Barania Góra

Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
Barania Góra | Robert Danieluk
W ostatni weekend wybraliśmy się naszą paczką priorytetową do Wisły i Żywca (Beskidy). Przyznam, że nigdy tam nie byłem. Ta część polskich gór nie była mi nic, a nic znana. Teraz trochę się to zmieniło. Korzystając z pięknej zimowej pogody postanowiliśmy wejść na Baranią Górę. Ta pozornie nie wysoka góra (1220 metrów) okazał się sporym wyzwaniem. Przewidziany czas wejścia niebieskim szklakiem (najszybszym) zajęło nam, aż 4 godziny! Dwa kluczowe problemy mocno nas ograniczały. Pierwszy to nasza miejska forma oraz ogromna ilość śniegu która zmniejszała szlak do 30 centymetrowego rowu. Wystarczyło tylko wyjść poza szlak aby się zanurzyć w śniegu albo…spaść. Nie było lekko, a dodatkowo korek na drodze do Wisły mocno skradł nam czas. Mimo przecudownej pogody i słońca na niebie wiedzieliśmy, że powrót może zakończyć się mało przyjemnym spacerem w nocy. Ograniczeni ilością światła i sił daliśmy radę. Widok na szczycie wynagrodził nam wszystko! Na ostatnim zdjęciu widać Tatry. Mimo tych bajecznych widoków nadal pozostaję wierny Karkonoszom :)

Myśli

5555
Duże biurko. Po lewej stronie mój ukochany notatnik, na nim sterta paragonów, obok opakowanie od karty pamięci SD 16GB. Zegarek ze skórzanym paskiem, dysk twardy, tablet, jakaś koperta. Po prawej stronie telefon w drewnianej oprawie. Obok też kubek lekkiej kawy. W tle leci jeden z najlepszych wynalazków ludzkości jakim jest spotify. Szkoda jednak, że nie ma tam kliku znaczących albumów. Nad ekranem komputera widnieje w ramce napis: enjoy the little things. Proste i piękne, prawda? W głowie szereg myśli, które zwyczajnie podlegają procesowi zapisu na białej kartce. Taki prosty zabieg pozwala bezboleśnie uporządkować sprawy codzienne po…życie. Tak tak. Moc takiej kartki to sprawa iście bezcenna.

Wczoraj byłem pierwszy raz u typowego „golibrody” i takie krótkie, ale konkretne spotkanie potrafi w głowie sporo namieszać. Pomyślałem sobie, że atrybut wyglądu jakim jest broda (którą noszę od kiedy zaczęła wyglądać jak broda, będzie z 10 lat) to szalenie fajna rzecz! Oczywiście teraz nastała moda na brody i to mnie także cieszy bo w końcu skończyła się era chłopców z rurkami. Liczę, że taka moda jeszcze długo potrwa, ale ja osobiście nie wyobrażam sobie bym zgolił brodę i żył bez niej. W każdym dokumencie ją mam i pewnie do końca życia, nawet jak zmieni kolor będzie na mojej twarzy. Generalnie broda to rzecz która tylko dodaje pod warunkiem, że nie jest to rodzaj kopru. Tak, że ten. Wizyta u „golibrody” natchnęła mnie zwyczajnie na kilka fajnych pomysłów :) !

Niebawem czeka mnie też najdłuższa podróż w moim życiu, którą zaliczam do trudnych, ale o tym w swoim czasie i myślenie o niej daje mi dużo siły, jak mocna kawa, jak radość z małych rzeczy.

Dopijam kawę i kończę ten wpis.

Styczeń

925616_791173164308588_1076796153_n 926545_378430818995036_1420999911_n 10349684_853359854720943_1895190466_n 10852823_1432960450328182_246008368_n 10894937_1544538809117915_831243623_n 10932065_1566074213609864_835930645_n 10946243_1550996731851167_1408452106_n 10946350_758014424288021_1943177656_n 10948705_327911780735521_636298961_n 10950397_831232743585054_1766567403_n 10954408_774158409339970_664614985_n 10963840_712299112214282_1176885575_n
Styczeń się skończył. Był szalenie ciekawy i mocno pracowity. Nie czas na jakieś podsumowania, ale coś trzeba tu publikować. Szczególnie zapraszam do obejrzenia dwóch odcinków mojego wideo projektu „Zwykłe Rzeczy”. Pierwszy odcinek wprowadzający, drugi jest o spotkaniu z ciekawym człowiekiem.

Przy kubku ciepłego czaju

5560

Można by powiedzieć, że zostałem aresztowany przez mój samochód na kilka dni w domu. Awaria auta okazała się na tyle poważna, że musiało mi to dosłownie pokrzyżować wszystkie plany i opóźnić moje zaplanowane działania związane z pracą. Nawet nie sądziłem, że doprowadziłem się do takiego stanu uzależnienia od tego rodzaju transportu. Ostatnio mam sporo pracy i chyba najciekawsze jest to, że praca ta nie daje mi żadnych fotografii, które mógłbym tu śmiało wrzucić. Chyba to jest w sumie dobry znak, że jeśli nie mam czasu na blogowanie to znak, że dobrze się pracuje, chociaż kurzy się.

W dalszym ciągu realizuję kolejne materiały wideo do mojego projektu „Zwykłe Rzeczy” o którym pisałem kilka dni wcześniej i nie powiem, ale jest to sprawa fascynująca. Pracuję tak by wrzucić po sobie dwa, trzy odcinki. Praca z wideo jest zupełnie inna jak praca nad obrazem nieruchomym. Mózg pracuje, przewiduje.

Na horyzoncie szykuje mi się ciekawy wyjazd do którego człowiek w zasadzie jeszcze się nie przygotował, ale liczę że będzie to pewnego rodzaju wisienka na torcie przygody, o którym będzie można sporo napisać. Pewnie się powtórzę, ale rozmyślanie o podróży czy podróżach dostarcza szalenie dużo energii i pozytywnych myśli. Widok dworca kolejowego czy lotniska uruchamia w głowie część odpowiedzialną za przyjemność.

Nad

Robert Danieluk | Kostomłoty
Człowiek budzi się w łóżku, a za oknem słońce. Można napisać, czego chcieć więcej? Oczywiście, że chcieć. Rozchodzący się promień słońca, przesuwa się ku oknu. Słońce gdzieś znika i rozświetla pejzaż.

Tak było.

Obecnie pracuję nad nowym projektem wideo / Zwykłe Rzeczy. Nie jest to łatwe, ale liczę, że w jakimś stopniu przyjmie się i będzie on nową odnogą mojej małej twórczości. Dlaczego? Za chwilę mija 11 lat blogowania i wiem, że dziś nie jest to samo co kiedyś. Fotoblogi dogorywają w takiej postaci w jakiej kilka lat temu jeszcze brylowały w sieci. Dziś Instagram czy Facebook (pewnie kilka innych rzeczy także) przeniosły cały strumień na siebie, można nawet powiedzieć, że w pewnym sensie podzieliły jeden na kilka strumieni. Jednym z miejsc (w sumie dzięki łatwości w tworzeniu video) jest YouTube, gdzie ja planuję mieć swoje miejsce. Rozwój obrazu musi mieć swój progres. O tym projekcie jeszcze napiszę więcej, ale lepiej nie mówić, a robić, więc kończę i wracam do tworzenia. Trzymajcie kciuki bo pracy i nauki bardzo dużo!

Solina

Solina | Bieszczady
Prawie 1000 kilometrów zrobione w 24 godziny na trasie Warszawa-Bieszczady-Warszawa. Szkoda, że nie było czasu na więcej bo nigdy nie byłem w tamtych okolicach, ale po tym krótkim czasie wiem, że wrócę. Dawno tak dobrze nie spałem jak tam, ale znów za krótko. Niestety sprzęt trzeba było zdać jeszcze bladym świtem w weekend więc nie mogliśmy zostać tam dłużej…a dziś znów droga.

Widok na poranne jezioro Solińskie.

Jaki był 2014 rok?

Zawsze pod koniec roku czas na małe podsumowania tego co właśnie się kończy. Poprzedni rok był tak samo aktywny jak ten, chociaż w żaden sposób nie da się go porównać. Wiem, że ten następny będzie takim połączeniem 2014 i 2013. Tak czuję. Zawsze gdy kończy się rok zliczam kilometry, podróże, przeglądam moje elektryczne szuflady pamięci. Takie podsumowania są dobre bo można sobie jasno powiedzieć czego się nie zrobiło, a ile się zrobiło. Konkretne fakty. Przy okazji w notesie lista z „2014” zostanie kolejny raz zweryfikowana na papierze i z „2015” zostaną dopisane punkty z poprzedniego roku i lista życzeń.

Podróż po 2014 czas zacząć. By łatwiej mi było wrzucam mapkę miejsc które udało się odwiedzić w tym roku. Postaram się wrzucić małe fotograficzne podsumowanie, które skłoni mnie do przeszperania mojego archiwum. Jeśli ktoś prowadzi jakieś fotograficzne archiwum, to taka podróż przez 12 miesięcy dużo wam da i do tego was zachęcam! :)

2014

Styczeń

Styczen_2014

Moje fotoblogowanie trwa już 10 lat. Poprzez różne migracje serwerowe nie zaktualizowałem jeszcze tej strony o stare wpisy, ale najpewniej to poczynię w 2016 roku :) i tak jak sobie obiecałem zrobię jakiś mały album fotograficzny z tej okazji. Styczeń minął mi na podróżach między Warszawą, a Opolem. Najlepsze jest to, że patrząc na moje archiwum człowiek nie zdaje sobie sprawy jak życie bywa „wywrotowe”, szczególnie kiedy piszę dziś ten wpis. Na plus, plus, plus!

Na fotografii Paweł Hajnos, który pozował mi na opuszczonych basenach Skry w Warszawie.

Luty

Luty_2014

15 lutego pojechałem pod Rotundę (budynek PKO w centrum Warszawy). Tego dnia mijało dokładnie 35 lat od tragicznego wybuchu gazu. Wpadłem na pomysł by wykorzystać fotografię mojego kolegi Zbyszka Furmana, który fotografował to miejsce 15 i 16 lutego 1979 roku. Połączyłem dwa pokolenia i trzy i pół dekady historii.

W lutym zacząłem pisać moją pracę magisterską. To był ciężki miesiąc bo z początkiem marca musiałem ją oddać, a na horyzoncie miałem kolejny ciekawy wyjazd. I trzeba pamiętać, że jak pisze się pracę w miesiąc, a nie pół roku to nie może ona być rewelacyjna, szczególnie że pierwsza jej wersja została odrzucona z mojej winy. Pierwsze 60 stron poszło prawie do kosza. Mimo to po raz kolejny odkryłem, że pisanie tekstów w BUW-ie (Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego) to świetne miejsce by się skupić i pisać.

Marzec

Marzec_2014

Marzec rozpoczął u nas 1,5 miesięczny maraton podróżowania. Pierwszym etapem był Izrael, a skończyliśmy to na fotografowaniu dla artlove.pl ślubu we Włoszech. Ale marzec należy w mojej głowie tylko do Izraela. Opisywałem na blogu podróż do tego miejsca (marzec) i dziś też mocno myślimy o tym by tam wrócić. Nawet był ambitny plan polecieć tam w styczniu 2015 roku, ale nasze plany zostały szybko zweryfikowane :) ale nie ucieknie! Generalnie Izrael był czarną kropką na mojej mapie wiedzy i pewnej świadomości. Na szczęście pod tym czarnym punktem okazał mi się kraj przepiękny! I nie mówię tu o religii, która akurat przy tej podróży miała najmniej do gadania. Rejony Morza Martwego przyciągają mnie ponownie, a widok wielkiej góry, która cieszyła nasze oczy z hotelowego pokoju, prosi się by znów ją zobaczyć. Tak, chcę tam wrócić. I dla przypomnienia nasz wspólny film z tego wyjazdu:

Na fotografii Kasia, która wchodzi do Morza Martwego blisko granicy z Palestyną.

Kwiecień

Kwiecien_2014
Kwiecień kojarzy mi się z dwoma rzeczami. Moje urodziny spędziłem w Trójmieście, a wszystko przez szalony pęd z Łodzi do Warszawy, potem Modlin i lot do Gdańska. Tydzień później z Kasią polecieliśmy do Rzymu, a dalej na wschód by sfotografować zaślubiny pewnej polsko-włoskiej pary. Dzięki temu miałem okazję zwiedzić Rzym bo nigdy wcześniej tam nie byłem. Piękna wiosna, idealna!

Na fotografii słoneczna uliczka w Rzymie.

Maj

Mińsk | Białoruś | Danieluk
Maj. Ukończyłem studia w połowie miesiąca. Stałem się absolwentem szkoły filmowej w Łodzi. Miłe uczucie, serio! Cieszy mnie to bo skończyłem edukację i dziś nie bardzo mi się widzi bym mógł jeszcze gdzieś studiować. Zwyczajnie nie dla mnie to już, czasu nie ma i czas właściwi robić inne rzeczy, ale nie ukrywam, troszkę tęskno!

W maju także pojechałem na Białoruś w składzie takim jaki chodził mi po głowie od początku moich podróży do Mińska. Na Mistrzostwa Świata w hokeju na lodzie w Mińsku, pojechałem z Tatą i Bratem. To był fajny męski wyjazd z wieloma smaczkami, dla każdego z nas. Wjazd na Białoruś był bezwizowy pod warunkiem posiadania biletu na mecz. Kupiłem dla naszej trójki bilet na ćwierćfinał i w zasadzie dopiero dzień przed meczem dowiedzieliśmy się, że trafimy na mecz Rosja – Francja (3:0). Sportowa Białoruś była inna, milsza, słoneczna i ciepła. Drugi raz w życiu na granicy w Brześciu byli dla mnie mili. Za pierwszym razem dopiero po czasie celniczka odkryła, że ma ze mną pewne powiązania (geograficzno-towarzyskie) i była do rany przyłóż. Wcześniej jednak o mało nie aresztowała mnie swoim celniczym długopisem czy czapką wielkości lądowiska dla śmigłowców. Prawda taka, że czas spędzony z bliskimi ludźmi nie da się wymienić na nic innego. To był super wyjazd!

9 maja pożegnałem swojego przyjaciela, futrzaną siostrę. Wierzę, że teraz jest w jakimś psim raju, pełnym kiełbasek, zabawek, spacerów i pieszczot. I chociaż ciężko mi wierzyć w to, że jest jakieś „niebo” to liczę, że za xxx lat spotkamy się znów i jak za dawnych lat zaśniemy razem przytuleni. Pies prawdziwy przyjaciel. Tęsknię za Tobą berbeciu! 

Na fotografii białoruscy artyści tańczą i śpiewają w strefie kibica koło rzeki Niemigi.

Czerwiec

Barack Obama w Warszawie | Danieluk
4 czerwca w 25-tą rocznicę obalenia komuny w Polsce wybrałem się na Plac Zamkowy by zobaczyć obecnego Prezydenta USA, Baracka Obamę. Ukraińska flaga doskonale podkreśla cały rok wydarzeń i kierunek patrzenia.

Lipiec

Bardzo pracowity miesiąc.

Fotografia lipca została paradoksalnie wykonana w lutym, ale dopiero koniec miesiąca „pozwolił” na opublikowanie jej. Na fotografii jest Sławomir Opala, tego dnia (27 lipca) dowiedziałem się, że Opala odebrał sobie życie. Taka wiadomość dotyka, a dotyk śmierci jest mocniejszy kiedy człowiek znał, poznał człowieka którego do dotyczy. 4 lutego miałem okazję go spotkać i zrobić mu kilka fotografii. Pomyślałem sobie, że idealnie będzie gdy zapozuje mi z notatnikiem, udając, że coś notuje. Wtedy pisał książkę o swoim życiu i gdzieś w tle miałem dwie nadzieje, że książka się pojawi u mnie na półce z autografem Sławka, a dwa że może uda się mieć jakieś zdjęcie jego osoby z tej warszawskiej krótkiej sesji właśnie w niej. Nic z tych rzeczy nie mam, oprócz pamięci silnego uścisku i autografu Sławka na oświadczeniu do publikacji wizerunku. Tyle i aż tyle!

Sierpień

Kolejny miesiąc drogi. Fotografowanie telefonem. Pełen misz-masz i moje ostatnie spotkanie z Powstaniem Warszawskim.

Wrzesień


Miesiąc przejścia z lata w jesień. Takie przejścia zawsze są energetyczne. We wrześniu był jeden gorący weekend. Który zaczął się w Warszawie, zaczepił o czeską granicę i od razu powrót bez snu do Warszawy by załapać się na samolot do Tallinna, gdzie zrobiłem ową fotografię. Przy okazji pobytu w Estonii popłynęliśmy do Helsinek. I w przypadku tego wyjazdu widzę jak wiele rzeczy wraca dopiero po powrocie do domu.

Październik

Przed oczami widzę Paryż. Ciepłe miasto. Zapach metra. Zapachy odgrywają ogromną rolę i przez większość życia człowiek w ogóle o tym nie myśli. Przed wyjazdem do Francji pojechałem do mojej Babci i Taty pod granicę z Białorusią. Wieczory robiły się już ciemne i chłodne. Założyłem moje buty do biegania i wyruszyłem w bieg dookoła tego niedużego miasteczka.

„Ciało porusza się w miarę jednostajnie pilnując czasu odcinka 1000 metrów. Zapach. Ten zapach którego dawno nie czułem, to zapach tego miejsca. Ćwierć kilometra po mojej lewej Białoruś. Po prawej więcej jak 600 kilometrów Polski, ale to nic. Ta prawa strona nie ma znaczenia. Znaczenie ma to miejsce, ten krótki odcinek. Dopiero później kiedy zasypiałem odtworzyłem sobie symbole, rzeczy powiązane z tym zapachem. Czego to zapach? Wydaje się, że nic specjalnego. Trochę ziemi, zapach rzeki, zielonych drzew i traw. Do tego jak by unoszący się wiecznie zapach wieczoru tego miasteczka połączony z lekką mgiełką nad ulicami i dymem z kominów. Zamykam oczy i widzę ludzi, których nie ma. Nie pamiętam ich twarzy, imion. Rówieśnicy z wakacji. Miałem może 12 może 14 lat. Tacy byliśmy. Obrazy wypełnione słońcem, marzeniami, które o dziwo jeszcze się nie spełniły. Jedna wielka niewinność, a wszystko przez ten zapach. Obrazy zaczynają układać się w małą całość, ważną dla tamtych wakacyjnych chwil. Bez dat, lat. Tego nie pamiętam.” – Zapachy pamięci (wpis)

Na fotografii Paryż. Bardziej klasycznie się nie dało!

Listopad

Nic nie zwalniamy, wręcz przyśpieszamy. Pod koniec października wybrałem się z dobrym kompanem w podróży Dawidem (bo moja Kasia nie chciała, ostro broniła się przed zaproszeniem na wschód), na jeden z najciekawszych wyjazdów w moim życiu, który w zasadzie ograniczył się do 24 godzin pobytu w miejscu o którym dawno myślałem. Przez Odessę, Kiszyniów udaliśmy się do Tyraspola, stolicy Państwa którego nie ma. To był drugi wyjazd z serii wschód jesienią. Co będzie za rok? :)

Publikuję tu jedną fotografię, ale jeśli kogoś to zainteresowało polecam wpisy z tego wyjazdu gdzie napisałem więcej: Tyraspol, stolica której nie ma oraz Oktyabrsky, Tiraspol.

Grudzień

Od początku grudnia postanowiłem, że sam sobie będę szefem. To bardzo miłe, ale też zdecydowanie mocniej motywująco. Tak to w skrócie można napisać.

Przejrzałem grudzień i wśród wielu różnych opublikowanych i nie opublikowanych wydarzeń, przypomniało mi się, że wraz z kolegami byliśmy na 70-cio leciu Zespołu Szkół Fototechnicznych. Chodziłem do Technikum Fototechnicznego w latach 1998-2003 i za każdym razem jak tam jestem czuje dwie emocje: dumę i sentyment. Moja szkoła nosiła imię jednego z moich idoli, Jurija Gagarina o którym jak się okazało wielu uczniów napisało różnego rodzaju pracę. I wiecie czego żałuję? Że nie zwinąłem jednej z nich :D


Jaki będzie następny rok 2015? Mniej więcej wiem, mniej więcej gdzieś stworzyłem jego zarys. Rzeczywistość lubi weryfikować, komplikować, a czasem zwyczajnie pomagać w naszych zamierzeniach i planach. Jedno wiem na pewno, że nowy rok będzie jeszcze lepszy i bardziej aktywniejszy, ale nie będę niczego zdradzał :) więc…
…życzę wszystkim moim podglądaczom dużo pomysłów, zdrowia i spokoju! :)

 

Trzysta

Kopalnia Guido

Przypadek. Zupełny, że kolejny wpis dotyczy podobnego miejsca. Podobnego, ale zupełnie innego. Mowa tu o kopalni węgla kamiennego „Guido” w Zabrzu. Można tam zjechać na dwie głębokości: 170 i 320 metrów w dół. Miejsce robi wrażenie i chociaż byłem kiedyś w Wieliczce (1994) i mało pamiętam to dopiero dziś na dole poczułem kopalnię. Nie powiem ale zmienił mi się obrazek pod którym widzę górnika.

Jeśli ktoś nie był, a będzie w Zabrzu, koniecznie polecam! No i pamiętajcie, że trzeba przed zjazdem w dół zadzwonić i zarezerwować miejsce :) Takich kopalni do zwiedzania jak ta, są cztery. Ta nasza jest najgłębsza!