Zapadła za oknami jesień, której jestem wielkim fanem. Oczywiście jeśli to można tak banalnie określić. Zielona trawa, zadbana, a na niej żółte liście. Gdzieś słońce przebija się przez drzewa, jakieś wysokie budynki, tworząc na trawie, świetlne drogi, pełne ciepła i dobroci. Takie jest słońce. Nie ważne jaka pora roku. Gdzieś potajemne wystawiam ku niemu twarz i zamykam oczy. Kiedyś tak nie robiłem, kiedyś wielu rzeczy nie robiłem, o wielu nie myślałem, z wieloma sprawami nie miałem nic do czynienia. Normalność. Dorosłość.
W tle leci Raz Dwa Trzy – Trudno nie wierzyć w nic, zastanawiam się nad jednym z moich zeszytów od języka polskiego w mojej szkole średniej. Miałem chyba z lat 17, jakoś mniej więcej tak. Jakieś bieżące zapiski, notatki, co Pani dyktuje. Kilka zapisanych stron. Dopiero gdzieś tam daleko do przodu, na górnym rogu zapisywałem sobie jakiś myślowy skrót, tylko używając pierwszych liter. Tak bym tylko ja wiedział o co chodzi. Szukając odpowiedzi na zadane pytania, siedząc zza szkolnej ławki, wpatrzony na lewo gdzie okna wychodziły na żółte połacie drzew. Dziś kiedy czuć zapach jesiennych dni, znów mam ochotę do zeszytu w głowie, zapisać kilka moich pytań i za jakiś czas, dojść do tego momentu i odpowiedzieć sobie na kilka pytań, które nurtują mnie każdej codziennej chwili, nowego zwyczajnego dnia. Chociaż zwyczajny dzień to kiepsko brzmi. Płytko i obraźliwie. Te jesienne dni i ten stan, za którym tęskniłem, podświadomie.
Jesień się rozkręca, a ja razem z nią. Mam nadzieję!
Ostatnie zdjęcie piękne, wygląda jak nalot kosmitów czy kometa na horyzoncie :) Drugie, zdjęcie równie interesujące, można by je wykorzystać jako teksturę. Zastanawia mnie tylko jedna rzecz – co ma lampka to jesieni? Pozdrawiam