Strona główna » Manhattan

Tag: Manhattan

Chinatown

4901 4902 4903 4904 4905 4906 4907Obok mojego komputera jest paczka M&M-sów. Wielka bo kupiona w sklepie, gdzie małych rzeczy nie sprzedają. Co jakiś czas sięgam i zjadam. Patrząc na wnętrze tego opakowania widzę różne kulki. Smak ten sam, ale kolory inne. I taki jest Nowy Jork, jak te M&M-sy. Kolory różne, ale smak ten sam. Mają to do siebie, że często widać jak koło siebie jest więcej kulek o tym samym kolorze. Pisałem jakiś czas temu (fotograficznie), jak wygląda Greenpoint, polskie miejsce w Nowym Jorku. Tak więc pokazowym miejscem, gdzie przebywa społeczność z Chin to oczywiście Chinatown, tuż obok Little Italy. Wszystko to na południowym Manhattanie, blisko dolnego, finansowego Manhattanu ze swoją wieżą WTC. W samym centrum, w małym parku można spotkać odpoczywających Chińczyków. Przez chwile poczułem się jak w Pekinie, chociaż żeby zobaczyć prawdziwe “Chinatown”, wystarczy pojechać na Flushing, część dzielnicy Queens (mówiąc w skrócie). To miejsce gdzie żyją Azjaci, a białego czasem ciężko spotkać. Wchodzi się do sklepu pełnego importowanych i produkowanych produktów dla Azjatów. Wyobraźcie sobie jaki jest w tym sklepie fetor. Zmieszane zapachy żywych jeszcze owoców morza, owoców słodkich, mięs i warzyw. Do tego sama społeczność też ma swój zapach. Prawdziwa Azja daleko od ich domu.

Wsiada się do autobusu Q27 i sami “żółci”. Każdy sobie rzepę skrobie. Nikt na Ciebie nie patrzy. Nie pyta o nic. Siadasz i jedziesz. Kobiecie w ciąży też nikt nie ustąpi miejsca. Taka to “azjatycka kultura” w amerykańskiej metropolii. Ameryka. Smak słodko-gorzki.

Zbieram też myśli do większego wpisu o moim drugim podejściu do posmakowania tego miejsca.

Manhattan

4823 4824 4825 4826 4827 4828Dotykam z bliska Manhattanu, który jest chyba nie do ogarnięcia pod każdym względem. Mimo swojej ustalonej objętości fizycznej. Od ulicy A do Z to jednak każda uliczka, każdy zakamarek jest jak z innej bajki. Szczególnie rejony przy rzece Hudson. Zresztą w jaki by rejon nie pójść, tam znajdzie się coś ciekawego, ciekawszego od tego co się widziało. Nie wolno chodzić tymi samymi drogami, jeździć tymi samymi liniami. Szkoda czasu na te same widoki, chociaż stojąc koło Penn Station nie da się odwrócić głowy od skąpanego w zachodzącym słońcu Empire State. Zakochać się można, tyle razy od nowa ile by na niego patrzeć.

Mam kolejne przemyślenia co do tego miasta, które jest jak paczka M&M’s. Różne kolory o tym samym smaku, ale każda pastylka inna. Smak ten sam, bo jesteśmy ludźmi, ale wszystkie te kolory mają siebie gdzieś. Nie bardzo mam czas się o tym rozpisywać, ale moje drugie podejście jest zupełnie inne. Słodko-gorzkie. Piękne miejsca, bajeczne światło i ludzie, którzy mają wszystko gdzieś.

Na fotografiach Central Park i Chelsea.

Zresztą Nowy Jork można kochać za dwie rzeczy: za światło i łatwość w fotografowaniu. Tego się będę trzymał.