Gdy słyszę R-1

5551
5552
5553

W górach spadł śnieg. Na końcu drogi parking, mieści się tu jakiś hotel, może dwa większe pensjonaty.  Gdzie tylko człowiek spojrzy, góry. Powietrze jest chłodne, czyste, przyjemnie tu oddychać. Mowa o krawędzi miasta Kowary w Karkonoszach. Mieści się to jedno z moim zdaniem, ciekawszych miejsc na mapie Polski. Przyjechaliśmy tu specjalnie by zobaczyć dostępną do zwiedzania (bezstresowego) sztolnię numer 19a, byłą kopalnię uranu, a później inhalatornię radonową. Cały ten dobytek ma pod swoją opieką dwóch braci, pasjonatów. Wejście do sztolni to koszt 15 złotych i cała ta suma idzie na pracę związaną z utrzymaniem i udostępnianiem tego miejsca dla ludzi. Kawał cholernie dobrej roboty. Jesteśmy w dwójkę i jeden z braci. Dostajemy latarki, idziemy w głąb, słuchając historii tego miejsca. Uwielbiam takie miejsca. Na szukanie i zwiedzanie innych sztolni nie byliśmy totalnie przygotowani. Z takimi miejscami nie ma żartów. Od wejścia do końca ten wydrążonego w ziemi tunelu jest prawie 700 metrów. Promieniowania brak.

Kopalnia Podgórze działała od 1950 roku do 1958.  W późniejszym etapie swojej działalności była częścią zakładów R-1 (Zakłady Przemysłowe R-1 / rosyjski kryptonim Предприятие Кузнецкие Рудники). Z tej jednej kopalni wydobyto 196 ton uranu z czego prawie 99,9% wyjechało do ZSRR gdzie (najpewniej) wybudowano z niej bombę atomową. W latach 1974-1989 było można tam wdychać radon, który w małych ilościach działa leczniczo. Do dziś zostało tam sporo elementów o tym świadczących m.in. metalowe leżaki, które udało mi się sfotografować.

Także widoczny na fotografii szyb, zalany wodą, ma głębokość 242 metrów.

A gdy słyszę R-1 widzę fabrykę na skraju gór i widzę cały ten klimat lat 50-tych. Tajna kopalnia, tajne projekty, tajne laboratoria, papiery, teczki i śmierć. Zawsze musi się ona gdzieś pojawić. Wiosną lub latem chciałbym tam powrócić i zobaczyć ją z bliska.

Karkonosze

Karkonosze | Mały Staw | Samotnia Karkonosze
Zawsze ten region Polski zostawia u mnie taki dziwny posmak w ustach i głowie. Chce się szybko wrócić.

Bałwanek

5548
Czekając na wejście do kopalni uranu, korzystając z opadów śniegu postanowiłem zrobić swojego bałwanka.

Niech to będzie zatem moja świąteczna kartka :)

Jestem YouTuberem…


Właśnie nagrałem trzecią część mojego videobloga. Na razie badam czy pociągnę ten temat dalej :)

Zapraszam do obejrzenia i czekam na wasze opinie :D

Chwila ciszy

Karkonosze

Środa rano. Samochód tuż przed świtem jedzie stałą prędkością trasą numer 45 w kierunku Częstochowy. Bardzo mało snu i kryzys na drodze. Pokonane z nawiązką. Auto wjeżdża do Łodzi. Wieczorem powrót inną trasą numer 45. Oczy ciężkie, proszące o dużą dawkę snu i ciszy. Droga pusta i czarna. Uwielbiam nowe odcinki trasy. Serce jak by biło szybciej.

Piątek przed południem. Samochód autostradą A4 jedzie stałą prędkością w kierunku Wrocławia. Tuż za nim skręcamy w drogę numer 5. Nawigacja co jakiś czas sygnalizuje o skręcie w prawo, lewo, odległości, fotoradary. Opony auta zjadają drogę. Ta mozolna i nudna praca, kolejne kilometry i cel. Karkonosze. Moje ulubione góry. Są takie kameralne i lekkie co powoduje, że ciepło do nich wracam. Wieczorny Karpacz (w którym nie spaliśmy) zrobił się chłodny i deszczowy. Wzrokiem poszukiwanie najprostszego miejsca by zjeść. Dramat. Wszystko pozamykane, ulice puste, przerażająco puste. I jest. Pizzeria. Wystrój jak przed rewolucjami Gesslerowej. Podają pizzę, herbatę i sos czosnkowy. Pełno ludzi bo tylko to jest otwarte. Jutro okaże się, że większość z tych ludzi spotkamy w górach. To w zasadzie jedyni jakich spotkamy.  Nasz nocleg szukaliśmy długo. Mieliśmy ochotę na coś stylowego, starego, agroturystyka. Okazało się, że gdzieś między pokojami PRL, a luks jest perełka. Przy drodze do Jeleniej Góry natrafiamy na nasz cel. Jest fajnie bo jesteśmy jedynymi gośćmi. Trzeszcząca podłoga i straszny wiatr. Ciężko mi zasnąć bo coś za oknem skrzypi. Jutro odkryję, że to okiennica. Sen. Długi i zdrowy.

W sobotę docieramy szlakiem z Karpacza do Małego Stawu, który znajduje się przy schronisku Samotnia. To chyba najpiękniejsze miejsce jakie pamiętam ze spacerów po Karkonoszach (trochę zaciera mi się widok śnieżnych kotłów). Gorący czaj i wpatrywanie się w widok zza oknem. Chwila ciszy, spokoju. Tego nam było trzeba. Chcieliśmy wejść na Śnieżkę, ale warunki atmosferyczne wybiły nam to z głowy. Silny wiatr i niski pułap chmur. Raz widoczność na 300 metrów, za chwilę 10 metrów. Spokojnie wracamy na dół do miasta. Zaczyna padać śnieg. Auto zasypane. Drogi śliskie. Dzień kończy się przy gorącym kubku czaju, mapą świata i słuchaniem płyt winylowych.

Tydzień

10848076_1015317598485173_2001165070_n 10844277_1580431185527230_1732918556_n 10844098_885259078172218_1063929835_n 10844093_895908780428085_526618222_n 10843672_578843585579263_1949175407_n 10838780_311467925723808_577064962_n 10832027_1570831689818041_1854464771_n 10570228_382214921941998_666447521_n

Tydzień z życia.

Pewnej niedzieli mój akumulator w samochodzie odmówił współpracy. Zero siły rozruchowej jak powiedział miły starszy Pan z okolicznego sklepu zajmującego się prądem w aucie. Nagle człowiek zdaje sobie sprawę, że bez auta jak bez ręki. Nie trzeba nim jeździć, trzeba mieć jednak poczucie, że w każdej chwili człowiek wsiada, jedzie, czuje niezależność. To najlepsza rzecz w posiadaniu samochodu. W ten dzień kiedy nie uda mi się uruchomić auta, pojadę do Opola jako pasażer. Skorzystałem z przejazdu blablacar i muszę powiedzieć, że jest to świetna alternatywa. Z jednej strony wielka niewiadoma na kogo się trafi, a z drugiej strony nie trzeba siedzieć za kółkiem i można poczytać książkę. W dodatku płaci się prawie 50% taniej niż za bilet pociągiem, autobusem czy samochodem. W drodze powrotnej z Opola także wracałem w ten sposób. Różne godziny wyjazdu. Super sprawa. W drodze Opole – Warszawa natrafiam na kierowcę z Ukrainy, który opowiada o swoim życiu w Polsce. Podróż mija nadzwyczaj szybko.

Spokojny dzień. Zaczynam go późno, bardzo wolno. Piję poranny czaj w mojej szklance typ PRL. Godzinę później jadę już z Mateuszem do Poznania robić video. Wracamy późno w nocy. To zapowiedź tygodnia, który się jeszcze nie skończył. Bardzo dużo zadań, miejsc, kilometrów. Podoba mi się chociaż po ciężkiej nocy (drugiej z rzędu) człowiek zerka w telefon czytając, że ktoś kogoś oszukał. Mieszane uczucia, ciężkie oczy, ciężka głowa. Koniec leniwego oczekiwania na nowy dzień. Rzeczywistość.

Płyta od Kasi. Jedna z moich ulubionych. Lubię ich słuchać w aucie.

Miejsce

Tel AvivNastał taki całkiem fajny czas kiedy zaglądam do tego co zrobiłem przez cały rok. Już niebawem jak mam to w zwyczaju zrobię podsumowanie roku. Potem będzie się do tego miło wracało i przypominało wiele ciekawych miejsc i chwil.

Dziś przypomniało mi się, że razem z Kasią byliśmy w Izraelu więc od razu rzuciłem się na te posegregowane foldery ze zdjęciami z marca tego roku. Fotografia ma moc przywoływania wspomnień i stało się coś oczywistego, że chętnie bym wrócił do Izraela. Poczuł ciepło na swojej twarzy, patrząc na piaskowe krajobrazy i cieszył się chwilą. Idealni by było wybrać się tam zimową polską porą i zapomnieć o czapkach na głowach, rękawiczkach. Położyć się na jednej z plaż i nabierać sił do działania.

Nie powiem, ruszyłbym tyłek w jakieś znane mi miejsce.

La Défense

Paryż
Pochmurny dzień, parasolka w dłoni. Tego dnia wysiadamy koło Trocadero i pod czarnym małym parasolem idziemy zobaczyć Paryż z góry. Te małe wąskie uliczki, ściśle wypełnione budynkami, sklepikami z wielkimi witrynami, do których chciało by się wejść i zobaczyć to wszystko co sprzedają. Jakieś książki, albumy, czyste notatniki, długopisy.

Nowoczesna dzielnica Paryża (La Défense) widziana z Wieży Eiffla. Chciałbym by kiedyś centrum Warszawy wyglądało jak ten krajobraz.

Spokój

5542 5543
Mój organizm przeszedł 24 godzinne załamanie. Kiedy człowiek chce pracować, coś robić i nagle leży w łóżku i dogorywa. To by chyba znak, że zaczęła się dla głowy inna, nowa, lepsza droga. Tak chyba musiało być. Po równo 6-ciu latach podjąłem decyzję o rozwiązaniu mojej współpracy z Muzeum Powstania Warszawskiego z którym to byłem fotograficznie związany od grudnia 2008 roku. Przyszedł czas na zmianę i robienie w pełni tego czego od siebie oczekuję i czego chcę. Czas na małą przerwę, złapanie w nozdrza zimowego powietrza i zabrania się do pracy. Nie inaczej! Miłe to uczucie.

Oazą takiego spokoju w głowie jest właśnie to miejsce. Jezioro Turawskie, które kojarzy mi się z ciepłem prawdziwego domu. Piękna pogoda, kalosze na stopach, My i pies. Wszyscy spacerujemy po zimnym piasku, a ja chodzę po pierwszej tafli lodu tej jesieni.

Mało mi słońca.

70 lat Zespołu Szkół Fototechnicznych

5531 5532 5533 5534 5535 5536 5537 5538 5539 5540 5541
No dobrze, jestem osobą która ceni w sobie wspomnienia i lubi je pielęgnować, a fotografia to jedna z tych rzeczy które w tym pomaga. Wczoraj kolega przypomniał mi, że dziś Zespół Szkół Fototechnicznych obchodzi swoje 70-te urodziny i odbywa się zjazd absolwentów. Nie należę do osób, które żyją swoją szkołą, ale zawsze kiedy ją odwiedzam lub bywam obok niej czy spotykam się z Konradem lub Darkiem, to wspomnienia ożywają i kotłują w głowie różne myśli i wspomnienia. Dziś też tak było.

Przemówienie, sztandar, wszystkie sale otwarte, wszędzie można było wchodzić i wspominać to co zaczęło się 16 lat temu :) dużo śmiechu, śmiechu i jeszcze raz śmiechu. To był piękny czas od 1998 do 2003 roku i przyznam się bez bicia, że jestem dumny, że do niej chodziłem. O tak! Aczkolwiek nie liczę matematyki i niemieckiego. Obu tych rzeczy nienawidzę po dziś dzień!