Mój telefon w serwisie. Zwariował od oglądania życia. W zastępstwie mały uroczy telefon, który służy tylko do dzwonienia. Taki powrót do przeszłości, chociaż bez iPada się nie ruszam bo to on robi zdjęcia, ale to zupełnie nie to. Strasznie człowiek się przyzwyczaja do pewnych rzeczy, a kiedy siłą jest od tego odciągnięty to nie powiem, ale sporo w tym przyjemności. Kiedy człowiek ma dużo pracy i towarzystwo to nie ma czasu na te wszystkie głupoty.
Wczoraj zakończyłem pracę na planie szóstej serii Czasu Honoru pod Warszawą. Jako, że wcześniej miałem okazję widzieć jak robi się małe produkcje, tak tutaj byłem jakąś tam niewidzialną jej częścią. Kiedyś nawet miałem taki czas w głowie i chęci zostania fotosistą, ale kiedy człowiek poznaje jak wygląda taka praca to pełen podziw i człowiek dalej szuka w głowie. Przyglądanie się z bliska pracy ekipy daje szalenie dużo i mam nadzieję, że kiedyś uda się to wykorzystać. A na efekty mojej pracy trzeba jeszcze chwile poczekać. Nie tylko na to.
A tak na marginesie tęskni mi się za wschodem: Кино – Группа крови
Serio nie wiem co napisać pod tym kadrem. Napompowaliśmy materac i wskoczyliśmy do wody. Im dalej od brzegu tym ciszej i spokojniej. Im bliżej dna tym woda chłodniejsza. Teraz kiedy to piszę oddał bym wszystkie kostki cukru by tam znów być. Totalne odcięcie od lądu, a chyba dobrze nam to zrobiło. Będąc tam na środku czułem się najprawdziwiej szczęśliwy.

Ciepły wiatr, mrożona kawa, znowu razem.
Chciałbym podróżować w czasie, chciałbym łączyć jak wodę z cukrem różne rzeczywistości. 





Hymn Polski. Park Wolności. Muzeum Powstania Warszawskiego.
Miszka zatrzymał samochód na drodze, której końcem jest przejście graniczne między Rosją, a Norwegią. To tak blisko. Jego Łada jest bardzo przytulna, gdzieniegdzie widać jakieś znamiona optycznego tuningu. Auto jest stare, a zapach paliwa miło łączy się z ciepłym powietrzem ze starego radzieckiego wentylatora. Szyby są przyciemnione. Nie ma jak fotografować tego co się widzi, chociaż i tak mało widać. Ludzkie oczy to jednak porządna maszyna. Stoimy na poboczu zaśnieżonej drogi. Temperatura schodzi już poniżej -20 stopni. Mija nas pomarańczowy Kamaz który zapewne jedzie do małego miasteczka (chociaż to zła nazwa) przy zakładzie metalurgicznym Zapolarnyj-Nikel.
Marek Dyjak / Dziwna okolica









