieloma sprawami nie miałem nic do czynienia. Normalność. Dorosłość.
W tle leci Raz Dwa Trzy – Trudno nie wierzyć w nic, zastanawiam się nad jednym z moich zeszytów od języka polskiego w mojej szkole średniej. Miałem chyba z lat 17, jakoś mniej więcej tak. Jakieś bieżące zapiski, notatki, co Pani dyktuje. Kilka zapisanych stron. Dopiero gdzieś tam daleko do przodu, na górnym rogu zapisywałem sobie jakiś myślowy skrót, tylko używając pierwszych liter. Tak bym tylko ja wiedział o co chodzi. Szukając odpowiedzi na zadane pytania, siedząc zza szkolnej ławki, wpatrzony na lewo gdzie okna wychodziły na żółte połacie drzew. Dziś kiedy czuć zapach jesiennych dni, znów mam ochotę do zeszytu w głowie, zapisać kilka moich pytań i za jakiś czas, dojść do tego momentu i odpowiedzieć sobie na kilka pytań, które nurtują mnie każdej codziennej chwili, nowego zwyczajnego dnia. Chociaż zwyczajny dzień to kiepsko brzmi. Płytko i obraźliwie. Te jesienne dni i ten stan, za którym tęskniłem, podświadomie.
Jesień się rozkręca, a ja razem z nią. Mam nadzieję!